Protokół Buddy

łukasz na wielkim murze
Łukasz w pozycji sikającego psa (no co?! czy to ja wymyślam te nazwy)

Protokół Buddy” brzmi prawie tak tajemniczo jak “Raport pelikana”. Ale dziś nie będzie nic aż tak tajemniczego. Łukasz, zwany także Buddą (Fotuo), to mój brat w treningu Chuo Jiao Fanzi. Ale tak po prawdzie, to znamy się od nie pamiętam już jak dawno i wiele wspólnie sal treningowych odwiedziliśmy. Jakie są obecne losy Łukasza? Nie bardzo się orientuję. Ostatnio widzieliśmy się przy okazji strzelania z łuku, ale coś mi mówi, że Łukasz ostatnio lubi też wymachiwać szabelką. Wszystko dobre, co rozwija… Powodzenia życzę.

Ale do brzegu. Umieszczałem w lipcowym kalendarium zaproszenie na prelekcje z mistrzem Chi Chern Fashim i Łukasz był jednym z tych, którzy pofatygowali się na Powiśle do Muzeum Azji i Pacyfiku. Był też tak miły, że napisał z tegoż spotkanie krótką (i jak sam zauważył – subiektywną) relację, którą to poniżej umieszczam.

Raport z wykładu

(zdjęć niestety brak)

mistrz Chi Chern Fashi
prowadzący

Przyszło około dwustu osób i nie dla wszystkich starczyło krzeseł. Drzwi pozostały otwarte, żeby wpuszczać powietrze. Nauczyciel z Malezji wszedł cicho, został krótko przedstawiony przez organizatora i zaczął się wykład. Mistrz (chiński tytuł to “fashi”) robi wrażenie bardzo pogodnego, spokojnego i skromnego człowieka. Mówi po chińsku, ma tłumacza na angielski, a na język polski tłumaczy kustosz muzeum, Maciej “Magura” Góralski. To podwójne tłumaczenie jest dość męczące, ale co zrobić. Dwie dziewczyny, które siedziały obok, szybko wyszły. Słyszałem, że oczekiwały medytacji.

Tymczasem mistrz traktuje temat dość swobodnie. Miało być o etapach medytacji buddyjskiej, a słyszymy, że błędem często popełnianym przez buddystów, zwłaszcza na Zachodzie, jest przywiązywanie wagi wyłącznie do medytacji z zaniedbaniem etycznej strony praktyki. Początkujący w medytacji doświadczają wielu niepokojących myśli. Przeszkody w umyśle zmniejszają się, gdy zachowujemy dyscyplinę by unikać krzywdzenia innych i samych siebie. To często w buddyzmie spotykana prosta instrukcja: Nie czyń zła, czyń dobro i oczyszczaj umysł. Mistrz mówi bardzo jasno i nie używa buddyjskiego żargonu.

Wykład był dość elementarny, co nie znaczy niewarty wysłuchania, ale w tym cieple i przy niedoborze snu musiało się tak skończyć, że walczyłem z opadającymi powiekami i ze dwa razy się zdrzemnąłem. Senność to właśnie jedna z moich przeszkód w medytacji. Powinienem przestać się krzywdzić i zacząć normalnie wysypiać. Tempo wykładu z dwoma tłumaczami pozwoliło na to, żebym, mimo urywanego filmu, nie stracił wątku. Magura lubi wzbogacać przekład, np. podaje wystąpienia sejmowe jako własny przykład negatywnej mowy (dobrze, że bez nazwisk), albo dodaje krótkie wyjaśnienia, gdy uzna że mogą się przydać słuchaczom.

Mija 80 minut i pora na pytania:

mistrz Chi Chern Fashi

Dlaczego mistrz, skoro jest Chińczykiem, nie praktykuje raczej rdzennie chińskiego taoizmu? Bo nie ma w Chinach jednej obowiązującej religii, a chiński buddyzm wchłonął elementy taoizmu i konfucjanizmu.

W religiach zwykle są prorocy natchnieni czy zainspirowani przez coś wyższego np. Abraham przez Jehowę (sic!), a czy można powiedzieć, że Budda też był natchniony przez coś wyższego? Czekamy na tłumaczenie pytania na angielski i na chiński oraz odpowiedzi z chińskiego na angielski i z angielskiego na polski… W części poświęconej na pytania podwójne tłumaczenie buduje suspens. Mistrz mówi, że w buddyzmie jest inaczej. Budda nie był prorokiem, tylko odkrywcą uniwersalnego prawa.

image10
grafika autorstwa mistrza

Czy w tradycji mistrza wierzy się w nadejście kolejnego buddy, Maitrei? Tak, ale zanim nadejdzie za miliony lat, mamy wsparcie jeszcze innych buddów (chyba Magura dodał, że “kosmicznych”, co trochę rozbawiło salę).  W Chinach najpopularniejszy jest Amithaba.

Co to są za znaki na głowach chińskich mnichów? To od przypalania kadzidłem. Tak się odróżnia prawdziwych chińskich mnichów od fałszywych. Ci drudzy nie są gotowi na takie poświęcenie. To późny zwyczaj, powstały za dynastii Ming. Mimo to w serialach chińskiej tv widać znaki na głowach mnichów również z dawniejszych epok. Chińska tv się nie zna. Czy to bardzo boli?  “You can try” (“możesz spróbować”), mówi, tym razem po angielsku, mistrz.

czy w Chinach?

Czy w Chinach mniszki są traktowane na równi z mnichami? Historycznie nie były, bo uwarunkowania społeczne itd. ale jest potencjał, żeby teraz były równo traktowane, a jak się relacje w społeczeństwie odwrócą i kobiety będą dominowały, to w buddyzmie też się to odwróci…

Mam wrażenie, że zapomniałem o jakimś jednym pytaniu, ale jak widać na tej części już nie spałem. To dość ciekawe, o co ludzie pytają, jakie mają wyobrażenia itd.

Spotkałem znajomych z koreańskiego zenu, więc zaczęliśmy gadać zamiast od razu wracać do domów. Po rozejściu się wszystkich mieliśmy okazję zadać mistrzowi jeszcze jedno pytanie. Zacząłem nawet po chińsku, ale było z tego tylko zamieszanie. Kolega podobno pyta wszystkich nauczycieli o to samo: praktykę pokłonów. Czy mistrz ma jakieś rady do tej praktyki? Mistrz jest ciekaw, z jakiej jesteśmy tradycji, czy może tybetańskiej? “Han guo chan zong” (koreański zen), nie omieszkałem znów błysnąć chińszczyzną. Skoro tak, to najlepiej zadać pytanie własnemu nauczycielowi.

Podziękowaliśmy i poszliśmy.

Od KO: Nie wszystko zrozumiałem 🙂 – ale od czego mamy wuja gógla? Ale najbardziej podobało mi się jedno zdanie: “You can try”.

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: