Bagnet, a dokładnie karabin z bagnetem, nadal leży w moim zakresie zainteresowaniem. Niestety, nie mam Aktualnie przestrzeni, żeby zająć się tym na 100%. Nie da się robić wszystkiego. Na razie to wszystko ogranicza się do stosowania ćwiczeń z włóczni z wykorzystaniem karabinu szermierczego. Materiał do ćwiczeń mam z włóczni Tai Chi stylu Hao, trochę z kija stylu Yang i kilka patentów podpatrzonych w internetach. Może kiedyś zdarzy się jakaś okazja pogłębienia tych doświadczeń. Ale w zasadzie nie o tym chciałem, nie żeby się chwalić.

Biblią mojej wiedzy o szermierce bagnetem jest książka pod tytułem „Instrukcja walki na bagnety – Warszawa 1921”. To niewielka broszurka. W iście wojskowym stylu zawiera w sobie wszystko, co jest potrzebne, żeby karabin z bagnetem stał się sztuką użytkową. Oczywiście nie mówię o użyteczności na współczesnym polu walki. Pomimo tego, że dzieło, jak mówiłem niewielkie, to z przyjemnością do niego wracam. Tym razem dokładnie przeczytałem wstęp. Nie skupiałem się na nim wcześniej. Wydawało mi się, że to jeno biurokratyczne polecenie wprowadzające rozkaz w życie, a tym czasem znalazłem taki fragment.
Nie wolno czynić żadnych samowolnych zmian w niniejszej instrukcji, jakoteż (KO: czyli zarówno) uzupełniać jej pojedynczych postanowień własnemi komentarzami względnie uzupełnieniami dowódców. Jednakże postanowienia instrukcji nigdy nie mogą krępować inicjatywy i nie są szablonem, który stosuje się niewolniczo w każdem położeniu; w duchu jej leży samodzielne myślenie i działaniem instruktorów.
Bagnet
Tekst podpisał ówczesny Minister Spraw Wojskowych generał Kazimierz Sosnkowski. Ten sam, który po śmierci Władysława Sikorskiego 8 lipca 1943 został mianowany Naczelnym Wodzem. Generał Sosnkowski miał jeszcze jeden związek ze sztuką polskiego bagnetu. To właśnie jednostki pozostające pod jego dowództwem dokonały śmiałego ataku na bagnety, w czasie którego, w miejscowości Sądowa Wisznia rozbito zmotoryzowany pułk dywizji „Germiania”. Wracając do instrukcji. Myślę jednak, że to nie do końca jego słowa. Raczej minister takich tekstów nie pisze osobiście, a tylko je akceptuje. Trzeba by się Adasia spytać bo on jest obyty. Prawdopodobnie prawdziwy autor tych słów ginie nam w odmętach historii

Cóż to oznacza? Czy ten tekst można jakoś zastosować do naszego treningu? Dla mnie po tylu latach nadal zawiera w sobie jakąś sensowną radę.
Nie wolno czynić żadnych samowolnych zmian w niniejszej instrukcji, jakoteż uzupełniać jej pojedynczych postanowień własnemi komentarzami względnie uzupełnieniami dowódców.
Ćwiczą coś musimy to robić dokładnie tak jak to zostało ustalone. Mistrza Zhai ułożył formę w taki sposób, to tak się powinno ją ćwiczyć. Jeśli mistrz Zhai zacznie ją ćwiczyć inaczej (a czasami coś zmienia) to znaczy, że ja też powinienem zmienić. Większość błędów wynika z własnych wizji na temat treningu. Nie powinniśmy też ulegać widzimisiom instruktorów którzy czasami coś zmieniają. Czy to oznacza, że muszę ćwiczyć jedną jedyną sztukę i nie mogę nawet spojrzeć na nic innego. No bez przesady, to nie małżeństwo żebym nie mógł nawet zerknąć na jakiś … ten no… to coś :). Mówię o tym, że jak ćwiczymy Pchające dłonie, jakąś konkretny zestaw technik to róbmy to tak jak powinniśmy.
wojskowe klasyki
To nie jest proste. Bo skąd możemy mieć pewność że instruktor przekazuje je tak jak to mistrz wymyślił. Instruktor też człowiek może się pomylić, źle zrozumieć i td. Jednak dobrze jest mu wierzyć. Szansa, że on się pomylił, jest dużo mniejsza niż ta, że to uczeń się pomyli. A i ticzer szybciej się jorgnie, że coś nie tak.
Jednakże postanowienia instrukcji nigdy nie mogą krępować inicjatywy i nie są szablonem, który stosuje się niewolniczo w każdem położeniu; w duchu jej leży samodzielne myślenie i działaniem instruktorów.
Nic nie zwalnia nas od myślenia, kombinowania, rozkminiania i własnego szukania. Instrukcja jest tylko przewodnikiem, osnową wokół której budujemy naszą sztukę. Możemy, a wręcz mamy obowiązek uzupełniać, rozwijać czyni siebie sztukę podległą.
Czy te oba zdania nie są przypadkiem wzajemnym zaprzeczeniem? Pozornie tak, bo pierwsze każe nam trzymać się twardo założeń, a drugie zaleca własną inicjatywę. Jakby porównać trening do tkania dywanu można powiedzieć, że osnowa jest jednaka dla każdego egzemplarza, i że technika przeplatania (czy jak to się nazywa) też jest dokładnie zgodna ze sztuką, czy przekazem starszych. Ale już wzory rozmiary, użyte materiały mogą być inicjatywą jednostki. W ten sposób powstaje rozwój. Na dobrych fundamentach, powstają modyfikacje. Niektóre z nich mogą stać fundamentami dla przyszłych pokoleń.

„Zakładaj głęboki fundament, jeśli chcesz budować wysoko” powiedział św. Augustyn. Szkoda, że nie od razu zrozumiałem czym budujemy fundamenty, a co jest tylko zabawą…
Wracając do karabinu z bagnetem. Mam nadzieję, że kiedyś się nim zajmę bardziej na serio i że jego bazą będzie Tai Chi i jego włócznia. Dlatego muszę się skupiać na ćwiczeniu podstaw.
1









Jest takie wyrażenie w chińskim: Mieć kwadratową głowę. W znaczeniu być głupim. Jakoby w kwadratowej głowie myśli nie są w stanie wziąć zakrętu. Inaczej jest w głowie okrągłej. Czyli Skalski jest we właściwej formacji 😉 Tak sobie myślę, że pomiędzy pierwszym członem pierwszego zdania a zdaniem drugim sprzeczność jest -jak KO zauważył- pozorna. Natomiast Druga część pierwszego zdania się trochę kłóci ze zdaniem drugim. Uzupełnienie złe? Komentarz zły? BTW, rozumiem że „względnie” z „względnie uzupełnieniami dowódców” jest w znaczeniu „lub”, „czy też”? Czy też ;] uzupełnienia dowódców są względnie/ewentualnie/czasem dopuszczalne? Jakby nie mogli napisać jasno. Brr.. Nie lubię mowy urzędniczej i trepiarskiej.
Według słownika polszczyzny z XXlecia to : względnie oznaczało – „prawie dobrze” a „rzadziej mogło też występować w znaczeniu spójnika, zbliżonym do „ewentualnie” lub „bądź””. To nie jest trepiarska mowa brakuje bowiem przekleństw bez których mundurowi nie potrafią przekazać żadnej bardziej skomplikowanej myśli.