Procologia…

I znów może trochę nie na temat, ale o ciekawych książkach będzie.

Otóż, kiedy niedawno byłem na seminarium poświęconym dziadoskiemu biczowi, wyszło, przy okazji, że prowadzący Andrzej „Kooniu” Jasztal poza tym, że jest miłośnikiem machania biczem, to jeszcze realizuje się w strzelaniu z procy. I to nie tej pasterskiej (tej dawidowej), ale takiej już bardziej  współczesnej,  czyli gumowej.

Andrzej JasztalTu muszę wyjaśnić, że strzelanie z procy to jeden z takich tematów, do którego co jakiś czas wracam. Pominę tu czasy szkolne, bo chyba każdy chłopak zdobywał podobne doświadczenia.

Pierwszą procę, taką na wpół profesjonalną, kupiłem w czasach kiedy razem z młodym wyjeżdżaliśmy na kajaki… to był popularny model firmy Barnette, taki z podpórką na przedramię. Strzelaliśmy próbując różnych materiałów jako pocisków. Po latach młody ją zaanektował dołączając do swojego preperskiego arsenału.

Potem zainteresowało mnie miotanie strzałami. Próbowałem nawet samodzielnie coś takiego skonstruować. Strzelało toto szprychami rowerowymi. Zasięg niewielki, celność żadna, bo tylko z biodra można było strzelać, ale zabawa przednia… z trzech metrów przebijała drzwi w szatni (wiem… chuligan i wandal jestem, ale to było raz).

Po jakimś czasie dostałem do testowania procę przystosowaną do polowania ze strzałami. Byłem zaciekawiony, ale na pierwszym teście, na który wybrałem się razem z Jiuzhizi na Warszawską Ścieżkę Łuczniczą, czekał mnie zimny prysznic. Z tego nie dawało się strzelać… po dwóch godzinach testów odpadły gumy, a mnie ręce.

procologia

Tak więc kiedy wyszło na jaw, że Andrzej robi też w procach – błysnęło mi światełko. Widać, że gość ma jakieś atawistyczne ciągoty do broni prostych. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby jeszcze okazało się, że jest specem od miotacza oszczepów (taki, jaki można obejrzeć w „Walce o Ogień”).

Krótki recherch po góglach i jest. Okazało się, że Andrzej wraz z Cezarym Golińskim – drugim maniakiem procy, wydali książkę pod wszystko wyjaśniającym tytułem „Procologia”. Widząc jego zapał do rozpowszechniania bicza, nie zastanawiałem się długo – książkę kupiłem.

Jiuzhizi
Jiuzhizi w czasie wspólnych testów procy

I nie zawiodłem się. O tym za chwilę, bo słów kilka muszę napisać o stronie edytorskiej. „Procologia” to niewielka książeczka (zaledwie ) zawierająca kolorowe  fotografie, a także uzupełniona o bardzo ciekawe „wykroje” dla osób, które chciałyby samodzielnie wykonać sobie procę. Gruby, porządny, błyszczący papier i dobre wykończenie wróżą tej książce długi żywot. Cena 30 PLN (z przesyłką) może nie należy do niskich, ale niskonakładowe wydawnictwa tyle kosztują.

A treść? Powtórzę jeszcze raz – nie zawiodłem się. Nawet jeśli okazało się, że większość informacji w książeczce zawartych to ja już znałem. Dobrze jest jednak czasami się przekonać, że nasza wiedza ma sens, tak i ja się przekonałem. Fachowcy potwierdzili moje doświadczenia, to tak jakbym dostał od nich pierwszy pasek.

Jak napisałem – większość informacji była dla mnie jasna. To oznacza, że były też jakieś nowości. Bardzo ciekawy dla mnie jest fragment mówiący o tym, w jaki sposób przystosować zwykłą procę do miotania strzał. Teraz już wiem, dlaczego moje poprzednie próby spaliły na panewce. Następna próba będzie miała więcej szans na powodzenie. Choć, po prawdzie, mam nieco inny pomysł na stabilizację strzały przed strzałem.

Książkę polecam, dużo miejsca na półce nie zajmie (można ją także nabyć w wersji elektronicznej), a jak będziecie mieli wnuki, będzie jak znalazł.

Tylko nie szukajcie jej po księgarniach, można ją bowiem kupić tylko w jednym miejscu w sieci. Zazwyczaj tego nie robię ale tym razem podam adres.

TU ZAMÓWISZ

Powodzenia w zakupach i strzelaniu.

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: