Maść z kotkiem

Już trochę napisałem na temat tradycyjnej medycyny chińskiej, więc może trochę pociągnę ten temat dalej.

maść tygrysia Maść z kotkiem
maść tygrysia

Dziś rano przeglądałem sobie znany portal aukcyjny (jak chcą, żebym wymieniał ich nazwę, to zapraszam do negocjacji) i trafiłem tam na maść tygrysią. Pamiętacie jeszcze coś takiego?

Niedawno znalazłem to na ulicy. Leżało w śniegu i tak jakoś od razu mnie tknęło, żeby podnieść.Już za czasów PRL można było ją nabyć. U mnie w domu zawsze jedno opakowanie leżało w apteczce. Moja Babcia używała tego jako panaceum na ból głowy, stawów i tylko na to, bo twierdziła że maść z tygrysa jest cenna, więc na inne bóle używała maści kamforowej (a śmierdziało to…). Nie będę udawał, że znam historię tego specyfiku, więc zacytuję za wikipedią.

tygrysi specyfik

Wynalazcą maści tygrysich był żyjący w Rangunie w Birmie (wtedy kolonii brytyjskiej) chiński zielarz Hu Ziqin. W latach 70. XIX wieku otworzył sklep, w którym sprzedawał własnej produkcji maści przeciwbólowe. Opakowania swoich leków sygnował wizerunkiem tygrysa, będącego w kulturze dalekowschodniej symbolem siły. Maść nie zawiera żadnych składników z tygrysa. W latach 20. XX wieku synowie  pana Hu otworzyli w Singapurze fabrykę maści tygrysich, gdzie są produkowane do dzisiaj.

Maści tygrysie stosowane są w bólach kostnych i mięśniowych, przy przeziębieniach, bólach głowy oraz jako środek na ukąszenia owadów. Do ich wyrobu używa się głównie takich składników jak: olejek eukaliptusowy, olejek goździkowy, mentol, kamfora i olej palmowy. Wyróżnia się maść tygrysią czerwoną (z olejkiem goździkowym i kasją) oraz białą.

Maść, którą można było kupić w Polsce, pochodziła z Wietnamu i trafiała do nas różnymi kanałami. Z tego co pamiętam, to można było ją kupić w takich dziwnych kioskach. Podobnych do zwykłych kiosków Ruchu, ale nie było tam gazet, a towary pochodzenia „podejrzanego”. Tak dziwnego, że było to jedyne miejsce, gdzie można było w owych czasach (czyli II połowa lat 70-tych) kupić gumy z Kaczorem Donaldem (jakaż to polityczna guma była – teraz i Kaczor, i Donald oddzielnie), lepsze papierosy albo resoraka (moje marzenie w owych czasach – ale był za drogi). Często przystawałem pod tym kioskiem, żeby sobie tego resoraka pooglądać (tak, dobrze czytacie – w kiosku był słownie jeden) i przy okazji widziałem też te charakterystyczne opakowania. Mój ojciec twierdził, że maść robi się z bezdomnych kotów, ale chyba to miejska legenda, tak jak ta, że Coca Colę robi się z rozgniatanych karaluchów, albo że stonkę zrzucają z samolotów amerykanie.

Maść z kotkiem

Danusia właśnie mi opowiada, że jak była dzieckiem także znalazła takie opakowanie. Nie wiedziała do czego służy zawartość, ale urzekł ją tygrys na pudełeczku. Potem nosiła pudełeczko w tornistrze.

W latach 90-tych XX. wieku nastąpił kryzys. Okazało się, że ówczesnym dzieciakom opakowania po maści podpasowały jako kapsle do wszelakich pstrykanych gier podwórkowych. Pamiętam, że jako bardzo młody, ale już bądź co bądź mężczyzna, zżymałem się, że gów..rze wydają ciężką kasę na maść zamiast, tak jak ja kiedyś, zbierać kapsle pod budką z piwem (1).

Obecnie nadal można kupić maść tygrysią, np. na przez internet – w cenie niecałej złotówki za pudełeczko. W Polsce dostępna była tylko maść w wersji białej – czyli ta słabsza.

(1) – młodszym tłumaczę co to była budka z piwem. To taki punkt, który spełniał kiedyś bardzo wiele funkcji społecznych. Np. funkcje kulturalne – gdyż mężczyźni, którzy tam się zbierali prowadzili ożywione dyskusje na tematy światopoglądowe i filozoficzne. Inną ciekawą funkcją tego miejsca było coś, co teraz nazywamy telefonem komórkowym. Otóż obecnie kiedy kobieta szuka swojego (super)mena, to wyciąga telefon i obdzwania najpierw jego, a potem jego kumpli. Wtedy wystarczyło iść pod budkę z piwem. Byli tam wszyscy, którzy liczyli się na dzielni.

0 myśli na temat “Maść z kotkiem

  • 14/03/2014 o 22:18
    Permalink

    Dostałem trochę od znajomych Chińczyków. Ostatnie opakowanie dałem córce, jak jechała na koncert, żeby w razie czego mogła cucić koleżanki. Łatwo omdlewają (od zaduchu). 😉 A jeszcze całkiem niedawno można było na bazarku Banacha kupić od Białorusinek. Nie wiem, czy na pozostałym skrawku, w budkach będzie. Jutro pójdę sprawdzić. 🙂

    Odpowiedz
    • 14/03/2014 o 22:34
      Permalink

      Na Alledrogo jest i to o dziwo w znośnej cenie. Ciekaw jestem tej czerwonej. Bo zanim u mnie przez tapicerkę się przebije to całą wyparuje.

      Teraz stosuje u Danusi na zatoki…

      Odpowiedz
      • 14/03/2014 o 23:30
        Permalink

        Na KO to maść końska. Kiedyś na poczcie za 17 zeta soorawe opakowanie było. Niech KO tylko umyje ręce PRZED siusiu, bo się może zimno zrobić. 😉

        Odpowiedz
  • 15/03/2014 o 10:25
    Permalink

    Oj KO, dałes mi do sentymentalnego pieca: masć tygrysia, donaldówa, resoraki i….kapsle. A niech Cię – teraz mam sobotę ze wspomnieniami (może to i dobrze patrząc za okno 😉 )

    Odpowiedz
      • 15/03/2014 o 10:35
        Permalink

        Tak, ale nie pijcie za dużo. 😉

        BTW, ja swoją kolekcję resoraków wymieniłem na kolekcję.. tygrysków.. 😮

        Odpowiedz
        • 15/03/2014 o 10:57
          Permalink

          Tygryski…. to jak wspomnienie pierwszej randki… kilka lat temu Bellona próbowała wskrzesić tą markę ale się nie udało…

          Stare egzemplarze można kupić na allegro już od złotówki…

          Odpowiedz
          • 15/03/2014 o 11:29
            Permalink

            Nie wyczuli ducha czasu. KO powinien przerobić jakiś tomik na opowieść we flashu, czy coś. Myślę też, że emotikonki z Kapitanem Żbikiem do komunikatorów byłyby dobrym pomysłem. 🙂

            Odpowiedz
            • 15/03/2014 o 11:35
              Permalink

              Wolałbym buzię Tytusa w różnych wersjach 😉

              Odpowiedz
  • 17/03/2014 o 11:37
    Permalink

    Maść tygrysią kupiłem jakiś czas temu za złotówkę w tak zwanym chińskim markecie. Córka wypatrzyła…

    Odpowiedz
    • 17/03/2014 o 11:40
      Permalink

      A są napisy po polsku? Bo zauważyłem w necie, że zaczęli robić polskie napisy żeby zgodnie z przepisami było.

      Odpowiedz
  • 17/03/2014 o 13:51
    Permalink

    MADE IN CHINA (-;
    Na pudełku jest kilka „krzaczków”, reszta po angielsku.
    Skład:
    1. Menthol 14%
    2. Camphor 14%
    3. Peppermint Oil 8%
    4. Eucallyptus Oil 8,1%
    5. Clove Oil 4%
    Zawsze wierzyłem, że w składzie jest jad żmii (takie chodziły słuch) (-;

    Odpowiedz
  • 17/03/2014 o 18:19
    Permalink

    :-)) racja, racja też mi się przypomniało, były takie ploty ( nie wiem czy wszędzie czy może tylko u nas na pomorzu), że w skład wchodzi jad żmii :-))…przypomniało mi się że akurat u mnie w domu to było panaceum na ukąszenia komarów :-))…nie wiem co ma komar do zmii, ale w PRL nie takie historie były :-))…myślałem że tego już dzisiaj nie można dostać a tu proszę…fajny wspominkowy post 🙂

    Odpowiedz
    • 17/03/2014 o 20:23
      Permalink

      według składu podanego przez Dariusza Wu. jest jeszcze 50 procent szans na różne dziwne rzeczy, Może jad skorpiona?

      Odpowiedz
  • 18/03/2014 o 13:03
    Permalink

    KO, jad skorpiona? Może nie dosłownie, ale…
    Niekiedy w mojej apteczce gościła maść Viprosal B http://viprosalb.pl/ – bo sport to samo zdrowie (-;
    W skład medykamentu wchodzi rzeczony wcześniej jad żmii zygzakowatej.

    Odpowiedz
    • 18/03/2014 o 14:09
      Permalink

      Używałeś ruskiej maści ze żmii??

      Podobno po jej użyciu nic już nie jest takie same…

      Odpowiedz
      • 18/03/2014 o 15:41
        Permalink

        Ja używałem ruskiej maści z jadu żmii, z jadu mrówek, pijawek i z łoju borsuka. LIPAO! :]

        Odpowiedz
  • 18/03/2014 o 16:43
    Permalink

    „Podobno po jej użyciu nic już nie jest takie same…”

    Tak? Sssssssssssssssssssssssam nie wiem.

    Odpowiedz
  • 18/03/2014 o 17:26
    Permalink

    Wolę się nie domyślać co ssssssssssssssssspotkało jiuzhizi…

    Odpowiedz
  • 19/03/2014 o 12:21
    Permalink

    Sssssssssssspoko, ten proces nieco trwa. Zważywszy na specyficzne składniki borsukowego medykamentu daję wiarę, iż Twoje poświęcenie jednak nie pójdzie na marne (-;

    Odpowiedz
  • Pingback:Ba-gua Heilpraktiker | trzy równoważnie

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: