Nie przepadam za tą miejscówką, ale traktuję ją jako rezerwową. Dziś, tak wyszło, że musiałem z niej skorzystać. W parku, gdzie zazwyczaj ćwiczę, sobotnie wieczory to już impreza na sztery fajery. Dużo ludzi, sporo oktanów i wszystkiego innego, co jest z tym związane. Poszedłem więc pod most. Przedmoście to długa, pozbawiona roślinności przestrzeń z wyrastającymi, co jakiś czas, podporami. Wielkimi i monumentalnymymi — pokrytymi w swoich dolnych częściach graffiti.

Jak już wspomniałem, średnio się tam czuję. Nie słychać ptaków, tylko szum samochodów przejeżdżających kilkadziesiąt metrów nad moją głową. Szum szybko znika, przestaje go słyszeć, jak tylko zaczynam ćwiczyć. Raczej nie spotykam tu ludzi, pomimo że, przez środek biegnie ścieżka na brzeg rzeki, pewnie więcej tu wędkarzy niż spacerowiczów.

To nie wszystkie niedogodności, bezpośrednio pod przęsłami mostu jest luźny piach… kiedy pada, robi się błoto, gdy jest za sucho — pyli. Trawa w prześwitach jest bardzo nierówna. Nie wszystko da się ćwiczyć.

Może byłoby to ładne miejsce, żeby powstały tu tory łucznicze.

A tymczasem Młody podsyła mi takie fotki z wyjazdu… Nic to… jutro 6:30 wsiadam do pociągu i jadę.

1









Przyjmiesz tytuł Biskupa Polskiego Tai Chi? 😉 BTW, KO jedzie jutro do Bośni (i Hercegowiny) czy to jakaś wieś w Polsce??
Konrad zabrał rodzinę, terenówkę i pomyka bośniackimi bezdrożami. Ja w tym roku na bogato – Chłapowo. Na wczasy z Tai Chi jadę, Danusia będzie odsypiała w ogrodzie…