Jak znaleźć czas…

Lost_in_Time_by_Astharr
zgubiony wolny czas

Dostałem list… taki oficjalny blogowy i to od osoby której nie znam osobiście. Czyli qrteczka ktoś to jednak czyta. Chyba muszę popracować więcej nad słownictwem. Od dziś w każdym poście jeden trudny wyraz – (oczywiście żartuje).

Ale wracając do listu. Bardzo za niego dziękuję, sprawił mi dużo frajdy. W liście najważniejsze było pytanie. Jak ja znajduję na to czas, bo to przecież w Taiji jest i miecz, i szabla, i kij, i wachlarz, i Qi Gongi. Ja bym dodał jeszcze że i forma podwójna, i pchające ręce. Odpowiedziałem osobiście ale pomyślałem sobie, że w zasadzie to jest dobry temat na wpis (taki temat na temat :)) Jak już napisałem materiału jest multum. I jak ja to robię, że czas na to wszystko znajduje? Pomijając fakt, że nie jestem typowym adeptem TJQ (Taiji Quan), bo przede wszystkim ćwiczę Chuojiao Fanzi, a i sporą część pozostałego czasu treningowego zajmują mi tak zwane rzeczy inne, jak np. boks, bieganie lub ogólnie pojęta siłka. Jak więc znaleźć na to czas?

images
Mushashi twierdził że wojownik powinien mieć tylko tyle broni ile jest w stanie udźwignąć jednorazowo

Odpowiedź na to pytanie jest zadziwiająco prosta. Ja tego po prostu nie ćwiczę (zanim na zawsze przeklniecie mój blog doczytajcie do końca). Nie ćwiczę miecza, szabli, kija, halabardy, wachlarza i wpiszcie sobie co tylko chcecie. Po prostu uważam, że żeby uprawiać miecz Taiji (lub szablę lub wpiszcie sobie tu co tylko chcecie) trzeba mieć dobrze opanowane podstawy w postaci form ręcznych. Póki nie mamy biegłości wykonania form ręcznych i jakichkolwiek podstaw sparingu Taiji, uczenie się formy z bronią to tylko i wyłącznie nauka choreografii. A gdybym się chciał pouczyć choreografii, to poszedł bym na jakiś balet mongolski albo coś zbliżonego. Mnie po prostu nie interesuje zaliczanie kolejnych form, nie mam do nich ani serca, ani pamięci.

czas na trening

Najlepszym przykładem niech będzie forma podwójna. Chyba jestem jej najbliżej, jeśli chodzi o rozpoczęcie treningu. Wielokrotnie widziałem już ludzi którzy wykonują ją źle, żeby nie powiedzieć wręcz koszmarnie – nawet dla mnie człowieka, który tylko kiedyś się jej uczył i po prostu zna kolejność ruchów. Kiedy się kiedyś spytałem dlaczego robią ją w taki właśnie sposób otrzymałem odpowiedź, że dopiero się jej uczą. Ale z biegiem lat nie widzę u nich w tej dziedzinie żadnego postępu. Czyżby nie ćwiczyli? Ależ nie… ćwiczą jak najbardziej i prawdopodobnie jeśli chodzi o kolejność wykonywania ruchów to pamiętają ją dużo lepiej ode mnie. Ale brak jest w ich wykonaniach tego czegoś…

Tym czyś jest zrozumienie przeciwnika/partnera i właściwa reakcja na jego ruchy. Jest to coś co można sobie spokojnie wyrobić ćwicząc ćwiczenia zwane w YMAA jako nacisk, duże ściągnięcie, symbol Tai Chi i inne. Osoba która osiągnie biegłość w tych praktykach łatwiej zrozumie formę podwójną. W drugą stronę to nie działa. Nie da się zrozumieć ćwiczeń podwójnych ćwicząc formę podwójną. Jednym słowem chcesz tę formę ładnie ćwiczyć z partnerem ćwicz pchające dłonie we wszystkich formach.

Reasumując, jak znajduję czas na ćwiczenie tych wszystkich rzeczy? Po prostu, ograniczyłem zakres materiału. Ćwiczę formę ręczną, ćwiczę Qi Gong, ćwiczę pewne praktyki które pomagają mi lepiej zrozumieć formę ręczną (np. symbol Taiji solo, czy pchające dłonie solo), jak mam możliwość (tj. trafię partnera) to ćwiczę rzeczy podwójne i uczę się nowej wersji długiej formy. I cały czas mam nadzieję, że zanim życie posadzi mnie na stałe na fotelu, w otoczeniu wnuków z zielono-biało-czerwonymi grzechotkami w rękach, będę miał okazję i co najważniejsze podstawy żeby poćwiczyć coś więcej. Jak nie, to nie – nie ma spiny.

nie ma spiny

Greklas-Fidiasz-Dionysos-Parthenon czas na trening
Herakles też chwilami musiał wyluzować (nie przymierzając)

Przestałem mieć po prostu ciśnienie na robienie tych wszystkich skądinąd fajnych rzeczy. Nie muszę biegać po dziesiątkach seminariów z przeświadczeniem, że to właśnie na tym treningu dowiem się czegoś co będzie kluczem do praktyki. NIE! Tak dobrze to nawet w Erze nie mają. Kluczem do treningu jest trening i to ten samodzielny (oczywiście pod warunkiem, że dobry nauczyciel porządnym kopniakiem poniżej nerek nada wam odpowiedni kierunek lotu i co jakiś czas będzie go korygował). Powtarzacie, powtarzacie i coś się pojawia. I jest to wasze, opanowane, a nie wtórne, powtarzane za ticzerem. Lepiej jest umieć mniej, ale za to lepiej, niż opanować zestaw form.

A teraz możecie mnie odsądzić od czci i wiary (to by było to trudne sformułowanie na dziś) bo ostatecznie jak ktoś taki jak ja, co zamiast formy z mieczem woli ganiać z rękawicami, śmie cokolwiek pisać o wielkiej sztuce wielkiego Taiji. Może kiedyś tu jeszcze zajrzycie – serdecznie zapraszam.

13 Replies to “Jak znaleźć czas…”

  1. Nikt Cię nie odsądzi od czci i wiary, bo godnie zataiłeś sekret taiji, że najważniejsza w taiji jest fangzhongshu (sztuka wewnątrzpokojowa) i wszystko inne z niej wyrasta i rozkwita, więc wystarczy, że jesteś dobry w tym, a reszta sama przychodzi 😉

    Poza tym, mimo iż również uważam, że podstawy to.. podstawa, to jednak ta szabla w taiji (solo) chyba nie jest jakaś super hiper trudna i nic by się nie stało, jakbyś sobie pomachał 🙂

    1. tylko po co sama szabla. Szabla to broń i nie służy tylko do tego żeby nią machać. Machać można byle czym, choćby kettlami. Po co się uczyć samych form? Czy to coś daje?

      Ja rozumiem że to nie może wyglądać tak że najpierw 20 lat form ręcznych zanim sięgniemy po jakąkolwiek broń. Ale żeby się rzucać na wszystko jak rozbitek po 30 latach bezludnej wyspy na autobus licealistek? Jeśli ktoś bardzo chce i poczuje że mu to w czymś w praktyce pomoże to czemu nie. Jeśli ktoś znajdzie nauczyciela który ma coś do zaproponowania to czemu nie.

      Po prostu mnie to się już nie chce za tym tak biegać.

      Ale ty zdradziłeś sekret. Chyba muszę Cię potraktować tajemną techniką 13 kroków.

      1. Żeś się czepił słówka 🙂 Dobra, nie machać, przenosić qi do czubka głowni 😉 Po co? Bo fajne. Bo ileż można łapać tego wróbla za ogon? Wyzwałeś mnie na śmiertelny pojedynek, więc przysługuje mi wybór broni, KO.. Szabla!! :>

    2. Chyba muszę uściślić. Może za szybko napisałem ten tekst. Trening musi dawać fan. Każdego bawi coś innego. Jednych szlifowanie szczegółów, drugich ganianie z bronią a innych obmacywanie adeptek pod pozorem wolnych pchających dłoni.

      Mnie chodziło o to żeby się nie łapać za wszystko jak leci i narzekać że tego tak dużo. Tylko wybrać sobie tyle ile pozwoli nam uczciwie ćwiczyć.

  2. KO, chyba musisz wreszcie ukazać w pełni nefrytowy klejnot ukryty przed oczami wielu ćwiczących, zarówno neofitów, jak i doświadczonych, sekret, który zdradzasz tylko będąc w transie podczas pełni księżyca co 99 lat: uprawianie prawdziwego kung fu jest niemożliwe bez zastępu niewolniczo oddanych Tajek, które przygotowują dla wojownika diety, programy treningowe, prasówki oraz dbają o to, by należycie rozluźnił się po treningu (tzn.: obniżył nadmiernie wysoki poziom yang).

    🙂

      1. Gdy KO rzucił rękawicę Pawianowi z Brązu, wtenczas udałem się na południe, by wybłagać u Pontifex Maximus modlitwę o spokój w duszach walczących. 😉

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz