Duch…

Nie będzie o filmie „Duch” z Patrickiem Swayze’m, ani o duchu świąt Baożonarodzeniowych, choć jak co roku w telewizji poleciała „Opowieść Wigilijna” w co najmniej trzech wersjach. Dla równowagi będzie coś o Taiji, choć w sposób dość pokrętny.

Czytając klasyki natrafiamy między innymi na taki oto tekst :

Qi powinna być pełna i pobudzona – Shen zachowany wewnątrz.

Nie uciekajcie jeszcze z tej strony, bo nie będę starał się wyjaśnić cóż to jest ten Shen. Niby coś mi się wydaje że wiem, ale żeby od razu ubrać to w słowa? Taki kozak to ja nie jestem.

Moje zrozumienie terminu Shen postaram się objaśnić na przykładzie.

Trafiłem ostatnio w domu na książkę. U mnie w domu to nic dziwnego, bo się tego pałęta sporo. Ale o tej zapomniałem. Akurat siedziałem i czekałem aż Danusia z moją mamą obgadają wszystkie moje wady i zalety. Zazwyczaj zajmuje im to dłuższą chwilę, więc przeglądałem sobie półki z książkami. I tam też trafiłem na wspomnianą już pozycję. A były to „Pamiętniki Feliksa Stamma” część pierwsza, wydanie z 1955 roku. Drugiego tomu nie mam, w każdym razie nie znalazłem.

Bokser 1-F-104-14
Feliks Stamm zwany też Papą

Kim jest Feliks Stamm? Mam nadzieję, że wiecie. Jeśli nie, to obiecuję, że kiedyś napiszę.


Wyobraźcie sobie, że książka otworzyła się na stronie zawierającej fragment, który idealnie pasuje do dzisiejszego tematu. Pozwolę sobie zacytować. Opowieść pochodzi sprzed wojny, z czasów kiedy Feliks Stamm był początkującym trenerem Warty Poznań, czyli w mateczniku polskiego boksu.

Jako przykład można tu przytoczyć Mieczysława Foriańskiego. Był to jeden z naszych najlepszych bokserów, wspaniały technik, agresywny, a jednocześnie dobry w defensywie. Jego ciosy z prawej nokautowały wielu przeciwników. Przypominam sobie ten dzień, kiedy poznałem Mietka.

Młodziutki, kędzierzawy brunecik wszedł nieśmiało do sali treningowej. Był bardzo skromnie ubrany, a jego buty wyraźnie wołały „jeść”.

– Co ty chcesz, chłopaczku? Czego tu szukasz? – odezwał się jeden z kierowników „Warty”.

– Chciałbym zostać bokserem… – wykrztusił nieśmiało.

– No to przebieraj się. Zobaczymy… może coś z ciebie wyrośnie. No, czemu stoisz? Dlaczego nie idziesz do szatni?

– Nie mam kostiumu sportowego. Jestem biedny, nie mam rodziców. – wyszeptał wielce zażenowany Foriański; on to był bowiem.

– Tak być nie może! U nas wszyscy chłopcy muszą mieć własne kostiumy.

Chłopak spuścił oczy i nie odpowiadał. Któryś z ćwiczących na sali kolegów podszedł do Foriańskiego i uścisnął mu dłoń

– Nie martw się, ja Ci pożyczę koszulkę.

I od tej pory Mietek zaczął pilnie trenować. Ćwiczył tak ambitnie, jakby chciał wywdzięczyć się za pożyczenie koszulki. Kto wie, może właśnie ta koszulka zdecydowała o przyszłej wspaniałej karierze bokserskiej Foriańskiego i o zdobyciu przez niego tytułu wicemistrza Europy…

Foriański jeszcze przez dłuższy czas ćwiczył w cudzym kostiumie, zanim wreszcie, ciułając grosz do grosza, zjawił się w sali w swojej własnej koszulce. Po dwóch miesiącach Mietek uzbierał na spodenki bokserskie , ale na buciki sportowe musiał oszczędzać aż przez cały rok.

Po roku Foriański otrzymał emblemat klubowy w nagrodę za pilny trening. Tyle tylko klub w owe czasy mógł ofiarować zawodnikowi.

Choć książka pochodzi z 1955 roku, i założę się, że czasy w których była pisana miały swój wpływ na treść, to nie mam większych podstaw, by nie ufać tej opowieści.

SM0_1-S-1772-2
Mieczysław Foriański na ringu, zarąbiste mieli wtedy szlafroki…

Dla Mieczysława Foriańskiego jego sytuacja życiowa i chęć osiągnięcia czegoś, wyrwania się z dołka, były siłą napędową jego treningów i walki na ringu. On niewątpliwie miał Shen.

Inny przykład, ale wciąż ze świata boksu. Widziałem kiedyś film dokumentalny o szkole sportowej dla bokserów na Kubie (koniec lat 80-tych).

stevenson_teofilo
Teofilo Stewanson, ikona kubańskiego pięściarstwa… ponoć bił z taką siłą jak kopnięcie konia…

Chłopaki ciężko trenowali, dzień zaczynał się od biegu po górach, a potem była praca w przyszkolnym ogródku warzywnym, bo sportowiec coś jeść musi. Chłopaki mieli Shen, bo chcieli się wyrwać z Kuby, z biedy, ale… narrator powiedział, że niewiele z nich będzie. Bo chcą osiągnąć cokolwiek i spadać do USA, boksować na ringach zawodowych. Niewątpliwie mieli Shen, ale ich intencje nie były czyste. Nie oskarżam ich, trudno o czystość intencji, kiedy nie ma za co żyć. „Czyste” intencje miał Teofilo Stewanson, który po prostu chciał wygrywać (wiem, wiem… dla socialismo i Fidela) i to było motorem napędowym jego życia.

Jako inny przykład przytoczę wypowiedź Jerzego Dudka, naszego bramkarza, reprezentanta Polski w piłkę obunóż kopaną.

Duch
Jerzy Dudek… w reprezentacyjnym trykocie…

Kiedyś czytałem wywiad z nim, był już wtedy bramkarzem Realu. W wywiadzie powiedział, że na jego karierze bardzo mocno zaważył jeden dzień. Był to dzień, kiedy jako uczeń szkoły górniczej w rodzinnym Knurowie zjechał do kopalni na „wycieczkę”. Powiedział sobie wtedy, że żyły sobie powypruwa, a nie będzie tam pracował. I tak chłopak zrobił karierę. W wywiadzie powiedział jeszcze coś ważnego. Stwierdził, że jego syn przejawia pewien bramkarski talent, ale brakuje mu tego czegoś, co dla niego było motorem napędowym. Brakuje mu tego widma pracy w kopalni. Jurek miał Shen, jego synowi będzie trudniej, bo będzie musiał go w sobie „wypracować”.

duch vs shen, czyli motywacja po Polsku

My też musimy, wszak nic nam nie grozi, możemy chrzanić techniki do woli, a i tak przeżyjemy. Nie mam celu w treningu, bo przecież paski/stopnie/dany, podziw kolegów z sali czy możliwość podrywania młodych adeptek nie są dobrymi intencjami. Niektórzy znajdują motywację w egzaminach, stopniach i miejscu w hierarchiach. Nie potępiam, ale to nie wszystko.

Czy dobrze zrozumiałem znaczenie słowa Shen? Pewnie nie… zapytajcie się mnie za rok. Pewnie powiem coś innego.

PS. pierwszy cytat dedykuję wszystkim, którzy bez odpowiedniej koszulki sobie nie poćwiczą…

0 Replies to “Duch…”

  1. Teraz już wiem 🙂 mogłem zostać mistrzem kung-fu,a zostałem na kopalni i wypruwałem se żyły 😉

    1. a widzisz, i tak miałeś więcej szans niż ja, za moich czasów to we Wawie nawet metra nie kopali…

  2. To mogłeś metodą automotywacji zwizualizować sobie, że jesteś na scianie wydobywczej i ze śpiewem na ustach ….a gdybym był młotkowym… 🙂 😉

    1. Kurcze, że też żadnej leungtingowskiej żyłki w Was nie ma.. Przecież, taką historię można dorobić, że te wszystkie dżonkowe style ćwiczone na kolebiących się pokładach zawalonych workami z ziarnem mogłyby się schować. XIX wiek, ciemne wąskie tunele, mało tlenu – tylko krótkie, kompaktowe,oszczędne i gwarantujące zwycięstwo w tych trudnych warunkach techniki.. Można jeszcze podpatrywanie kopalnianych koni dołożyć.. 😉

  3. Nie wiem, czy to na pewno Shen czy inny Gheist jest, czy to może siła woli po prostu, ale opowieść bardzo kungfutecka. Trochę jak z Lin Jingshanem i Fan Xudongiem. 😉

  4. Bo żeby tak w jednym zdaniu to zawrzeć : Shen (dla mnie anno domini 2014/15) to taki koktail siły woli, determinacji i motywacji.

    Ale jakbym to w jednym zdaniu napisał to coby to był za blog.

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz