Czas apokalipsy

Spis treści
  1. Czas apokalipsy

Pamiętacie „Czas apokalipsy”?  Film z 1979 Franka Coppoli. W Polsce wyświetlany w 1981. Wtedy oglądałem go po raz pierwszy, w nie istniejącym już kinie „Wisła” (tak, wiem że istnieje Multipleks, ale to nie to). Film jest ściśle związany z polską historią poprzez fotkę, która stała się symbolem stanu wojennego.

Czas apokalisy
skot i słynne zdjęcie

Lat za dużo to ja wtedy nie miałem. Dziwię się, że w ogóle mnie wpuścili, choć z drugiej strony, ja tam dorabiałem sobie do kieszonkowego jako konik, to obsługa mnie znała. Wtedy zapamiętałem z filmu tylko krew i bezsens wojny.

Po latach poszedłem sobie do kina na wersję reżyserską głównie po to, by zobaczyć jeszcze więcej krwi i bezsensu wojny. I nie zawiodłem się, ale pod koniec, cóż za zdziwienie, jest dość długa scena, w której widać żołnierza ćwiczącego Taiji. W 130 minucie i 39 sekundzie obok głowy Martina Sheena słuchającego krwawych wspomnień Marlona Brando przez ok. 15 sekund żołnierz ćwiczy kawałek formy.

Czas apokalipsy

Coppola to reżyser znany z tego, że w jego filmach nie ma rzeczy przypadkowych. Jak u Gogola wszystko ma swoje miejsce i rolę. Jak ta strzelba, która w pierwszym akcie wisi na ścianie, i która w drugim musi wystrzelić. Rzeczy niepotrzebne trzeba wyrzucić, a mimo wszystko to jest bardzo bogate (ten fotos jest świetny). Może 15 sekund na 147 minut filmu to nie wiele, ale myślę że miało to jakiś cel. Po co Coppola umieścił amerykańskiego komandosa ćwiczącego Taiji, nie wiem – niczym kot mojej Danusi nie ogarniam tej kuwety. Jeśli ktoś ma jakiś pomysł – słucham. Osoba, która mi to wyjaśni w prostych słowach dostanie batonika.

Czas apokalipsy
kadr z filmu

A może jeszcze jakieś filmy w których pojawiało się Taiji – ale żeby było trudniej to bez chińskich  produkcji. Coś mi się jeszcze kojarzy, jak mi się przypomni to napiszę.

0 myśli na temat “Czas apokalipsy

  • 04/01/2014 o 18:03
    Permalink

    Może gość ćwiczący taiji to jego pociotek? 😉 Ostatecznie Cage’a wcisnął po kumotersku.. Może mu pasował taki gaoji dysonans pomiędzy okropieństwami opowiadanymi przez Brando, a „łagodnym i pięknym taiji”. Po „wersji reżyserskiej” spodziewałbym się prędzej Brando robiącego długą formę przez 30 min. i 15 sekund okropieństw wojny w tle. Wtedy byłby to biały kruk.. 😉

    Odpowiedz
    • 05/01/2014 o 16:26
      Permalink

      Myślałem że zadowoliłby Cię D, Carradine.

      Odpowiedz
      • 05/01/2014 o 19:12
        Permalink

        To byłby zbyt oczywisty wybór, jak na taki gaoji film. No, chyba, żeby nakręcili scenę, jak się.. no wiesz.. ze sznurkiem na szyi..Wtedy byłoby to kino psychologiczne najwyższych lotów. 😉

        Odpowiedz
            • 06/01/2014 o 20:15
              Permalink

              TAK. Rzekomo ukrywa się przed fiskusem niemieckim gdzieś w Almerii. KO, jakbyś pojechał zrobić z nią wywiad i przy okazji nauczył ją paru ruchów taiji i to opublikował na blogu, to płacąc szczerym złotem szczerym złotem zafundowałbym Ci high class manicure w Wietnamskim Studio Wellness przy Bakalarskiej. 🙂

              Odpowiedz
  • 04/01/2014 o 19:05
    Permalink

    „Czas…” to dzieło nakręcone już po „Wejsciu Smoka” (Nie bij mnie GeAnde, za ten brusocentryzm 😉 – ale skoro pojawiła się teoria, że Brusiak był żywym ucielenieniem tego o co walczyły Czarne Pantery, to jak zapewne się domyslasz wypisuję się z brusocentryzmu :P) i po „Gwiezdnych Wojnach” (BTW trening Luka mieczem z zawiazanymi oczami to pure taiji 😉 ) , zatem zgadzam się z koncepcją napisana przez GeAnde, że dychotomia zaprezentowana w owej scenie jes nadwyraz widoczna 🙂

    Odpowiedz
      • 04/01/2014 o 22:03
        Permalink

        Nie no, w szoku jestem :P. Nawracasz się 😉 ? Jeszcze dorzyję czasu, kiedy zobaczę Ciebie w spodenkach Bad Boya z oczami na tyłku 😛 (wiesz o co chodzi 😉 ). Tymczasem obejrzałem sobie kilka produkcji zespołu filmowego Flasz, profesorze Bentkowski – mówi Ci to coś 😀 😀 😀 ?

        Odpowiedz
        • 04/01/2014 o 22:06
          Permalink

          DOŻYJĘ – ofkorsik :). Rety, nie powinienem oglądać tych filmów 😉

          Odpowiedz
          • 05/01/2014 o 21:13
            Permalink

            Oj tam, oj tam – kto chce ten widzi, kto nie chce ten nie widzi ;P. W „Pętli” niepodważalnie było sheui jiao 🙂

            Odpowiedz
          • 05/01/2014 o 21:17
            Permalink

            GeAnde! Nie pozostawiasz mi wyboru i zmuszasz mnie to wrzucenia na tubę Twojego taijiowego zbiegania z pieczyskowych wydm, jest na czym oko zwiesić – mówię bez pod tekstów 😛

            Odpowiedz
              • 05/01/2014 o 22:08
                Permalink

                Nie pozwie, bo byłem współautorem 😉 i nie płacił tantiemów :P. Zbieganie było taijiowe, bo w shaolinie nie układaja sie tak „pływajaco” włosy ;P , zresztą sraliś-mazgaliś, wewnetrzne i zewnętrzne – przecież wiesz, że to w zasadzie bullshit 🙂

                Odpowiedz
  • 04/01/2014 o 20:07
    Permalink

    A jeśli chodzi o filmy z taiji w tle, to jest Rainbow Bridge z muzyką Hendrixa. To ten kawałek http://youtu.be/XjQU4fwzlD0?t=14m21s Nawet kilkadziesiąt sekund się załapało, a Hendrix gra chyba najlepszy kawałek z całego koncertu.. Przyznaję jednak, że nie jest to film fabularny.

    Odpowiedz
    • 05/01/2014 o 16:18
      Permalink

      Tak opowiadałeś mi o tm koncercie, ale widzę go po raz pierwszy. Fajne jest.

      Odpowiedz
    • 05/01/2014 o 16:24
      Permalink

      No to był jeden z tych filmów który mi się kołatał. Klasa B ale łączą mnie z nim wspomnienia…

      Odpowiedz
  • 11/01/2014 o 09:49
    Permalink

    Moja teoria jest prostsza 😉
    Coppola zamieścił tajczystę, jako symbol czasów. Ostatecznie czasy wojny w Wietnamie był to czas, kiedy Taiji zaczynało się popularyzować w USA. Odnośnik do przeanalizowania 😉

    Odpowiedz
    • 11/01/2014 o 17:15
      Permalink

      no to brzmi prawdopodobnie… witam Cię serdecznie. A wiesz że mi tak chodzi po głowie żeby uważyć zupy.

      Odpowiedz
      • 11/01/2014 o 21:39
        Permalink

        Cześć 😉 Chętnie sobie pozaglądam i poczytam, a nawet skomentuję z wyżyn mojej ignorancji 😉

        A zupa… przydałaby się. Pan doktor mi zalecił na kolanko :]

        Odpowiedz
    • 11/01/2014 o 17:22
      Permalink

      no coś w tym jest. To coś na początku przypomina nawet centering – czyli to nasze przepychanie się. Oczywiście w wynaturzonej formie…

      Odpowiedz
    • 12/01/2014 o 14:14
      Permalink

      To jest oczywista oczywistosć ;), ja wwiercam się w alegoryczny charakter sceny 😉

      Odpowiedz
      • 12/01/2014 o 19:37
        Permalink

        Ale szkoda, że to sex tuishou nie robi jakas Koreanka 😛

        Odpowiedz
    • 02/03/2014 o 22:14
      Permalink

      Kolano przed stopą, ciasne ruchy… nic dziwnego że oni te wojny non stop przegrywają.

      Odpowiedz
        • 02/03/2014 o 22:33
          Permalink

          Oj, nie !!!!!!!!!!!!!!!!! Ogólnie wiadoma swiatu agresja taiji stylu Yang, zwłaszacza tych gałęzi „lost in translation” wprowadzonych do irańskiej armii grozi nam Lechistanem i Zjednoczonymi Emiratami Europy, wiec nie „miejmy nadzieję”, ale bardziej „mam nadzieję” Ge Anede ;P. BTW. Tow. Putin działa dokładnie wg. zasad Sun tzi i na skróty :), zatem po co sie marszczyc buńczucznie na wyzwoliciela spod hamerykanskiego buta? Łotwórzmy granice i zaprosmy braci Moskali – wszak kilku obywateli rosyjskich juz od dawna mieszka w W-wie :).

          Odpowiedz
          • 02/03/2014 o 22:45
            Permalink

            Ach te układy.. Lechistan z Iranem miał chyba zawsze dobre stosunki. Ja miałem z sąsiadami z góry (dopóki byli to Irańczycy) też dobre. Wolnoć Tomku w swoim domku. Ich potencjalny nachalny eksport jest tak samo zły, jak nasz. A i tak na wszelki wypadek my musimy mieć swoich instruktorów, tyle że z Pekinu, Lixian i.. niech Ci będzie.. z Cangzhou. 😉

            Co do Sun-tzy’ego, to z całą sympatią dla Chińczyków: I Sunzi dupa, gdy Mandżurów kupa (i to wcale nie taka liczna) więc nie traćmy ducha. 🙂

            Odpowiedz
            • 03/03/2014 o 08:37
              Permalink

              ” I Sunzi dupa, gdy Mandżurów kupa (i to wcale nie taka liczna) więc nie traćmy ducha. :)” – O! I tym optymistycznym akcentem możemy spuentować nasze rozważania z nadzieją patrząc w przyszłosć 🙂

              Odpowiedz

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: