W czasie wizyty w Quzhou nasi gospodarze starali się urozmaić nam pobyt. Wszak nie tylko Tai Chi człowiek żyje. Po jednym z treningów, zapakowali nas w autobus i wywieźli na zwiedzanie pobliskiego miasteczka. Nie będę tego komentował, gdyż miejscówka zbytnio przypominała mi dokonania gubernatora Grigorija Potiomkina. Nie, żebym krytykował w czambuł wszystko jak leci. Bardzo podobał mi się stary budynek opery, spotkanie z lokalną fachmanką od kaligrafii i kilka ujęć murów starych domów. Co jeszcze było ciekawe? Wizyta w miejscu przetwarzania ryżu, wytwarzano tam jakieś lokalne słodycze. Ja to mam wrażenie, że ta cała wioska tak trochę na pokaz była.
I kiedy już myślałem, że poza lokalną knajpką, w której można było pogłaskać tchórza i pieski preriowe nic wielkiego mnie nie spotka, wyszliśmy na spory dziedziniec. Tam zobaczyłem duży, złoty łeb z olbrzymimi zębiskami i uszami. I nie, to nie był wilk, który chciał pożreć babcię. To miejscowi organizatorzy przygotowali smoka na kiju i zaproponowali, żebyśmy spróbowali Tańca smoka.

Czym jest taniec smoka? To taka ludowa zabawa, performers, zwyczaj. Choć może nie do końca, bo można tam znaleźć jakieś elementy rytuału. Polega to na tym, że grupa ludzi „animuje” smoka, którego tułów umieszczono na kijach. Biegając i machając kijami ożywiają smoka.
smok… i perła
Chińskie smoki, w przeciwieństwie do europejskich, są długie, chude i zwiewne. Przypominają kolorową wstęgę z łbem, oczami i zębami. Nie są groźne, raczej przyjazne, są odpowiedzialne za sprowadzanie deszczu. Dziewice mogą się czuć bezpiecznie, przynajmniej póki operatorzy smoka mają ręce zajęte kijami. Smoki nie mają też skrzydeł (a jeśli już, to malutkie) i nie zioną ogniem, a to bardzo ułatwia ich animowanie. Bierzemy zatem dłuuuugą szmatę, doczepiamy do tego głowę, wszystko umieszczany na kilku kijach i mamy fajną zabawkę dla grupy kumpli. To coś na kształt naszego turonia, tylko dla większej grupy. Wiadomo, Chiny to duży kraj, chińczyków jest wielu, to i turonie muszą być większe.

Taniec smoka często jest mylony z tańcem lwa. A różnice są duże. Przede wszystkim lew jest dla pary ludzi (jeden zarządza głową a drugi… nie głową), a smok jest bardziej zespołowy (wielkość grupy jest uzależniona od długości smoka). Lew jest bardziej akrobatyczny, a smok raczej jest performansem. W wielu przypadkach przed smokiem biega jeszcze jeden aktor prezentujący perłę, którą goniący go smok chce połknąć.

Motyw perły (najczęściej płonącej) i smoka to bardzo rozpowszechniony symbol na dalekim wschodzie. Płonąca perła (perła życzeń) symbolizuje energię życiową i zdrowie oraz mądrość, moc i nieśmiertelność. Smok często jest pokazywany jak trzyma tę perłę w łapach lub w pysku. Często też przedstawia się dwa smoki walczące lub goniące za perłą. Symbolizuje to nieustanne dążenie do wiedzy, prawdy i doskonałości. Dlatego też na ulicznych festynach często pojawiają się dwie drużyny biegające za jedną perłą.


My ganialiśmy bez perły, widocznie gospodarze pomyśleli, że wyjaśnienie nam idei widowiska będzie zbyt skomplikowane. Szkoda.
i perła
Jak widać na zdjęciu, w pewnej chwili przypadła mi rola przewodnia. Czyli udało mi się dorwać do łba. Wspaniała zabawa, choć myślałem że jest to dużo lżejsze. Jakby ktoś chciał otworzyć w Wawie taką sekcje to ja się piszę.

Osoba kierująca łbem ma dobrze – to ona wymyśla co ma zrobić smok. A może on ganiać za dzierlatkami, straszyć dzieciaki i tak dalej. Oczywiście jego głównym zadaniem jest w konkurencji z drugim smokiem złapanie płonącej perły i pożarcie jej.
Fajnie było… dobre wspomnienie. Naprawdę mam nadzieję odtworzyć to kiedyś w Warszawie.
Tak było!!!
PS. właśnie sobie uświadomiłem, że u nas na kiju nosi się gwiazdę – może zamiast perły?
1









