Pięć elementów

Nie, nie będzie o magicznych przemianach, ani o wpływach, Będzie o tym, jak to jesteśmy czasami świętsi od Papieża, bardziej chińscy niż mieszkańcy Syczuanu. Na swoim przykładzie opiszę, żeby nie było, że ja niby taki wolny od tej choroby byłem. Może jednak powinienem napisać – jestem, bo przecież nie wiem, czy przypadkiem nadal jakiejś prostej teorii nie stawiam niepotrzebnie na piedestałach?

proste, choć na pierwszy rzut oka skomplikowane

Pięć elementów – to koncepcja, według której wszystko co nas otacza, można sklasyfikować jako jeden z pięciu otaczających nas żywiołów. Dodatkowo skomplikowany system powiązań opisuje wzajemny wpływ tych elementów na siebie. Po chińsku to się nazywa Wu Xing (五行) i tu już się zaczynają problemy, bo samo słowo Xing oznacza żywioł, ale równie dobrze „elementy” lub „fazy”. Mnie bardziej podobają się „fazy”, bo sygnalizują, że jest to pięć dynamicznych przemian.

pięć elementów

Trzymajmy się jednak bardziej popularnego nazewnictwa. Elementów mamy pięć: ziemia 土, woda 水, drewno 木, ogień 火, metal 金 (lub dokładnie – złoto). Czyli cztery elementy, które występują w sposób naturalny, a piąty – nie (bo przecież rudy metalu występują, ale nie metal). Pewnie dlatego mówi się o złocie, bo to jeden z niewielu metali, który występuje w naturze w stanie czystym. Jednym słowem metal to coś, co zupełnie do tej koncepcji nie pasuje. Dlaczego? Bo elementów MUSI BYĆ PIĘĆ. Chińczycy uważali liczbę pięć za idealną. Odpowiadało jej pięć stron świata, pięć pór roku, pięć planet, pięć zbóż, pięć rodzajów istot żywych, pięć organów ciała, pięć barw, pięć smaków, pięć dźwięków muzycznych, pięć cnót, pięć cech charakteru, Pięcioksiąg konfucjański i kilkaset innych układów.

Ludzie zaczynający swoją zabawę z tymi koncepcjami, nieco na siłę starają się przypisać każdemu żywiołowi jakieś znaczenie. Na przykład wiosna to drzewo, lato to ogień. Wynika z tego, że lato spala wiosnę, tak jak ogień trawi drzewo. To się wydaje logiczne, lecz niestety życie nie jest tak proste. Dla mnie to szukanie analogii na siłę. Że niby golonka jest ogniem, a Espumisan odpowiada za wiatr(y)? Chrzan zatem będzie wodą?

do idei pięciu elementów odwoływało się nawet kino s-f

U mnie ta przypadłość objawiła się próbą opisania w ten sposób pchających dłoni. Oczywiście natrafiłem tu na pewne problemy, bo w YMAA pojedynczych pchających dłoni są cztery warianty, a podwójnych sześć. Już nawet nie pamiętam, jak z tego wybrnąłem, ale było to naprawdę karkołomne.

Obecnie mi przeszło. Nie staram się szukać nic na siłę. Szkoda na to czasu.

O co zatem chodzi w tych pięciu elementach? Ogólnie tylko o to, że wszystko ma wpływ na wszystko. Jedne rzeczy bezpośrednio, jak np. Danusia na mnie, a drugie pośrednio, jak np. nasza znajoma Polonistka na mnie poprzez Danusię. Są rzeczy, które mają na mnie wpływ budujący. Np. trening (bezpośrednio i prowadzący, bo ma wpływ na kształt treningu). Inne mają wpływ niszczący, jak np. szef (bezpośrednio, kiedy mnie wkurza, ale i żona szefa, kiedy go nie przytuli przed wyjściem, zwiększając tym samym poziom jego stresu). I tak dalej, i tak dalej.

nadmiar filozofii

Dlaczego elementów jest pięć? Już pisałem – pięć to liczba doskonała. Prócz tego, to najmniejsza liczba, która pozwala połączyć ze sobą wszystkie elementy w sposób bezpośredni (po kole) oraz pośredni (po gwiazdce).

Zastanówmy się… nie dwa, bo one tylko na siebie miałyby wpływ. To jak Legia Warszawa i Piast Gliwice. Jak już pisałem, życie nie jest takie proste. Nie trzy, bo tu nadal nie da się odwzorować realnego układu. To jakby do tego układu wprowadzić np. sędziego. Przy czterech – też nie. Nie da się tych elementów połączyć wszystkich ze wszystkimi. Dopiero pięć pozwala narysować wszystko. Czy zauważyliście, że w tym rysunku ilość połączeń staje się nieskończona? To symbol, że wpływ ma na nas wszystko – czasami większy czasami mniejszy. Tu spokojnie można opisać, jak poszczególny zawodnik Legii ma wpływ na całą drużynę, a tym samym na wynik (można w to wpleść miejsce w tabeli, dyspozycję sędziego, stan murawy). A dlaczego nie sześć? A po co? Pięć wystarczy, szósty element wprowadzałby bałagan do rysunku.

w ajurwedzie także mówi się o pięciu elementach, tylko żywioły są jakby bardziej sobą…

Jeszcze słowo o żywiołach. Myślę, że też nie są przypadkowe. Opisują całe spektrum zdarzeń, które mogą się przydarzyć. Przecież inaczej reaguje drewno z metalem, a inaczej z wodą. To jednak nic nie znaczy. Nie starajmy się tego klasyfikować na siłę, łatwiej będzie wtedy o ład.

Co z tego wynika? Olać tę całą filozofię? Przestać się w tym grzebać? Nie. Ja staram się stosować zasadę mówiącą o tym, że jestem fragmentem wielkiej całości, której wszystkie elementy mają na mnie większy lub mniejszy wpływ. Wszystkie są ważne i należy na nie zwracać uwagę. Wiem też, że muszę się liczyć z tym, że naprawiając w jednym miejscu – psuję w drugim i że czasami ćwiczenie, które nie jest oczywiste, przynosi niespotykane efekty. Tyle jest nam potrzebne, żeby ćwiczyć. Jak to powiedział detektyw Banaczek: „Nie szukaj skarpetek, jeśli nie masz ich na nogach”.

I tyle to filozofii z okazji długiego weekendu, spisanej w ładnych okolicznościach przyrody. Z widokiem na zachodzące słońce i krzykiem ptactwa wszelakiego w tle. Możecie mi zazdrościć.

4 Replies to “Pięć elementów”

  1. Nie zapominajmy też, że Five Dolls zaczynały od pięciu członkiń, a skończyły na sześciu oraz o tym, że Nine Muses zaczynały od dziewięciu, a skończyły na pięciu.. :]

    1. Five dolls

      ładnie ładnie, z pięciu sześć to już magia wyższego poziomu. Aż się człowiekowi marzy jakaś przemiana w takim towarzystwie.

  2. Różnice w interpretacji żywiołów w różnych kulturach wynikają z tego, że każdy ślepiec maca tego słonia w innym miejscu. Jedno jest pewne: słoń jest. I żywioły są. A 5 to liczba zmian. Może dlatego.

    1. Przemian jest nieskończoność. Na przykładzie pięciu można narysować ich niekończącą się naturę.

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz