Dwa tygodnie temu pisałem o nowy zjawisku w naszym treningowym świecie. O związanym z Koroną Kielce (przypominam — taka kodowa nazwa zjawiska) wysypie szkoleń On Line. Pojawiło się tego naprawdę dużo. Zanim jednak przejdę do meritum dzisiejszego postu, słów kilka o wnioskach z ostatniego czasu.
Siłą rzeczy korzystam mocno z tych internetowych treningów i mam kilka obserwacji.
Pomimo tego, że nikt nie był przygotowany do prowadzenia takich zajęć, to sprzętowo bardzo szybko udało się znaleźć odpowiednie rozwiązania. I dobrze, bo początkowo było różnie. Przede wszystkim zawodził dźwięk. Za cicho albo z pogłosem, albo jakość nie ta. Możecie powiedzieć, że się czepiam. Wiem jednak z doświadczenia, że takie efekty szybko męczą i powodują, że ludzie wyłączają film. To nie sprzyja korzystaniu z treści.

Większość prowadzących świetnie dała sobie radę z prowadzeniem zajęć bez możliwości interakcji z publiką. A tego się obawiałem, bo to na pewno nowa dla nich sytuacja. Pamiętam swoje doświadczenia w kręceniu filmów na YT. Mówienie do kamery, to co innego niż widok czyjejś twarzy. Wniosek jest taki, że większość prowadzących chyba wie, czego chcą uczyć. W każdym razie w to wierzą ;).
O dziwo, dla mnie osobiście, ćwiczenia w większości wydają się wartościowe. Już dawno nie znajdowałem tyle czasu na Yi Quan z Andrzejem Kaliszem, mogłem też dla odmiany spróbować poćwiczyć rozwijania wstęgi jedwabiu z Markiem Balińskim lub Adamem Wypartem. Na Qi Gong „chadzałem” do Janka Glińskiego, a jak chciałem się trochę pokatować, mogłem wybrać typowo YMAAowskie treningi Kuby Sroki (lub inne). A że obecnie pracuję zdalnie, mogę sobie pozwolić na poćwiczenie przed pracą, nie tracę czasu na dojazdy. Oczywiście najwięcej korzystam z filmów Andrzeja o stylu Hao oraz o Qi Gongu Naturalnym. Polecam.
treningi online
Ten dobrobyt, ta złudna obfitość powoduje jednak pewne niebezpieczeństwo. Wyobrażam sobie, że są ludzie, którzy zamiast skupić się na swojej praktyce, skaczą po treningach jak mój znajomy – pan Bolek – od monopolowego do monopolowego. To nie jest dobre. Pamiętajmy – najpierw swoja stała praktyka, a potem zobaczmy co robi „konkurencja”.
Zawsze dworowałem sobie nieco z ćwiczeń bez butów. A tu proszę — od kilku tygodni sam śmigam na bosaka.
Ćwiczenie On Line rodzi nowe wyzwania. Czasami trzeba się opanować, żeby nie przegryzać w czasie treningu ciasteczek. Domownicy też nie mają lekko. Ostatnio Danusia musiała omijać mnie z daleka, kiedy ćwicząc „krowi ogon” stanąłem zbyt blisko drzwi na balkon, z którego akurat chciała skorzystać. Zaleta jest jeszcze taka, że film mogę cofnąć i zobaczyć jeszcze raz (a jak to mawiali Niemcy — einmal ist keinmal).

Nadal uważam, że to nie jest szczyt szczęścia. Widzę jednak, że niektórzy chcą w tej dziedzinie działać, nawet po wywaleniu Korony Kielce do niższej ligi – i chyba mnie to cieszy. Jak będę na delegacji, to będę miał większe możliwości.
Teoria – tu szkolenia On Linowe sprawdzają się w 100%. Na treningach czasami są z tym problemy – nie ma na to czasu lub uczeń jest tak tępy jak ja i trzeba mu kilka razy powtórzyć. A tu proszę, mogę sobie wysłuchać teorii kilka razy i nie muszę się wstydzić, że ticzer pomyśli, żem kiep. Dzięki On Line odkryłem, że to nie za punkt Bai Huei podwieszamy srebrną nić, tylko za tył głowy. To jeszcze jeden dowód na to, że kilka centymetrów może zrobić kolosalną różnicę!
To tak pokrótce — o wadach pisać nie będę, bo jak jest, to pewnie wszyscy wiedzą.
instruktor w telewizorze
Napiszę słów kilka o tym co nas podnieca – o kasiorce. Sytuacja jest, jaka jest. Większość z nas ma przed sobą wizję obcinanych zarobków lub nawet utraty własnych biznesów. Jednak jeśli możemy i instruktor daje taką możliwość, to wspomóżmy nasze szkoły (i ewentualnie szkoły „nieprzyjaciół” naszych). Nie mówię, żeby słać jakieś jałmużny, ale nie wszyscy mogą zminimalizować koszty. Te wszystkie siedziby, które miały dać nam luksus ćwiczenia na swoim mogą zniknąć, jeśli ich opiekunowie nie załacą czynszów. Te miejsca nadal istnieją i, niestety, utrzymanie ich kosztuje. Produkowanie materiałów to też praca. Nie odwracajmy się od własnych szkół. Więc jeśli mamy możliwość, to korzystajmy z tych zajęć i traktujmy jako sposób wspomożenia działalności szkoły. Szczególnie, że czasami pojedyncze treningi nie są drogie. Sprawdźmy internetowe sklepy – może znajdziemy tam książkę, która się nam przyda? Żebyśmy mieli gdzie potem wrócić.
1





Nio – mam nadzieję, że nie wyszło zbyt patetycznie. Ponieważ tekst piszę w Wielką Sobotę, a publikuję po świętach, to:
Wesołej Przyszłości Wam Życzę!
Ps. W tym wszystkim to i ja zapragnąłem popłynąć na fali. Fundacja Dantian pozwoliła mi zrobić spotkanie na temat astmy i moich doświadczeń na tym polu.
Zapraszam serdecznie. (link w obrazku)






Rety, pomyślałem, że założyłeś konto i rozpocząłeś wojnę na starym dobrym kungfu online. Z nudów 🙂 KO zaopatrzył się w profesjonalny mikrofon na swoje webinarium?
tak. Mam kierunkowy mikrofon z chomikiem
A i fotka promocyjna wygląda jak zapożyczona z seminarium „co zrobić, gdy znajdziesz w parku ludzką rękę” :]
Kul. Do tego lepsza kamerka i będziesz mógł robić podcasty z live chatem na YT w przyszłości 🙂
Dziwne, pamiętam faceta, który miał duże doświadczenie ze sztukami walki (autorytet). Powtarzał on, że z książek i filmów nikt się jeszcze niczego w sportach walki nie nauczył. Ciekawe …