W Tai Chi (oraz w klasycznych tekstach chińskich) pojawiają się czasami różne dziwne oznaczenia. Zrozumienie ich znaczenia jest kluczowe dla praktyki. Przydaje się też w komunikacji z nauczycielem. Doświadczeni nauczyciele, a szczególnie Chińczycy, używają pewnych określeń, domyślając się, że rozmówca rozumie „słowo klucz”. Miałem kilka takich przypadków. Raz — przyznam ze wstydem — gdy mistrz Hong rzucił, przechodząc obok mnie: „Song, fan song!” (tak to brzmiało). Dopiero Marek mi przetłumaczył, że mam się rozluźnić. Nie mniej jednak definicja słowa „song” była dla mnie tajemnicą jeszcze długo (o ile nadal nie jest). Mistrz rzuca słówkiem i idzie dalej, a my głowimy się jak nie przymierzając jakie filozofy.
Jednym z takich „magicznych” terminów jest Wei lu (尾閭). Wei lu odnosi się do końcówki kości krzyżowej, czyli dolnego odcinka kręgosłupa, położonego tuż nad kością ogonową. Kość ogonowa to pozostałość po naszych przodkach — szczątkowy ogon. Pomimo, że jest pozostałością utraconego w trakcie ewolucji ogona, spełnia bardzo ważną rolę: stanowi punkt przyczepu dla mięśni i więzadeł dna miednicy, a także wspiera ciało podczas siedzenia, zapewniając stabilizację. Sama kość krzyżowa przypomina nieco pięciopalczastego „obcego” z filmów albo jakąś płaszczkę czy trylobita. Zbudowana jest z pięciu zrośniętych kręgów. To właśnie na niej kumuluje się ciężar górnej części ciała i dzięki niej można przenieść ten ciężar na nogi.

To jeden z najważniejszych punktów osi ciała w treningu wewnętrznym.
Co oznacza wei lu dla praktyka Tai Chi?
1. Punkt kontroli osi pionowej
Wei lu traktowane jest jako dolny „zawias” osi kręgosłupa, którego ustawienie decyduje o tym, czy kręgosłup może być rozluźniony, wydłużony i prawidłowo „zawieszony”. Jeśli ktoś wie, jak działa trebusz, to powinien umieć wyobrazić sobie, jak działa ciało.
2. Podstawa dla „podwieszenia czubka głowy”
Aby mogło zaistnieć lekkie uniesienie baihui (czubek głowy), najpierw trzeba właściwie ustawić i „schować” Wei lu. Dzięki temu możemy wyprostować kręgosłup, rozluźnić odcinek lędźwiowy i uzyskać właściwe połączenie góry i dołu ciała.

3. „Schowanie wei lu”
To kluczowa zasada. Niestety, w większości przypadków albo się ją pomija, albo przerysowuje. Jedni ćwiczący wypinają tyłeczki niczym pawiany, inni z kolei unoszą biodra zupełnie tak, jakby chcieli sobie „wsadzić przyrodzenie w oko”. Termin „schowanie wei lu” oznacza delikatne rozluźnienie odcinka lędźwiowo-krzyżowego, mikro-podwinięcie kości krzyżowej, „zawieszenie” na niej ciężaru w dół, otwarcie mingmen oraz utrzymanie neutralnej miednicy (bez wypychania jej do przodu ani cofania na siłę).
Nie jest to ciasne podwijanie miednicy — ruch jest subtelny i wynika z rozluźnienia, nie z siły. Nie mniej jednak, żeby móc delikatnie podwijać kość krzyżową, trzeba najpierw uzyskać z niej pewną ruchomość. A to już specyficzny trening, który nie dość, że jest lekki, to jeszcze mało widowiskowy. Ćwiczenie tego w parku może skończyć się przyjazdem niebieskich. Ale jak mus to mus.

4. Znaczenie energetyczne (qi gong / nei gong)
W klasycznych opisach termin wei lu używany jest także w znaczeniu energetycznym. To jeden z punktów „osi głównej” ciała (zhong zhu) — taka „miotła na kiju”, miejsce, gdzie rozpoczyna się rozciągnięcie w dół i w górę, oraz element stabilizujący przepływ qi w meridianach Du i Ren.
Podsumowanie – najprościej
Wei lu = dolny koniec osi kręgosłupa, którego subtelne ustawienie stabilizuje ciało, pozwala rozluźnić lędźwie, otworzyć mingmen i połączyć górę z dołem w jednym pionie.
To jeden z fundamentów prawidłowej struktury Tai Chi.
Jeśli podobają Ci się artykuły, które tu publikuję, możesz pomóc mi dalej rozwijać pasję Tai Chi. Każdy drobny datek to dla mnie wsparcie w dalszej nauce i możliwość wyjazdów treningowych do mistrzów w Azji.
Twoja pomoc pozwoli mi pogłębiać wiedzę i dzielić się nią tutaj – z Tobą i innymi praktykującymi w Polsce.
☕ Jeśli chcesz, możesz „postawić mi kawę” – kliknij obok.
Z góry dziękuję za każde wsparcie! 🙏






Ostatnio przez jakieś 1,5 tygodnia miałem mega usztywnione wei lu – przez korzonki :). Nawet qi mi nie pomagało 😉
Trzeba było nie leżeć rozgogolony na śniegu…
Gdyby to tylko to… 🙂