Jak KO przekraczał barierę światła…

Spis treści
  1. bariera światła
z8264634Q
казаки

 Tytuł brzmi niemalże jak słynne „Jak kozacy grali w piłkę” (kto nie oglądał, to marsz na Youtuba), ale zaraz wyjaśnię skąd się to wzięło. A było to tak…

Siedzę sobie na delegacji (jak to ostatnio bywa i jeszcze trochę potrwa), a tu wieczorem podchodzi do mnie V. (przypominam – nasz gospodarz, a jednocześnie kolega z pracy) i pyta mnie czy mam dziś zamiar pobiegać, bo jeśli tak, to chętnie się przyłączy. No zamiar miałem, ale żeby od razu w towarzystwie? V., w odróżnieniu ode mnie, przy biurku nie siedzi i od ciężkiej pracy fizycznej nie stroni. Ale na nic nie przydały się moje nieśmiałe protesty, że ja powoli, że się zanudzi, albo, co gorsze, mnie na śmierć zagoni. Uparł się i już. A wiecie jak to jest?

Tak więc wybraliśmy się na bieganie we dwóch… V, wziął ze sobą latarkę a mnie wręczył drugą. Mówiłem, że biegam w ciemności (pamiętacie jak pisałem o bieganiu po cmentarzu? Więc teraz mam coś takiego biegając po ciemnym lesie), ale V. wyjaśnił mi, że się przydadzą.

kamizela
kamizelka – specjalistyczny sprzęt biegacki, ważniejszy od butów

Otóż dowiedziałem się, że miejscowi bardzo często jeżdżą nocą na rowerach bez żadnego oświetlenia. A ponieważ jest ciemno i ni gwinta nie widzą drogi, to mają non stop głowę zadartą do góry. Po co? Jadąc ciemnym lasem, zawsze ponad głową widać nieco jaśniejszą smugę pomiędzy drzewami i ona to właśnie mniej więcej odpowiada drodze, którą powinien jechać rower. Ponoć zdarza się czasami, że taki zapatrzony w gwiazdy rowerzysta najedzie na nieoświetlonego pieszego, a wtedy na nic moja zakoszona z budowy odblaskowa kamizelka .

bariera światła

Wyobraźcie sobie jaka to ROMANTYKA podróży: nawigacja z gwiazd, prosty człowiek (wybaczcie mi to określenie mieszkańcy terenów niezurbanizowanych) zapatrzony w niebo i pewnie przy okazji jeszcze rozmyślający o zawiłościach wszechświata.  Naprawdę zadziwia mnie świat, w którym się teraz znalazłem.

Bieganie w towarzystwie ma swoje zalety, Po pierwsze czas biegnie szybciej. Po drugie rozmawiając w czasie biegu dodatkowo uczymy się oddychać. Po trzecie po ciemku zawsze raźniej. Co prawda szanse na to, że z lasu wyskoczą ruscy partyzanci nadal są niewielkie, ale zawsze co dwie głowy to nie jedna. Nie bałem się, że się zgubię, bo V, powiedział, że tą drogą i tym tempem, za kilka godzin dobieglibyśmy do nocnego sklepu, więc strachu nie ma. Mimo gadania przebiegliśmy niewiele krótszy dystans niż ten, który biegam solo w Wawie, Więc się nie obijaliśmy.

Aaaa miałem napisać o przekraczaniu bariery światła. To proste jest, V. mieszka na skraju wsi. Za jego domem są jeszcze dwie latarnie, a potem droga wiedzie przez ciemny las. I tam to właśnie przekraczam barierę światła i to dwukrotnie, za każdym razem jak biegam. Uwierzcie mi, że tam, za barierą światła, jest zupełnie inny świat…

bariera światła
przekraczanie bariery światła według Lucasa, tak naprawdę nie jest to aż takie spektakularne

9 Replies to “Jak KO przekraczał barierę światła…”

  1. eee ,a ja myślałem że Cię jakieś psy pogoniły i wtedy przekroczyłeś …. 🙂

      1. Nawet najwaleczniejsze dobermany nie mają odwagi, by zapuścić się do tej strefy, gdy KO tam biega…

      2. He he ,w marcu będę w Warszawie,połażę po viet-knajpkach,może tam znajdę odpowiedż 😉 🙂

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz