Pięć mitów o Tai Chi, które skutecznie odstraszają młodych

Jest wokół mnie spora grupa ludzi (znajomi, rodzina), którzy mówią: „Fajne masz. Masz pasję, spotykasz ciekawych ludzi, jeździsz w ciekawe miejsca” . Inni dworują sobie z niespiesznego tempa praktyki, z mojej dresiarskiej stylówki i „robienia z siebie idioty” w parku. Kiedy mówię im: „Wpadnij na trening, sam zobaczysz, jak to jest”, słyszę najczęściej: „To dobre dla starszych ludzi”. „Za wolno”. „Nuda”. „Nie da mi kardio, którego potrzebuję”. „Miało dać spokój, a mnie tylko wkurza”. Nawet moje osobiste latorośle twierdzi, że nie rozumiał, nie rozumie i „marne szanse”, żeby kiedykolwiek zrozumiał, i lata szarpać się ze sztangą. Ci, którzy tak właśnie myślą o Tai Chi, to ludzie, którym prawdopodobnie sprzedano obraz tai chi jako postemerytalne zbijanie bąków dla zdrowia (choć, qrde blat, kto sprzedał taki obraz mojemu dziecku?!).

Pierwsze skojarzenie z treningiem wewnętrznym to widok grupy starszych ludzi zwiewnie poruszających się po parku o świcie, przy relaksującej muzyce. I tak, to istnieje. I to jest piękne, widziałem, potwierdzam. Choć trzeba pamiętać, że zdecydowana większość tych ludzi nie jest jakoś specjalnie zaawansowana – ale dobrze, że robią cokolwiek. A ci, którzy ćwiczą porządnie, prawdopodobnie zaczęli ćwiczyć duuużo wcześniej i robią coś, co wielu młodych ludzi powinno robić. Tak… te grupy w ładnych ubrankach, które owszem, pływają zwiewnie po trawnikach. Poruszają się z korzyścią dla zdrowia, ale ta zwiewność to tylko pozór, bo ten nieomal mityczny wewnętrzny spokój ci ludzie najczęściej zdobywali latami, kiedy byli młodsi.

Bo Tai Chi nie jest tylko dla „emerytów”. To praktyka dla młodych (niekoniecznie metrykalnie) umysłów. A ludzi młodych w sekcjach brakuje. Ogólnie, jak przyjdzie na trening ktoś około trzydziestki, to naprawdę fajnie. Mistrz Yang Jwing Ming napisał kiedyś, że w życiu człowieka są trzy „treningowe etapy”:

  • kiedy jest młody: ma siłę i zdrowie, ma czas, bo nie ma rodziny, ale głowę ma, hmm… „zbyt gorącą”,
  • wiek średni: zdrowie i siła nadal jeszcze (sic) są. I głowa zdążyła ochłonąć, ale pojawia się życie zawodowe i rodzina, więc brak czasu,
  • i ostatni etap (żeby innych słów nie używać): głowa – a co za tym idzie, motywacje – są czyste, czas jest, bo dzieci dorosłe, ale zdrowie i siła powoli siadają.

Każdy z etapów ma swoją specyfikę treningu. Fajnie jest wyszumieć się za młodu, zbudować kondycję, zdobyć „obicie” i sztukowalkową wyobraźnię. Wtedy na starość (tfu, na mądrą młodość) łatwiej zrozumiemy wiele aspektów treningu wewnętrznego. Bo próby przystępowania do pierwszych sparingów koło sześćdziesiątki – może nie dla każdego szkodliwe – są jednak mocno spóźnione.

Zebrałem sobie piątkę wymówek, z którymi się spotkałem, i postanowiłem trochę się nad nimi popastwić. Zupełnie bez sensu, bo wiem, że jeśli ktoś to czyta, to są to ludzie, którzy ćwiczą, więc ten tekst jest im zupełnie niepotrzebny. Ale jedźmy z tym koksem, może uda mi się nawrócić choć jedną zbłąkaną owieczkę (albo baranka):

Mit 1: „Jest za wolno, będę się nudzić”

Rzeczywistość: To slow motion jest narzędziem, nie celem. W Tai Chi trenujemy powoli, aby móc kontrolować każdy milimetr ruchu. Zaawansowany praktyk może wykonywać te same ruchy z prędkością wybuchową (fa jin). Powolność to laboratorium, nie ostateczna prezentacja. Dzięki powolności przeprogramowujemy swój układ nerwowy tak, by dostosował się do ciągle zmieniającej się sytuacji. Faktem jest, że bardzo dużo osób zatraca się w tej powolności, bo fascynuje je ta kontrola nad ciałem, to czucie samego siebie (i nie mówię tu o zapachu). Zawsze można się kontrolować bardziej. Ci ludzie wiedzą, że mogą szybciej, ale dla nich to żadne wyzwanie. To, co trudne, mieści się za horyzontem „powoli”. Poza tym, im wolniej, tym więcej się dzieje. Nie ma mowy o nudzie. Jest za to realny wysiłek.

Dla młodego sportowca: Koordynacja, którą rozwijamy w Tai Chi, bezpośrednio przekłada się na lepszą kontrolę nad każdą inną dyscypliną sportu. To uaktywnienie mięśni posturalnych. Skuteczniejsze zmiany kierunku, mniej urazów, więcej połączenia pomiędzy tym, czego żąda twój umysł, a tym, co wykonuje Twoje ciało.

Mit 2: „Nawet się nie spocę, to nie są prawdziwe ćwiczenia”

Rzeczywistość: Spróbuj ćwiczyć Zhan Zhuang przez 5 minut, a wtedy porozmawiamy. Potem powiesz mi, czy się nie spociłeś. Tai Chi trenuje siłę ekscentryczną (mięsień, który wydłuża się pod obciążeniem – czyli pracuje w czasie rozluźniania), która jest trudna do osiągnięcia, ale dobrze chroni stawy w czasie jej używania. Ta lekkość, którą obserwujesz, to efekt ciężkiej pracy, ale bez niszczącego wpływu na stawy.

Dla młodego siłacza: Tai Chi rozwija siłę funkcjonalną, której nie da Ci żadna maszyna izolacyjna. Trenuj równowagę i naucz się, jak generować moc z ziemi, a nie z ramion. Może nie zbudujesz od tego rzeźby, ale zawsze błyśniesz siłą.

Mit 3: „Nie nadaje się do walki”

Rzeczywistość: Zależy, jak trenujesz. Tradycyjne Tai Chi powstało jako sztuka walki. Style Chen, Wu/Hao i Yang zachowują aplikacje do powalania, uderzeń, dźwigni i kontroli dystansu. Problemem nie jest system, tylko to, że większość ludzi, którzy go praktykują, nigdy nie trenują aplikacji. Jeśli trenujesz Tui Shou (pchanie rąk) intensywnie i z partnerem, który jest ogarnięty, rozwiniesz refleks, wrażliwość na kontakt i zdolność przekierowania siły na poziomie, jaki rozwija niewiele innych systemów. Tai Chi nie jest współczesnym systemem samoobrony i nie sprzedaje „prostych” rozwiązań, jednak kiedy będziesz miał dobrą motywację i trafisz na ogarniętego instruktora, znajdziesz elementy walki.

Dla młodego wojownika: Tai Chi nie jest ekwiwalentem MMA ani boksu – jeśli twoim celem jest rywalizacja w klatce, to tu jej nie znajdziesz. Jest doskonałym dodatkiem dla każdego mistrza walki. Poprawia strukturę ciała, oddychanie pod presją i zdolność „poczucia” zamiaru przeciwnika. To sztuka walki, której proces szkolenia może nie gwarantuje natychmiastowych efektów, ale cierpliwi osiągają niesamowite skille.

Mit 4: „Jest bardzo uduchowione, nie pasuje do mnie”

Rzeczywistość: Możesz praktykować Tai Chi bez żadnej duchowej wiary. Będzie ciężej, ale to się może udać. Zasady biomechaniczne działają bez względu na wiarę w Qi czy jej brak. Świadome wyrównanie i przemieszczanie masy, oddychanie przeponowe, używanie całego łańcucha kinetycznego… To wszystko fizyka, nie wiara. Wiara w Qi lub energię ułatwia rozumienie wielu ćwiczeń.

Dla młodego sceptyka: Zignoruj ezoterykę, jeśli cię to nie interesuje. Skup się na mechanice, choć jak przyswoisz trochę tradycyjnych teorii, zawsze możesz błysnąć przed jakimś dziewczęciem. Zobaczysz, że ciało reaguje tak samo na biomechaniczne teorie jak na starożytne mądrości. Faktem jest, że mnie wiara w Qi pozwala sięgnąć głębiej w ciało. Ale szczerze, ja nie wiem, czym to jest, jak powstaje – wierzę, że jest, bo pomaga mi ćwiczyć. Znam ludzi, którzy odrzucili tę stronę praktyki i dają sobie świetnie radę.

Mit 5: „Miało dać spokój, a tylko mnie wkurza”

Rzeczywistość: Wiele osób myśli, że to proste – przecież w telewizji widzieli starszych ludzi ćwiczących bez problemów. Przecież różni instruktorzy w kapturach na głowie, z nawiedzonymi twarzami, opowiadali, jakie to proste i łatwe. A to jest sztuka! Jeśli oczekujesz łatwych efektów i szybkiego postępu, możesz poczuć się zawiedziony. Jeśli okazuje się, że ktoś starszy robi rzeczy dla ciebie nieosiągalne, możesz być zły. Jeśli z pozoru proste ćwiczenie koordynacyjne sprawia ci problem, to możesz czuć rozdrażnienie. To jednak kwestia pracy. Jak mi to kiedyś powiedział Ryszard Zieniawa: „Popracujesz – będziesz miał…”. Pamiętaj, wkurzasz się na własne ograniczenia. A może to są tylko sygnały, z czym należy popracować? Poza tym nie przejmuj się – ci, co teraz potrafią, przechodzili tę samą drogę. Nikt się z tym nie rodzi. Jak to mówią: „łatwe dziewczyny nie są dobrymi partnerkami”. Gdyby Tai Chi było łatwe to bym go pewnie nie ćwiczył.

Dla młodego nerwusa: Drużyny NBA, europejska piłka nożna, olimpijczycy i zawodnicy MMA włączają podobne zasady do swojego treningu. Nie dlatego, że się zestarzeli – ponieważ odkryli, że koordynacja, równowaga i świadomość ciała, takie jakie rozwija Taijiquan, dają im przewagę.

i szósty mit taki zapasowy. Nieoficjalny, bo przecież klasycznie musi być ich pięć, i tylko pięć, bo tak twierdzi klasyczna teoria.

Albowiem pięć ich będzie, ni cztery ni sześć,
gdyż pięć jest liczbą ich, i liczby tej niechaj się narody trzymają.

Ten szósty mit brzmi: „Nie, bo będę wyglądał idiotycznie” – przejmujesz się? NAPRAWDĘ? W czasach spadających z tyłka spodni i ogólnego hołubienia wszelkich objawów indywidualizmu – przejmujesz się czyimś zdaniem? No comments…

pięć mitów Tai Chi – autor nieznany – ateńskie muzeum filozofii ruchu

Wyzwanie dla młodego sceptyka

Jeśli jesteś z Wawy, to wpadnij do mnie na trening (lub do innego ogarniętego nauczyciela). Nie obiecuję Ci sparingów, ale postaram się pokazać, że są tu możliwości dla młodych. Zobacz, jak zmienia się Twoja świadomość ciała. Nie musisz przyjmować filozofii. Nie potrzebujesz chińskiego mundurka. Musisz tylko poruszać się świadomie. Tai Chi nie jest tylko „kabaretem starszych panów”. To dla każdego, kto chce mądrze trenować ciało. Jeśli jesteś młody i odrzucasz to jako powolne lub nudne i przegadane – jesteś ofiarą uprzedzenia.

Najzdolniejszy wojownik nie jest najszybszy. To ten, który wie, jak poruszać się we właściwym momencie, z odpowiednią siłą, we właściwym kierunku. Tego nie nauczysz się w pośpiechu. Uczysz się z świadomością.


1

przyjęcie na osobistego ucznia mistrza Zhai Wei Chuana
Mistrz Anthony Yap
korekty mistrza Zhai Shi Zonga
nauka u mistrza Hong Zi Tiena
pchające ręce z mistrzem Yang Jwing Mingiem

Dziękuję, że rozważasz wsparcie mojego projektu — to już naprawdę dużo.

Zbieram fundusze na wyjazd treningowy do moich azjatyckich Nauczycieli. To nie jest wycieczka, tylko realna praca — chcę studiować Tai Chi i pchające ręce u źródła, tam gdzie te metody są wciąż żywe i przekazywane bezpośrednio w czystej formie.

Najważniejsze jest jednak to, co dzieje się później.

Zdobyta w ten sposób wiedza nie zostaje „dla mnie”. Wraca razem ze mną — na treningi, warsztaty i spotkania. Dzielę się nią z uczniami, sprawdzamy ją w praktyce, upraszczamy, czasem rozbieramy na części pierwsze. Dzięki temu wszyscy idziemy krok dalej.

Od lat składam tę wiedzę z fragmentów — z treningów, rozmów i własnych doświadczeń. Taki wyjazd to szansa, żeby poukładać to w spójną całość i przekazywać ją dalej w bardziej świadomy sposób. Jeśli zdecydujesz się dorzucić choćby drobną kwotę — naprawdę, nawet symboliczną — pomagasz nie tylko mnie, ale całej grupie osób, które z tej wiedzy będą korzystać.

Dotychczasowe realizacje:

  • 2017 – Guangzou – Chiny
  • 2018 – Tajwan
  • 2019 – Guangfu – Chiny (pierwsze spotkanie z mistrzem Zhai Wei Chuanem)
  • 2024 – Guangfu – Chiny
  • 2026 – Quzhou – Chiny (przyjęcie w poczet osobistych uczniów mistrza Zhai Wei Chuana)
  • 2026 – Miri – Malezja Borneo – (rozpoczęcie nauki u mistrza Anthonego Yapa)

Plany

  • 2028 – Chiny i Borneo – (kontynuacja nauki u mistrzów Zhai Wei Chuana i Anthonego Yapa)

Każda wpłata, nawet ta najmniejsza, ma dla mnie niebagatelne znaczenie. I za każdą jestem szczerze wdzięczny.

Dzięki 🙏


A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz