Wojna….

A więc wojna. Na razie na słowa, argumenty i drobne uszczypliwości, a potem się zobaczy. Jestem jednak jakoś dziwnie przekonany, że mój adwersarz nie będzie tej konwencji odbierał osobiście.

O Marcinie (krakowiaku, chenowcu, wiślaku) już pisałem, tu sobie można przeczytać. O tym, że Marcin ostatnimi czasy produkuje słowa na dużą skalę, też. Co najlepsze, pisze z sensem i można by powiedzieć: „na zimno”. Już dawno miałem ochotę sobie z nim popolemizować, ale… właśnie nie było czegoś, na czym można byłoby oprzeć miażdżącą krytykę. W zasadzie to my się ze sobą zgadzamy — na pewno bardziej niż kasa na pod koniec miesiąca. A co to za polemika, jak brak różnicy zdań? Tym razem jednak… A było to tak.

rycina prezentująca kilka sposobów noszenia kiltu… tak wiem, że bez związku- ale, podoba mi się

Od pewnego czasu spotykamy w grupie znajomych na modnych ostatnio „łonlajnach”, by pogadać. Najczęściej o dziwo o Tai Chi, treningu albo o kotach, a ostatnio było nawet coś o deweloperce. Dziwnie długo omijaliśmy temat energii Qi. Bo wiecie, często takie dyskusje kończą się niepodawaniem sobie ręki. Przyszedł jednak taki dzień, w którym otwarły się niebiosa, a zza chmur wyleciał biały gołąb i… narobił na środek stołu. Trzeba było jakoś sobie dać radę. Zaczęliśmy rozmawiać o Qi. Jak łatwo przewidzieć, nasza niewielka społeczność podzieliła się na dwie grupy, jedna za, a druga — o dziwo, przeciw. Marcin jako osoba bardzo pragmatyczna (racjonalista jeden w dyplom szarpany), wspólnie ze Żwirkiem (oczajdusza — a ja z nim mecze oglądałem), negował istnienie takowej energii. Ja optowałem za jej istnieniem. Oczywiście to duże uproszczenie.

Nieważne, długo by pisać, a i tak nie uda mi się przedstawić wszystkich niuansów naszych stanowisk. Próbowałem to kilka razy przelać na ekran. Za każdym razem wychodziło mi, że w zasadzie to my się prawie zgadzamy (nie licząc kwestii związanych z zasadami stosowania czapek z folii aluminiowej). Na koniec Marcin powiedział, że w zasadzie to on uwierzy w Qi, jak zobaczy jakieś sensowne wyniki badań tegoż zjawiska, na co odparłem, że po pierwsze: nikt takich badań nie prowadzi, a po drugie: to, co wypisują naukowcy, jest totalnie niezrozumiałe dla zwykłego zjadacza kaszanki i popijacza browaru.

Zdaje się, że tym stwierdzeniem trochę wjechałem Marcinowi na ambicje, ponieważ niedługo potem na jego stronie pojawił się cykl artykułów pod tytułem „Szkiełko i oko — czyli co nam daje tai chi — przegląd wyników badań naukowych„. To teraz czuję się wywołany do tablicy. Tak więc z przyjemnością wciągam rękawicę (bandaży nigdy nie używałem) i wychodzę na ring. Pełen tekst artykułu znajdziecie na stronie „Tai Chi na Woli Justowskiej”. Na wstępie zaznaczę, że w rozmowie poruszyłem brak badań nad istotą energii Qi, a Marcin napisał o badaniach o Tai Chi. Mam nadzieję, że niedługo przeczytam artykuł, w którym mój krakowski znajomy obali moje przeświadczenia o braku badań nad istotą Qi.

rosyjscy uczeni stwierdzili że, uroda naukowca jest odwrotnie proporcjonalna do jego mądrości… naprawdę!!! Czegóż się to nie bada dla pieniędzy…

Wróćmy jednak do artykułu. Na jego początku czytamy: „Tai chi jest praktyką niezwykle indywidualną, poprzez swój wewnętrzny charakter trudną do uchwycenia przez osoby postronne i trudną do weryfikacji. Praktyk odczuwa jej efekty, ale są to odczucia subiektywne. Jak ma to badać ktoś z zewnątrz, skoro nawet ćwiczący często nie jest w stanie opisać, co się dzieje? Gdy ktoś mnie pyta co mi dało, czy daje, Tai Chi mam zawsze kłopot z odpowiedzią. Niby wiem, jak się czuję, ale czy to wpływ praktyki? A może czułbym się tak samo, gdybym uprawiał jakąś inną aktywność, a może, nawet gdybym leżał do góry brzuchem i nie robił nic? Gdybym chociaż miał brata bliźniaka, który nie ćwiczy, może mógłbym coś wnioskować, a tak? Trzeba poszukać innego sposobu„.

A nie mówiłem, że w zasadzie to my się zgadzamy? Jak można zdefiniować coś, co jest dla każdego z nas inne? Coś, co każdy z nas odczuwa inaczej. Kiedy nie mamy żadnego trwałego i wspólnego punktu zaczepienia. W zasadzie żadnej możliwości opisania. Czy nie wystarczy w takim razie stwierdzenie, że coś jest i nie dyskutować o tym więcej? Po prostu odczuwać, a na wszystkie pytania o jego strukturę, objawy, sposób działania odpowiadać: „Zrób pięćdziesiąt pompek, jak się zasapiesz, nie będziesz zadawał głupich pytań”. Jeśli coś istnieje tylko w sferze subiektywnych, wewnętrznych odczuć, to jak to badać? Czy naprawdę potrzebujemy naukowego dowodu istnienia tego zjawiska, nie wystarcza nam wiara? Mnie ona wystarcza. Dokładnie tak samo, jak w przypadku mojej wiary w potrzebę przebywania z rodziną, wychodzenia do lasu, ćwiczeniu w gronie przyjaciół i wielu innych zjawisk. Robię to i już — nie potrzebuję do tego celu badań naukowych. Wystarcza mi wiara w to, co odczułem i nie potrzebuję, żeby ktoś mi to rozpisywał na wykresach.

Tak więc przeczytałem bez ekstazy, przyznaję się bez bicia. Bo cóż, badania pokazujące, że człowiek ćwiczący Tai Chi ma lepsze poczucie równowagi, pojawiają się w różnych mi dostępnych mediach co jakiś czas. I jak dla mnie są szkodliwe. Tak, bo przekonują, że wystarczy poćwiczyć Tai Chi, nieważne jak, nieważne z jakiego źródła, i w ciągu dwóch, trzech miesięcy (bo tyle trwają te projekty) ma się jakieś mierzalne efekty, np. odrasta wątroba. Osobiście myślę, że trening tańca towarzyskiego, bicza zdrowotnego, kajakarstwa, łucznictwa i quidditcha również daje podobne efekty. BTW. To ostatnie to bieganie za piłką z miotłą między nogami i udawanie Harrego P.

Nie umiem poruszać się w poważnych naukowych czasopismach, takich o dobrych wskaźnikach impaktowych (swoją drogą, Marcinie, musiałem sprawdzić co to jest, ale nadal nie wiem: czy im większy, tym lepszy? Czy na odwrót? I jaki wskaźnik ma „Świerszczyk”?), ale znalazłem taką prezentacje Centrum Sportu przy Gdańskim Uniwersytecie Medycznym: „Iks pomaga w leczeniu: cukrzycy, zaburzeń odżywiania (bulimia, anoreksja), zaburzeń osobowości, depresji, uzależnień, ADHD, choroby Parkinsona, nerwic i stresu pourazowego. U kobiet z rakiem piersi po terapii iksem zaobserwowano: poprawę nastroju, poprawę jakości życia oraz adaptację do nowej sytuacji życiowej. U osób z zaburzeniami odżywiania poprawił się stosunek do własnego ciała, jego akceptacja oraz zwiększyło się zaufanie chorych do siebie i innych. U osób niepełnosprawnych z uszkodzeniem narządu ruchu i porażeniem mózgowym, możliwość (uprawiania) iksa na wózkach inwalidzkich pomaga przywrócić ich pewność siebie oraz zniwelować nieśmiałość wobec ludzi”.

Pod iksa można wstawić masę aktywności fizycznych. Tai Chi też. Może przydałyby się badania, które w końcu, poza odpowiedzią, jakie są skutki treningu (zostawmy już kwestię wyjściową istnienia lub nieistnienia Qi), powiedzą, dlaczego to tak działa, co jest tym „magicznym” elementem powodującym, że pewne aktywności mają taki wpływ na nasz organizm. W domyśle dobrze nam robią, i jak powyższy, iks leczy depresje? Jaki wpływ na owe skutki ma zaangażowanie ćwiczącego? Ja ten nieznany „pierwiastek” nazywam „Qi”, bo to nazwa krótka i fajnie się komponuje w tekstach. Ale nie będę się upierał.

Ale takich badań nie będzie. Dlaczego? Marcin na koniec drugiej części sam na to pytanie odpowiada. Problemy z metodologią, „nieopisywalność” materiału badawczego i brak możliwości porównania większej ilości przypadków. Osobiście dodałbym jeszcze jeden argument, nie wydaje mi się, by dało się na tym zarobić. Lepiej sprzedawać suplementy niż świadomość własnego ciała.

Na koniec. Marcin obiecał, że będzie przekładał gwarę naukowców na język szarego człowieka. I prawie się udało. Naprawdę jestem pod wrażeniem.

PS.

Nasuwa się takie pytanie, jeśli osobiście uważam, że Tai Chi nie jest żadną wyjątkową metodą treningową, to dlaczego ją tak uparcie ćwiczę? Abo lubię… wolno mi.

KO

Autor niniejszego bloga. Może nie jestem mistrzem, ale piszę o tym co robię i co mnie fascynuje. Jestem fanatykiem spędzania czasu na ćwiczeniach różnych ciekawych systemów treningowych. Ćwiczę Tai Chi, Qi Gong, Chuo Jiao Fanzi, łuk, bicz, rzucanie nożem i w zasadzie co się da... Jeśli chcesz ze mną poćwiczyć daj znać...

7 komentarzy do “Wojna….

  • 26/05/2021 o 08:42
    Permalink

    Qi czy nie qi? Oto jest pytanie! 😀
    Jako stały członek loży szyderców zgadzam się z Marcinem, ale i z Tobą, bo obaj macie rację – każdy w innej materii 😉

    Odpowiedz
    • 26/05/2021 o 08:52
      Permalink

      Pytanie tylko co będzie efektem przemiany owej materii 😉

      Ja cię kręcę, obracam się w kręgu ateistów, którzy przyznają mi rację.

      Odpowiedz
  • 26/05/2021 o 10:40
    Permalink

    Jest nadzieja, że jeszcze przejrzysz na oczy 😜

    Odpowiedz
  • 26/05/2021 o 13:18
    Permalink

    Qi! Oczywiscie ze qi! 😀 w sumie chyba zawsze beda dyskusje o tym, ale zadne argumenty nie sprawia ze zwatpie w qi, co najwyzej zmienie postrzeganie tego zjawiska 😀
    Takze nie jestes sam! 😀

    Odpowiedz
    • 26/05/2021 o 13:26
      Permalink

      ufff.

      Zawsze miło mieć jakieś towarzystwo stojąc na stosie.

      Odpowiedz
  • 27/05/2021 o 09:26
    Permalink

    Jak ktoś ma umysł analityczny, to nie spocznie, dopóki nie przerobi wszystkiego na wykresy, tabele i badania ze ślepą próbą. Potrafią w ten sposób przemielić najpiękniejsze uczucia wyższe. Ja po prostu czuję CZI, wiem, że jest CZI, i kocham CZI. Jestem po twojej stronie, KO. 🙂

    Odpowiedz
    • 27/05/2021 o 11:10
      Permalink

      Tylko pamiętaj, że ja jestem po stronie gdzie kiedyś stało… a nie, to nie ta historia. 🙂 Tak naprawdę to ja stoję po środku. Żadnej magii i ale jest.

      Widzę, że trzeba będzie więcej drewna na stosy przygotować.

      Odpowiedz

Leave a Reply to Rodor Cancel reply

%d bloggers like this: