Qi Gong i Medytacja
spotkania na Żoliborzu


Medytacja na dzień dobry!

Nowa nabór na trening Tai Chi
Warszawa Powiśle


kameralna grupa

Skaryszewskie spotkania
z Qi Gongiem


(Działamy dalej!!!) w każdą środę 11:00-12:30

Pięć pytań do… Artur i Kasia Bednarek

Artura i Kasię poznałem zupełnie przez przypadek. Któregoś dnia namierzyłem ogłoszenie o strzelaniu z łuku w Wiosce Żywej Archeologii. Ucieszyłem się, bo to blisko i zapowiadało się na urokliwe miejsce. I tak było. Miejsce wspaniałe (polecam), ludzie na strzelaniu też, Piotr jako instruktor — inspirujący. Czas spędzony w tym miejscu absolutnie niezmarnowany. Kiedy już się zwijaliśmy, na placu pojawiła się niepozorna para i zaczęli rozstawiać plastry drewna na sztalugach, wymierzać tory i szykować kilogramy różnorakiego złomu. „Zostajesz na noże?” spytała Kinga, jedyna osoba, którą wtedy znałem dłużej niż kilka godzin. „Noże”, czyli rzucanie do tarczy. Dzień miałem wtedy wolny, więc zaintrygowany zostałem.

I dobrze się stało. Dzięki temu poznałem Artura, który okazał się świetnym nauczycielem rzucania, oraz Kasię, która w nauczaniu miotania żelastwem, również osiągnęła poziom PRO+. Tak szczerze, to bez zachęty ze strony Kingi, sam bym chyba nie zaryzykował. Jak większość osób, nic nie wiedziałem o istnieniu sportów rzucanych. A przecie nie jestem przeciwnikiem noża. Zawsze uczyłem młodego, żeby nosił go przy sobie jako narzędzie. Ale co innego scyzoryk, czy nawet finka, a co innego to. Zaskoczyło mnie też jak „stanowcza” bywa Kasia (jak sznurek ma być tu pociągnięty, to tak ma być, a nie inaczej), to myślałem, że to trochę nie moja bajka. Ale po czasie okazało się, że to para zakręconych fascynatów (a to lubię), natomiast Kasia po prostu wie, że tak będzie bezpiecznie i to się chwali. Mogę powiedzieć, że to jedno spotkanie wystarczyło, bym miotanie ostrych przedmiotów zaliczył do mojego panteonu sposobów spędzania wolnego czasu.

ona i on – para na ostro

Rzucanie nożem, to aktywność dla większości z nas co najmniej dziwna, a nawet posiadająca zdecydowanie negatywny wydźwięk. Miałem okazję ostatnio porozmawiać trochę z bohaterami tego wpisu i zadać im kilka pytań. Poniżej zapis tej rozmowy.

KO: Jesteście małżeństwem, oboje ćwiczycie z nożem… jak wyglądają domowe awantury?

Kasia: Noży w domu jest dużo…

Artur: To idealny środek prewencyjny, dzięki temu nie potrzebujemy terapii małżeńskiej.

KO: Na Waszych „nożowych” spotkaniach w Wiosce (Wioska Żywej Archeologii) spotykają się całe rodziny. Czy w ogóle polecacie rzucanie nożem jako sport rodzinny?

Artur: Zdecydowanie! I to bardzo fajnie widać. Zwłaszcza, kiedy jeden rodzic przychodzi regularnie z dzieckiem, można zauważyć jak fajnie ta wspólna aktywność wiąże ich ze sobą. Dając im przy tym dodatkowe tematy do rozmowy.

Kasia: Bardzo często dzieci nie chcą opuszczać naszych warsztatów, chcą przyjść ponownie, co też angażuje rodziców, żeby wyjść z domu i trochę się poruszać.

Wybór, jak w najlepszym sklepie

KO: Czy jednak uważacie, że ten sport jest bezpieczny?

Artur: Tak. W większości przypadków tak, pod warunkiem przestrzegania zasad. Do problemów dochodzi, kiedy ktoś te zasady łamie. Takie osoby upominamy, a ostatecznie wypraszamy z treningu. Na spotkaniach obowiązuje regulamin, którego należy przestrzegać. Najmłodszych oddzielamy jeszcze poprzez dystans: nie ćwiczą na głównej linii, a miejsce dla nich jest oddalone od reszty uczestników. Niektórym dzieciakom bardzo fajnie to wychodzi.

Kasia: … i ten regulamin przewiduje, że dzieci mogą ćwiczyć tylko z rodzicami. Rodzic powinien wiedzieć kiedy dziecko jest w wieku, w którym można mu pozwolić ćwiczyć z ostrym przedmiotem. Nawet jeśli noże, których używamy, nie są fabryczne, to nadal jest to broń. Najmłodsze dzieci, które pojawiają się na treningach, mają sześć, siedem lat. Zdarzają się jeszcze młodsze, ale wtedy nie proponujemy im noży, tylko gwiazdki (szurikeny) – nad nimi jest dużo łatwiej zapanować. Mamy też takie fajne toporki (o wielu ostrzach), one wbijają się praktycznie zawsze.

Niektóre dzieci są bardzo zmotywowane i szybko się nie poddają. Nawet jeśli za pierwszym czy dziesiątym razem się nie wbije, to jak się uda, jest wielka radość i motywacja do dalszych prób. Dzieci lubią rzucać wszystkim. Podobają im się np. włócznie… im coś większe, tym większe wyzwanie.

Ostatnio był chłopiec i myśleliśmy, że nic z tego nie wyjdzie, bo nawet nie chciał wziąć noża do ręki, ale w końcu, za przykładem mamy, spróbował i się wkręcił.

sport dla kobiet? Czemu nie? Niezależnie od wieku i kondycji fizycznej

KO: Czyli co? Pomysł na randkę?

Kasia i Artur: Tak, tak, zdecydowanie… Pary również się pojawiają (Od KO: sami są przecież tego przykładem).

Kasia: I to nie zawsze jest tak, że to mężczyzna bardziej chce. Często to właśnie kobietom rzucanie się bardziej podoba i to nie tylko nożem. Nierzadko są to toporki. Ogólnie, pomimo tego, że sport ten jest odbierany jako typowo męski, to kobiety świetnie się w nim odnajdują. Mamy nawet takie zdjęcie na naszym profilu, gdzie na jednych warsztatach pojawiło się nas chyba z dwanaście. Byłyśmy wtedy zdecydowanie w większości.

Artur: Bywa też, że pod względem celności, dziewczętom lepiej idzie. Może jest większy problem z kontrolą nadgarstka, ale ze skupieniem jest lepiej.

KO: Porozmawiajmy trochę o wydźwięku treningu z nożem. Nie ma zbyt pozytywnego znaczenia. Słowa: nożownik, noszenie noża, nóż otwierający się w kieszeni – są raczej zabarwione negatywnie.

zawody w rzucaniu nożem – dla wielu to terra incognita

Kasia: W Polsce jest ten problem. Też się z tym spotkałam. „Co ty chcesz robić?! Rzucać nożem?! Po co Ci to?! Jesteś dziewczyną…” Ale stopniowo wszyscy się przyzwyczaili…

Artur: Ale to jest właśnie taka nasza misja. Chcemy pokazać rzucanie właśnie jako warsztaty, jako rekreacyjny sport. Miotanie mniej lub bardziej ostrymi przedmiotami, może stać się aktywnością zbliżoną np. do łucznictwa czy strzelectwa. Dodatkowo naszym celem jest udowodnienie, że nie musi być to trudne, a finansowa bariera wejścia jest bardzo niska. Przedstawiamy je jako zabawę dla całej rodziny. Chcemy, żeby tak było widziane, bardziej jako sport czy rekreacja, nie jako działalność kojarzona z półświatkiem przestępczym.

Kasia: Nie obawiamy się, że jakieś dziecko będzie chciało wykorzystać te umiejętności przeciwko drugiej osobie. Widzimy co prawda problem z tym, że dzieci nie do końca rozumieją zasady BHP. Prowadziliśmy indywidualne warsztaty z młodszymi dziećmi, w niektórych wypadkach ich zachowanie bywało co najmniej lekkomyślne… Musieliśmy ich ciągle powstrzymywać, np. przed bieganiem z nożem w ręku. I właśnie dlatego ważny jest rodzic. To nie nóż jest niebezpieczny lecz człowiek.

Artur: Uważamy, że wszystkie zajęcia z bronią ostrą (Od KO: ja uważam, że z bronią treningową też) uczą do niej respektu. Uczą tego, co mogłoby się stać, gdyby w miejscu tarczy było cokolwiek innego. Dzięki temu doświadczeniu miotający ma realne wyobrażenie o skutkach takiego trafienia. W sytuacji, kiedy dzieci mają jeszcze nie w pełni rozwinięte przednie płaty czołowe, nie są w stanie przewidywać konsekwencji w taki sposób, jak osoba dorosła. W ten sposób dając im możliwość zobaczenie, jakie są skutki takiego działania, odbieramy im sporo głupich pomysłów.

KO: To może jeszcze zdanie o waszej drugiej działalności sportowej? Prowadzicie sparingi sportowej walki zarówno z atrapami broni jak i bez.

Kasia: To bardziej Artur. Ja raczej rzucanie nożem. W sparingach kibicuję i opatruję rany (śmiech).

Artur: Rzucanie też jest sportem! Niestety, mało popularnym w Polsce. Sami staramy się organizować zawody, by promować tę dyscyplinę. Chcielibyśmy robić to regularnie lecz prawda jest taka, że trudno jest znaleźć sponsorów, którzy chcą się pod to podpiąć. A jest to, niestety, spore przedsięwzięcie. Cele muszą być przygotowane specjalnie na daną imprezę. Stelaże muszą być stabilne, by nie przemieszczały się po mocnych trafieniach.

Ale bardzo żałuję, że Kasia nie startuje w mistrzostwach sportowej walki nożem. Jest tak mało kobiet, które uprawiają tę dyscyplinę. Kasia mogłaby tu powalczyć o najwyższe pozycje.

Wioska Żywej Archeologii – magiczne miejsce dla wielu aktywności

Kasia: …ale niestety czasem zostają siniaki… ten sport wbrew pozorom jest kontaktowy.

Artur: Prawda. Zwykle na zawodach wykorzystywane są sztywne atrapy. Na naszych treningach (na Niedzielnych Spotkaniach Sparingowych czy sekcji Sportowej Walki Nożem SPAS), używamy głównie atrap produkcji marki własnej „Street Safe”. Lata praktyki pozwoliły nam stworzyć narzędzie treningowe, które w znacznym stopniu oddaje to w jaki sposób zachowuje się ostry nóż, nawet według mnie lepiej niż atrapa sztywna — która też jest przekłamaniem. Nasze zabawki ewoluowały przez ponad dziesięć lat. Te najnowsze mają odpowiedni stopień ugięcia, zaznaczoną krawędź tnącą.

KO: Jak już wsponieliśmy o możliwości treningu, to gdzie z Wami ćwiczyć?

Artur: W Warszawie funkcjonuje nawet sekcja sportowej walki nożem (SSP Fight Club – rosyjski system SPAS). Można to nawet ćwiczyć w parku (oczywiście z miękkimi, bezpiecznymi atrapami). Sami też tak robiliśmy.

Kasia: Ważne jest, że do takiego sportu niewiele potrzeba – trzeba tylko nosić ze sobą atrapę, co zresztą Artur czyni. Nie potrzeba profesjonalnych rękawic ani sprzętu. Dla zachowania minimum bezpieczeństwa – polecamy używać okularów ochronnych. Bardzo często stosujemy pełnotwarzowe maski, np. szermiercze. Jeżeli jednak ktoś zdecyduje się na same okulary, jako uzupełnienie czapka z daszkiem (OD KO: HA! To już rozumiem skąd u Artura takie stylizacje!).

Artur: My ćwiczymy cały rok na zewnątrz. To ma swoje aspekty zdrowotne, do których nie trzeba przekonywać. Zmieniające się okoliczności: podłoże, ubranie powodują, że trening jest pełniejszy. Uczymy się lepiej ruszać, uczymy się czytać drugą osobę i samemu nie telegrafować swoich ruchów (Od KO: Telegrafować, czyli nie zdradzać napięciem mięśni lub zamachem co właśnie planujemy. Tak, podoba mi się to określenie). To urealnia nasze działania, w przeciwieństwie do idei czysto sportowej.

Niedzielne Spotkania Sparingowe – chłopaki testują różnorakie koncepcje walki

Od KO:

To na razie tyle… więcej może za czas jakiś, ale to pewnie gdzie indziej.

Cóż, ja ze swojej strony dodam, że rzucanie nożem już na stałe zagościło w mojej praktyce, choć na pewno jej nie zdominowało. Drugim Arturem nie będę, Kasią tym bardziej, jak się pewnie orientujecie :). Walka nożem mnie nie wciągnęła, ale po pierwsze nie spróbowałem, po drugie – to nie jest zarzut. Każdemu może się podobać coś innego. Z tego, co wiem, Artur nie praktykuje „Wzlatującego smoka” ani „Qilina odwracającego falę” (choć znalazł też kiedyś czas na praktyka z chińskim mieczem i Qi Gongiem). Aktywność fizyczna przyjmuje tak niesamowicie różne formy, dzięki czemu każdy może znaleźć tam coś dla siebie.

Uważam też, że rzucanie i sportowa walka nożem, to fajna ścieżka. Można na niej spotkać świetnych ludzi i oryginalnie spędzić czas. Samemu, z rodziną… jak sobie cioteczka winszuje. Poniżej znajdziecie kilka informacji na temat możliwości uprawiania tych sportów w Warszawie.

Practice & Enjoy

2 Komentarzy : “Pięć pytań do… Artur i Kasia Bednarek” Ależ dyskusja!!!

  1. To teraz trzeba ich namowic na napisanie ksiazki lub nagrania filmikow 😀 o rzucaniu nozami porzadnych materialow brak w jezyku polskim niestety (lub nigdy o takich nie slyszalem)
    Wyglada naprawde fajnie (to cale wydarzenie)

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: