Piątkowa rozgrzewka

Spis treści
  1. zrozumienie formy
facet z wiertarką
takie tam selfie

Dobra rozgrzewka, to ważna rzecz… W związku z tym przed piątkowym treningiem Chuo Jiao Fanzi, zafundowałem sobie 8 godzin kładzenia podłogi (u siebie w domu oczywiście), połączonego z przesuwaniem mebli i kilkoma innymi fajnymi czynnościami instalatorsko-budowlanymi. Takie prężenie muskułów przed Danusią (ale ona też ciężko pracowała, równo ze mną), niby że ja taki bohater swojego domu jestem.

Potem, to już tylko niemalże biegiem na Pole Mokotowskie (a więc oprócz siłki, był też element dynamiczny), a tam – norma… czyli to, co u Marka lubię.

Tak ogólnie, to fajny był wieczór (gdyby nie alkoholowo-discopolowe towarzycho – o którym później). Idąc po polach widziałem parkę, która ćwiczyła gimnastykę w parach (nic z tego co myślicie 😉 ), a pod drzewem dwóch nieznanych mi chłopaków ćwiczyło boks. Była też Kaxia i prowadziła Qi Gong dla swojej grupy. Ludzie biegali, rzucali frisbee. Tak lubię. Brakło mi tylko zajęć z tanga argentyńskiego (no wiecie, takiego tańczonego tylko przez mężczyzn).

Jak już wcześniej pisałem, w tych dniach, na Polu Mokotowskim odbywał się warsztat prowadzony przez Mariusza Pietrzaka (Centrum Sztuk Taoistycznych – Złoty Kopiec). Dziś grupa miała pecha, bo nieopodal rozbiła się banda o wybitnie pokrzywionym guście muzycznym. Cały trening odbywał się przy muzyce z serii „Biały miś”. Raz jeszcze w imieniu całej Wawy przepraszam ;).

Nie widziałem całego treningu (usiłowałem nie zabić się na trawie). Widziałem końcówkę. Pracowali w parach szlifując formę. To fajna metoda. Czasami wydaje nam się, że coś robimy dobrze, a potem okazuje się, że z partnerem działa to nieco inaczej. Łatwiej wyłapać błędy, zrozumieć technikę.

zrozumienie formy

Można tej metodzie zarzucić, że nie uczy zabijać, że nie daje żadnych umiejętności przydatnych na ringu. No nie daje. I co z tego? Chodzi o to, żeby lepiej formę zrozumieć. Żeby ona (ta forma) miała więcej treści.

Mariusz i KO zrozumienie formy
Mariusz Pietrzak (z lewej) i KO (w prawym narożniku)

Na koniec Mariusz zaproponował mi trochę pchających dłoni. Szczękę bokserską mam w plecaku, tak na wszelki wypadek. Na szczęście nie była potrzebna ;). Tak tylko popchaliśmy dłonie… ja po swojemu, on po swojemu. Były miejsca, gdzie się zacinaliśmy – pewnie wynikało to z różnic w ćwiczonych pchających dłoniach. Fajne jest to, że Mariusz jest dobrym partnerem do centrowania. Proszę, proszę – w YMAA nie ćwiczył, a dobry (Dobry partner do centrowania). Ludzie czasami latami udają, że się uczą, ale ćwiczyć z nimi, to katorga. Mam nadzieję na więcej…

To był dobry dzień – będzie mi się po nim spało…

z18276143K,Co-zrobic--zeby-niemowle-dobrze-spalo-

7 myśli na temat “Piątkowa rozgrzewka

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: