Judoka ze Sławuty

Tytułowym judoką był Moshe Feldenkrais, urodzony w 1904 w Sławucie. Miasto to wówczas leżało na terenie Rosji (potem przypadło ZSRR, było oddalone o kilkanaście kilometrów od granicy z Polską, obecnie leży w Ukrainie). Ongiś miasto było siedzibą rodu Sanguszków i widziało nie jedno w czasie powstania styczniowego — ale to niestety stare czasy. Sławuta była w tym czasie miasteczkiem typowo żydowskim (większość mieszkańców była wyznania handlowego), co w pewnym stopniu determinuje rodowód naszego bohatera.

Moshe Feldenkrais – fotografia już z czasów pobytu w Palestynie

Moshe nie zabawił długo na Ukrainie i wraz z rodziną przeniósł się do Baranowicz (obecnie Białoruś, wcześniej Rzeczpospolita, w owych czasy oczywiście Rosja). W tamtych czasach tereny, na których żył Feldenkrais nie były zbyt bezpieczne. Za przyzwoleniem caratu dochodziło do częstych pogromów żydów (scenariusz „Skrzypka na dachu” zawiera ślady tamtych wydarzeń). Nic więc dziwnego, że w wieku szesnastu lat Moshe wyjechał samodzielnie do Palestyny (wówczas nie było jeszcze Izraela). Tam zaangażował się w działalność terrorystyczną / wyzwoleńczą (sami sobie skreślcie, co bardziej odpowiada waszym poglądom politycznym), walcząc na zmianę z bojówkami arabskimi oraz armią brytyjską.

Siłą rzeczy tam też nastąpił jego pierwszy poważny kontakt ze sztukami walki. Moshe Feldenkrais wspomina to tak: „Był wśród nas chłopak z Niemiec, który znał jujitsu, więc udzielał nam lekcji i po jakimś czasie wszyscy byliśmy wielkimi ekspertami od jujitsu. Trenowaliśmy każdego wieczora. Ale potem jakoś zrobiło się nagle spokojnie na kilka miesięcy, walki ustały i chłopaki przestali trenować. Ale potem znów zrobiło się gorąco i rozpoczęły się walki. Okazało się, że tym którzy nie trenowali nic się nie stało, bo uciekali, chowali się i nic im nie było. Ale z tymi, co byli wielkimi ekspertami od jujitsu była inna historia. Ci walczyli gołymi rękami lub kijami przeciwko nożom i mieczom i połowa z nich albo zginęła, albo odniosła rany”.

walki w Palestynie

Moshe to ten niższy, wraz ze swoim przyjacielem, również uciekinierem z zachodniej Rosji, w czasach pobytu w Telawiwie. I te fryzury… nie wątpię, że nie jedna sziksa (jidysz שיקסע) za nim szalała.

Widać, że Feldenkrais zawiódł się na Jujitsu. Może nie na samej sztuce, bo twierdził, że jakby poświęcić odpowiednio dużo czasu, to można tą metodą stworzyć samuraja zabójcę. On jednak potrzebował czegoś, co w dwa miesiące zrobi z człowieka ulicznego zabijakę. Nie, nie użył tego słowa, ale to były takie czasy, jakoś samoobrona nie przechodzi mi przez klawiaturę.

Ja naprawdę nie wiem, jak to wyglądało na prawdę. Opieram się na pewnym wywiadzie, którego w późniejszym czasie udzielił Moshe Feldenkrais. Stwierdził on tam, że:

„Wtedy zebrałem grupę ludzi i atakowałem każdego z nich nożem jednocześnie to fotografując. Zaobserwowałem pierwszy ruch i odkryłem, że jeśli zaatakujesz kogoś na serio, nikt nie będzie stał nieruchomo i nie dostanie nożem. Każdy zrobi coś, by się obronić … A więc taka była idea, zaobserwować jaki był ten pierwszy obronny odruch, który każdy robi w czasie ataku.

izraelskie Jujitsu

okładka podręcznika

Opracowałem więc cały system obrony, na każdy rodzaj ataku, oparty na tych pierwszych odruchach, nie na tym, co myślisz, że powinno się zrobić, nie na tym, co decydujesz co zrobić, ale na tym, co faktycznie robisz, gdy jesteś wystraszony. I powiedziałem: ok zacznijmy trenować w taki sposób, że zaczniemy w momencie, gdy kończy się ten pierwszy spontaniczny odruch obronny. I będziemy trenować przez trzy miesiące tak jak poprzednio, potem zrobimy rok przerwy w regularnych treningach i po roku znów zobaczymy, jaka jest reakcja na atak. Oczywiście po roku okazało się, że wyuczony ruch obronny, był kontynuacją tego, mimowolnego, spontanicznego odruchu”.

Mniej więcej to samo mówił Imi Lichtenfeld, który  w latach trzydziestych stworzył kravmagę (taki izraelski combat).

Kim był Moshe i jaką miał pozycję w środowisku palestyńskich Żydów, że dokonywał takich badań i prowadził taki projekt? Te pytania pozostaną pewnie bez odpowiedzi. Choć może…. Chwila, bo ktoś gwałtownie puka do moich drzwi…

 

(na szczęście to tylko sąsiadka po cukier, ale stresik był 🙂 )

Niemniej jednak za pieniądze organizacji Hagana* (i to niemałe) usystematyzował swoją wiedzę i napisał książkę (z obrazkami oczywiście) o tym, jak robić krzywdę innym (w samoobronie, bo jakżeż inaczej 🙂 ). W tym samym wywiadzie, kilka zdań dalej czytamy, że te pieniądze dał im brytyjski pułkownik. Nawet wymienia go z nazwiska, co dziwne jest do kwadratu. Książka stała się podręcznikiem bojowców Hagany, a jej autor wyjechał do Francji studiować inżynierię i fizykę (uczyła go między innymi Maria Skłodowska-Curie, ta od mostu w Warszawie). On sam pisze, że w tym czasie miał dużo nauki i nie ćwiczył zupełnie. Aż do momentu, kiedy w Paryżu pojawił się Jigoro Kano.

Jigoro Kano

od prawej. Maria Curie-Skłodowska, Piotr Curie i Moshe Feldenkrais

Wykład pana Kano był wydarzeniem. Nie każdy mógł się na niego dostać, wstęp tylko z zaproszeniami. Feldenkrais oczywiście jako biedny Żyd-studencina, takowego nie posiadał. Ale miał przy sobie swoją książkę (taki egzemplarz autorski) i poprzez jakiegoś ochroniarza przesłał ją Kano. Chwilę później zdarzyło się coś dziwnego. Otóż drzwi się otworzyło i wyfraczony urzędnik japoński (wykład organizowała ambasada Japonii) zaprosił Feldenkraisa do środka. Po wykładzie Kano zaprosił nikomu nieznanego studenta na kolacje.

faktem jest, że się spotkali… Kano (po lewej) był starszy o czterdzieści cztery lata

Przy jedzeniu rozmawiali o tym, jak powstała książka Feldenkraisa. Kano, wyraził zdziwienie, potem zaciekawienie, a na koniec podzielił się konstruktywną krytyką: „Powiedział ‘to jest bardzo interesujące, ale popatrz, to co opisujesz tutaj (chwyt z duszeniem) jest niedobre’. A ja ‘jak to nie dobre, dlaczego nie dobre, z mojego doświadczenia nikomu nigdy nie udało się z tego trzymania wydostać, chyba że martwym’. Kano, na to ‘hmmm…, niedobre’. A ja na to ‘niedobre? Więc pokaż mi co w tym jest niedobre’“. Odważnie :). Szkoda, że nie dodał jeszcze: „cwaniaczku malynowy”.

Moshe Feldenkrais i Mikonosuke Kawaishi Demonstracja – Paryż 1938

Nie wiem, czy to prawda, czy jakieś przekłamanie w tłumaczeniu. Ale Feldenkrais twierdzi w wywiadzie, że Kano poprosił go o zajęcie się propagowaniem Judo w Europie. Faktem jest, że Moshe był jednym z pierwszych czarnych pasów w Europie i dla europejskiego Judo zrobił dużo. Jednak w chwili kiedy rozmawiał z Kano, nie wiedział o Judo nic, a jego rozmówca swoje dzieło traktował śmiertelnie poważnie. Jakoś nie wierzę w to, by Feldenkraisowi powierzono aż tak doniosłą misję. Niemniej jednak Moshe osobiście znał się z Jigoro Kano, wraz z większością ważnych dla Judo Japończyków. To nie podlega żadnej dyskusji, jak i to, że miał w tej sztuce czarny pas, i że szkolił się u najlepszych.

Moshe Feldenkrais

W czasie II wojny światowej Feldenkrais pracował w Wielkiej Brytanii (między innymi nad sonarami), tam doznał poważnego wypadku, w wyniku którego rozwalił sobie kolano. Miał duże problemy z poruszaniem się. Korzystając ze swojej rozległej wiedzy z wielu dziedzin, rozpoczął eksperymenty który sam bym głównym królikiem doświadczalnym. Uczył się ponownie chodzić, wykorzystując do tego innowacyjny proces uzyskiwania dostępu do sił centralnego systemu nerwowego. Brzmi dziwnie, ale jego nauki stosują obecnie na całym świecie (wiem, powszechność metody nie świadczy o jej pozytywnym działaniu, daje jednak do myślenia).

W zasadzie to miałem napisać o jednej z książek opisujących metodę Feldenkraisa (jego autorstwa). Ten tekst jest już wystarczająco długi. Pojechałem z tym wstępem, napiszę więc o niej następnym razem.

PS. Po czasie przypomniałem sobie, że miasto Sławuta (miejsce urodzenia naszego bohatera) już się kiedyś przewinęło na forum tego bloga. Przy okazji opisywania parku Kaskada. Otóż, we wspomnianym parku, funkcjonował zakład kumysowy. To coś jakby sanatorium leczące kefirem (i to, nie tylko kaca).  Początkowo nie bardzo wiedziałem, co to jest. Zainteresowało to też Jiuzhizi. Najczęściej pojawiający się link mówi o podobnym zakładzie mieszczącym się właśnie w Sławucie. Przypadek? NIE SĄDZĘ ;). I jak tu nie wierzyć w spisek iluminatów?


  • Hagana – duża żydowska organizacja paramilitarna. Początkowo o charakterze typowej samoobrony, później jednak zajmowała się również działalnością odwetową i podejmowała działania ofensywne. W 1948 weszła w skład sił wojskowych Izraela.
Krzysztof Operacz

KO

Autor niniejszego bloga

4 thoughts on “Judoka ze Sławuty

  • 04/01/2020 o 19:00
    Permalink

    Leczenie kefirem wprowadzili obcy z konstelacji Liry podczas drugiego kontaktu w Nowym Meksyku. Z tym Jogiro natomiast, to musi być przebitka ze wszechświata równoległego ;))

    Odpowiedz
    • Krzysztof Operacz
      04/01/2020 o 20:24
      Permalink

      Istnieje nieskończona liczba dwuwymiarowych światów równoległych zamieszkałych przez płaszczaki. W niektórych z nich opanowano technologię podróży międzywymiarowych korzystając z DNA niesporczaków. Są rzeczy które nawet na strunach się nie mieszczą.

      Odpowiedz
  • 04/01/2020 o 19:54
    Permalink

    Czutalem czytalem i zastanawialem się czy to ten v od kręgosłupa czy nie…ale na szczęście doczytałem 🤗

    Odpowiedz

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: