Jak w Casino de Paris

Była impreza. Oczywiście treningowa. Imprezy wysokoprocentowe coraz rzadziej są moim udziałem. Wizja zmarnowanego następnego dnia jest wystarczająco odstraszająca.

Imprezę zorganizował Rodor i chwała mu za to. Nie pisałem wcześniej bo naprawdę nie chcieliśmy tłumów – po pierwsze, a po drugie:  tą niewielką pulę biletową wyczerpaliśmy w kilka minut.

Wystarczyły dwa hasła: Marcin Bąk i La Canne. Marcin, jak już pisałem wielokrotnie, gwarantuje całkowity profesjonalizm w prowadzeniu zajęć, obszerną wiedzę (zarówno teoretyczną jak i praktyczną) z wielu dziedzin oraz chęć dzielenia się nią. Przy wymieszania tych zalet treningi z nim muszą się udać. Jeśli już miałbym już się przyczepić to znajduję u niego dwie wady. Jedna to nazywanie technik w języku francuskim. A jest to język który toleruję ale tylko w damskim towarzystwie. Drugą wadą jest to że nie jest on nauczycielem Kung Fu. Ileż bym dał żeby uczył jakiejś odmiany Tai Chi, naprawdę byłby świetnym nauczycielem także w tej dziedzinie. Ale los chciał inaczej. Nic to, jak to mawiał pan Wołodyjowski.

Po prawdzie może to i lepiej, że Marcin nie zajmuje się „chińszczyzną”. Wtedy nie wyściubił bym nosa poza azjatyckie sztuki walki. A tak… trochę zachodniej kultury człowiekowi nie zaszkodzi.

La Canne – to poprostu walka laską spacerową. Laska jako element stroju od wieków, noszona dla wygody i szpanu. W czasach, kiedy noszenie broni białej stawało się passe, laska stała się naturalną alternatywą.

każda sroczka swój ogonek chwali

W obecnych czasach laska stała synonimem starości i choroby, a tak być nie powinno, bo to nadal może być eleganckie uzupełnienie dresu… chciałem powiedzieć: męskiego ubioru.

szermierka

I tak w niedzielny poranek spotkaliśmy się w salce na Kleczewskiej by pomachać laskami. Sala nie zmieniła się poza tym że zniknął ten zdradliwy garb z wypaczonych klepek.

Marcin pokazał nam kilka podstawowych ćwiczeń i tak zwanych „drilli”. Wszystko to skierowane było do ludzi, o których wiadomo było że regularnie na zajęcia chodzić nie będą, bo raczej robią inne rzeczy. Ale pewne rzeczy poćwiczyć możemy, bo to wspólne jest. Było też o tyle łatwiej, że wszyscy mieliśmy jakiś background.

Poruszanie się jest identyczne jak w boksie, zasada niekrzyżowania nóg jest uniwersalna, a zasłony już kilka razy poćwiczyliśmy na innych spotkania z Marcinem. Teorii już nawet nie musieliśmy wysłuchiwać (choć słuchanie Marcina to frajda), bo to też już było.

Marcin doglądał każdego korygując technikę…

Co to ma wspólnego z Tai Chi? Nie będę ściemniał, że ma zbyt dużo. Przyjechaliśmy poćwiczyć sensowne techniki z bardzo dobrym nauczycielem, chcieliśmy by to było francuskie La Canne. Marcin co prawda, często powoływał się na przykład Tai Chi, namawiając nas do wolniejszego ćwiczenia – chciał pewnie lepiej do nas trafić. Właściwie niepotrzebnie, bo nas, Taikikowców, na sali była mniejszość.

La Canne

Dobra, na siłę jakąś analogię mogę znaleźć. Od jakiegoś czasu krótki kij zaczął się w Tai Chi pojawiać. Czytałem, że ma to dużo wspólnego z faktem starzenia się ludzi ćwiczących. Formy z laską, czy też ćwiczenia Qi Gong z laską stają się coraz bardziej popularne.

Jedną z takich form ćwiczą w Fundacji Dantian. Nie wiem jaka jest historia tej formy w przekazie Lao Jia. ale wygląda ona sensownie. Co, dla mnie najważniejsze, Janek uczy zestawu ćwiczeń wstępnych. niektóre z tych ćwiczeń są identyczne z tym, co pokazywał nam Marcin. Czegóż się można było spodziewać? Tu kij i tam kij… a ręce mamy identyczne.

Na koniec zajęć mieliśmy jeszcze krótkie impresje pod tytułem „Pałka kontra nóż”. Marcin z każdym z nas odbył dwa mini sparingi. W tej części naćwiczył się najwięcej z nas wszystkich. Niech chłopak też ma coś z treningu, ja mu nie żałuje. Nie tylko gadać i gadać.

Nasza gromadka

Ostatnie dziesiecminut tradycyjnie poświęcilimyśmy na szermierkę Go On. Fajna i pożyteczna zabawa. Wszem i wobec informuję, że tradycyjnym pojedynku KO versus Rodor wygrał lepszy czyli (werble) KO. Całe trzy do dwóch, choć lekko nie było. Rodor próbował nawet atakować z „apelem” (taka technika szermiercza), ale nie dałem się. Przy okazji okazało się że mój repertuar technik szabli jest ograniczony do przeciw natarcia krótkim cięciem na głowę. No cóż, jak na nietrenowanie szermierki szablą to i tak nieźle. Nie było też komu tego nagrać, ale Rodor człek honorny i pewnie się nie wyprze.

To co? Do następnego takiego spotkania.

4 myśli na temat “Jak w Casino de Paris

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: