Inne widzenie Tai Chi – part VI – przekaz mistrza Cheng Man Chinga

Dziś następny przekaz, który jest na tyle inny od poprzednich, że czasami trudno uwierzyć w jakiekolwiek pokrewieństwo form. Na tapetę wchodzi przekaz mistrza Cheng Man Chinga.

Pierwszy raz spotkałem się z nim na początku mojego praktykowania. Pewnie dlatego nie potrafiłem go docenić. Formę według nauk Cheng Man Chinga prezentował pewien Niemiec — Nils Kluge. Gość tak chu… tj. szczupły, że aż chciało się go wieczorami dokarmiać. Jego forma zupełnie mnie nie zachwyciła. w przeciwieństwie do pchających rąk. Zupełnie inne wyobrażenie miałem o tym, jak powinien wyglądać “dobry” ruch w formie. Tamto było jakieś takie zwięęędłe, bez sensu i w ogóle to nawet na pierwszy stopień on by nie zdał. I jeszcze uczą się jakiejś bezbożnej formy 37 pozycji, zamiast uczciwie trenować prawilne 108.

Ale zanim przejdę do konkluzji, to może słów kilka o twórcy stylu, czyli Cheng Mang Chingu.

dwa oblicza mistrza Chenga

Urodzony w roku 1902, jeszcze za czasów Cesarstwa, zmarł w wieku 73 lat w rok po sukcesie “Orłów Górskiego” (pewnie nie miał o tym nawet bladego pojęcia). Jest pochowany na Tajwanie nieopodal stolicy Tajpej, następnym razem jak tam będę, to nie omieszkam podjechać.

Typowy człowiek renesansu — ze względu na jego umiejętności w pięciu klasycznych dziedzinach wiedzy (medycyna chińska, Tai Chi Chuan, kaligrafia, malarstwo i poezja) nazywany był: “mistrzem pięciu doskonałości”.

Mistrz Cheng bardzo szybko stracił ojca, był wychowywany przez matkę, która uczyła go zbierać lecznicze rośliny. Bardzo wcześnie rozpoczął też swoją edukację. Jako dziecko trafił do znanego chińskiego malarza (jego nazwisko i tak nam nic nie powie 🙂 ) i rozpoczął terminowanie. Pierwsze jego zadania ograniczały się do mielenia atramentu i innych tego typu robót. Z wiekiem jednak osiągnął w malarstwie bardzo wysoką pozycję. Zaczął wykładać na ichniejszych Akademiach Sztuk Pięknych.

tu już jako uznany malarz

Jako dziecko był chorowity (no a jakżeż inaczej). Po uderzeniu spadającą dachówką kilka dni spędził w śpiączce. Qrczę, ja kiedyś biegając w przedszkolu z czapką naciągniętą na twarz, potknąłem się o ławkę, ale mnie wystarczyło powyciągać resztki czapki z obtarć i pomalować twarz gencjaną. No, nie będę ja nigdy mistrzem.

Oprócz nauk z dzieciństwa Cheng Man Ching przeszedł formalne chińskie szkolenie medyczne. I tu nastąpiło pierwsze wydarzenie, które świadczy o jego geniuszu i wszechstronności. Kiedy uczył malarstwa w Szanghaju, jeden z jego przyjaciół zachorował i nijak nie mógł znaleźć dobrego lekarza. Normalnie żadna teleporada nie przynosiła mu ulgi. Cheng Man Ching wypisał złożoną receptę, po której przyjacielowi przeszło jak ręką odjął. Legenda głosi, że pewien znany i emerytowany lekarz, kiedy zobaczył tę receptę, stwierdził, że jej wyrafinowanie i błyskotliwość świadczy o wyjątkowym talencie i kompetencjach piszącego. Lekarz ten domagał się kontaktu z autorem owego “dzieła” (jak to wyrafinowanie? Czy on to walnął dwunastozgłoskowcem?). Wojna spowodowała, że dopiero kilka lat później obydwaj panowie się spotkali i Cheng Man Ching miał szansę studiować chińską farmakologię na najwyższym poziomie.

profesor Cheng Man Ching (w środku) z czasów wykładania malarstwa w Szanghaju

Wiedza ta przydała mu się bardzo. W roku 1930 praktykował jako lekarz. Jedną z jego pacjentek była madame Yang, żona Yang Cheng Fu. Cheng Man Ching leczył ją na tyle sprawnie, że ta w rewanżu załatwiła iż ulubiony medyk, trafił na nauki do jej mistrzowskiego męża. Cheng był już zaawansowanym praktykiem, więc nie musiał uczyć się od zera. Na naukach u Yang Cheng Fu spędził sześć lat, aż do śmierci swojego mistrza w 1960 roku. Nazywany był jego ostatnim wielkim uczniem.

To właśnie Cheng Man Chingowi przypisuje się autorstwo drugiej książki mistrza Yanga (Essence and Applications of Taijiquan, 1934).

Po 1936 roku uczył Tai Chi Chuan w Centralnej Akademii Wojskowej, chińskim odpowiedniku West Point. Mam nadzieję, że to nie z tego powodu Chińska Armia poruszała się tak powoli ;). Wiem, suchar niczym u Strasburgera, ale nie mogłem się oprzeć.

W 1946 roku ukończył pracę nad skróconą 37-ruchową wersją tradycyjnej formy stylu Yang i napisał rękopis swojego sztandarowego dzieła: “Trzynaście rozdziałów” (jest przetłumaczone na język polski).

w okresie tajwańskim, za stołem z przyjaciółmi

W 1949 jak większość ludzi w jakikolwiek sposób związanych z Republiką Chińską, uciekł na Tajwan. Tam uczył Tai Chi Chuan, wykładał poezję i malarstwo. Pewne źródła mówią też o tym, że był “nadwornym” nauczycielem żony Chiang Kai Sheka (uczył ją malować lotosy) oraz osobistym lekarzem jej męża.

ślubne zdjęcie prezydenckiej pary

Już na Tajwanie dopracował się kilku znanych uczniów: Robert W. Smith , TT Liang, William CC Chen , Huang Sheng Shyan (o niektórych z nich już pisałem).

W 1964 roku przeniósł się do USA i tam dopiero, na całego, zaczął uczyć białasów sztuki powolnego machania łapkami. Wydał kilka książek (pomagał mu też T.T Liang), nagrał mnóstwo (jak na owe czasy) filmów i wykładów (nie wszystkie o Tai Chi), które nadal są dostępne.

Jego forma 37 ruchów nigdy nie została zaakceptowana przez rodzinę Yang i z tego powodu mistrz Cheng miał jakieś krzywości, ale szczerze: kogo to? Osobiście znam jedną osobę przejmującą się takimi szczegółami.

Tyle o samym mistrzu. Dużo tego, ale to popularny człowiek był i dużo o nim wiadomo. Poza tym ciekawe życie miał.

Jaka jest jego forma… To już zapraszam na projekcje. To nie jest wykonie mistrza, ale podobało mi się (teraz, bo jeszcze dziesięć lat temu bym to wyśmiał — łoj, jaki człek durny, jak młody i mu hormony szaleją…).

I co? Tak jak napisałem rozlazłe, bezjajeczne i takie brzydkie na maksa. Ale teraz czuję, że dobre. Zresztą co tu dużo mówić. W Polsce przedstawicielem tej gałęzi Tai Chi jest Tomek Nowakowski, które jestem fanem. I on sam kiedyś, poproszony o krótką demonstrację, powiedział: “Ja nie lubię pokazywać tej formy, bo ona jest taka niereprezentacyjna, zewnętrznie nieciekawa”. Zapisałem to sobie.

Ale mimo to jest w niej to coś. Teraz oglądając, widzę w niej nawet pewne elementy, który spotkałem w formie San Sou, tej szybkiej i dynamicznej. No więc, niewidowiskowa ale fajna. Może nie dla każdego, bo ćwicząc ją na trawniku wzbudzimy co najwyżej politowanie u przechodnia albo zainteresowanie służb zdrowia. Nie ćwiczcie jej też w czasie apokalipsy zombie bowiem jej ruchy przypominają mi nieco sposób poruszania się tych krwiożerczych istot.

fajna fotka z czasów amerykańskich, na CJF czasami robimy to samo

No, dworuję sobie trochę. Przede wszystkim wyśmiewam się z siebie i ze swoich skojarzeń, które miałem kiedyś. Naprawdę uważam, że to zarąbity przekaz, mimo że na pierwszy rzut oka lamerski na maksa. Mimo że pozycje krótkie wysokie, i że ciężko w tym znaleźć jakiekolwiek elementy zastosowań. I że to wszytko jest nieoczywiste. Na dokładkę wygląda to tak, jakby zaraz miał ich porwać wiatr, bo znani mi adepci tego stylu obwód talii mają chyba mniejszy niż ja uda.

Poniżej jeszcze dość długi film z doktorem Cheng Man Chingiem (coś czuję, że chrzanię pisownie na maksa). Wytrzymajcie do końca i zobaczcie, co tam się dzieje.

Toż to zupełnie nietajciowe jest. Prawda.

Tak przy okazji. Bo teraz będzie lokowanie produktu. Na platformie Tao Move, Tomek Nowakowski rozpoczął naukę 37 ruchowej formy według przekazu mistrza Changa. Zastanówcie się, może warto poznać ten nieco dziwny styl. Dziwny, ale osoba Tomka gwarantuje, że nie będzie to nietrafiony wybór. Treningi są we wtorki o 18:30. Do it!!! Enjoy!!!

mistrz Cheng dogląda treningu pchających dłoni
Krzysztof Operacz

KO

Autor niniejszego bloga

2 thoughts on “Inne widzenie Tai Chi – part VI – przekaz mistrza Cheng Man Chinga

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: