Inne widzenie Tai Chi – part VII – Styl Xiong

Na ślad istnienia stylu Xiong wpadłem przypadkiem, grzebiąc sobie w YouTube. Taaak, wiem, można czas spędzać w bardziej pożyteczny sposób. Mogę jednak odeprzeć ten zarzut, że lepiej w necie niż w… no dobra, nieważne w czym. Czasami lubię podążać za proponowanymi filmami. I tym razem YT zaproponował mi film, jakich wiele. Chińczyka demonstrującego technikę z formy i omawiającego sposób odpychania się stopą od ziemi. Wiedziałem już tego wiele. Niby wiem, że trzeba odepchnąć ziemię od siebie (tak, to nie błąd — tak to właśnie rozumiem), ale oglądanie filmów i kiwanie nad nimi głową, to zupełnie co innego niż fizyczne zrozumienie zjawiska. Ja chyba nigdy w życiu nie będę pewien, czy to robię dobrze.

Ale dobrze, nie o tym miało być. Okazało się, że ów nauczyciel podsunięty mi przez wszechmocny algorytm (niech bajty będą mu niczym gwiazdy na niebie) to Huang Guozhi. Tu pojawił się problem, bo nic nie mogłem o nim znaleźć. Dopiero Jiuzhizy wyjaśnił mi zawiłości stosowania chińskich imion. Jest bowiem tak, że Chińczyk może (nie wiem, jak to jest prawnie załatwione) w wieku dwudziestu lat wybrać sobie imię. Niby tak jak u nas, osoby praktykujące na bierzmowaniu wybierają sobie imię, ale w zasadzie nikt tego potem nie używa. W tym przypadku jest inaczej… pan Huang używa częściej tego samodzielnie wymyślonego.

W zasadzie powinienem pisać Doktor Huang, bo gość jest naukowcem (zdaje się chemikiem) i udziela się na różnych uczelniach. To jednak nieważne — obejrzałem kilka krótkich filmów z całego dużego zestawu. Podobają mi się jego pozycje i atmosfera treningów. Szczególnie do gustu przypadł mi film, pokazujący rutynową technikę pchających dłoni. Bardzo, bardzo fajną. Coś podobnego (przynajmniej wizualnie) ćwiczyliśmy w YMAA.

Ale najbardziej zaintrygował mnie styl praktykowany przez doktora Huanga. Styl nosi nazwę Xiong i wcześniej o nim nie słyszałem (choć okazało się, że widziałem na filmach). Tak! Już trochę w życiu słyszałem, ale nadal większość treningowego świata to dla mnie nowość. Niestety już tak jest, ja wychowany na książkach o Tai Chi, długo byłem świadom istnienia tylko czterech stylów, czyli: Chen, Yang, Sun i Wu. Nawet w tym ostatnim przypadku — niby słyszałem, że istnieje północna i południowa odmiana, ale to już było jak bajka o żelaznym wilku. Absolutnie nie wiedziałem, czym się różnią. Bo przecież jak coś się nazywa tak samo, to jak to może być coś innego :)?

Przekonanie się, że istnieje maaaaaasa niewielkich odmian w ramach tych rodzin było dla mnie wielkim odkryciem. A teraz ponoć jako główne style rodzinne wymienia się osiem podstawowych odmian Tai Chi…

Kim był ów mistrz, założyciel „dynastii” Xiong? Xiong Yanghe — urodzony w 1889. Treningi rozpoczął pod okiem swojego ojca, który był oficerem wojska (internety podkreślają, że u schyłku dynastii Qing, ale nie wiem, czy to cokolwiek zmienia). Potem ćwiczył u innych mistrzów, których nazwiska nic mi nie mówią — zrozumiałem tylko, że ćwiczył ogólnie pojmowany Shaolin i Jiangnan Taijiquan (znów cokolwiek to jest, czy to Taiji to to samo co Tai Chi? Mimo że wygląda na to samo). W wieku lat dziewiętnastu uchodził za dobrego w walkach na lej tai (platformie — takim ichnim ringu tylko bez lin) gdzie zdobył przydomek „Pierwsza nogą” – co oznacza, że był szybki w kopaniu. Przypisuje mu się jednym kopnięciem zdemolowanie ściany treningowego pawilonu. Off topic — w Legii jest teraz taki Brazylijczyk i on ma tzw. „szybką nóżkę” to znaczy, że jest zawsze pierwszy przy piłce. Tylko że teraz to właśnie jego kopią. Takie czasy mamy…

mistrz Xiong za młodych lat, w mundurze

Wróćmy. W 1930 Xiong Yanghe przegrał jedną z walk (sportowych?) z kimś o nazwisku Hu Pu’an (przedstawiciel stylu Yang, przy okazji Minister Spraw Obywatelskich prowincji Jiangsu) i doszedł do wniosku, że jeśli ktoś jest od niego lepszy, to warto się od niego uczyć. Zaprosił więc do siebie pana Hu jako nauczyciela i wraz ze swoim przyjacielem rozpoczął poznawanie form, pchających dłoni i reszty ciekawych rzeczy.

Później Xiong Yanghe skorzystał z rzadkiej okazji, by nauczyć się Tai Chi San Shou (czyli znanej nam już formy podwójnej) i innych umiejętności bokserskich od Yang Jian Hou, drugiego syna Yang Lu Chana, kiedy ów przejeżdżał przez hrabstwo Funing w podróży służbowej. Swoją drogą… cóż to były za fajne delegacje i ile one trwały?

Dopiero wtedy pan Xiong zdał sobie sprawę z istoty Tai Chi i od tego czasu nie szczędził wysiłków w nauce i praktykowaniu. Ostatecznie styl Xiong nie tylko zawiera esencję kilku starych przekazów Tai Chi, ale jest także esencją wielu innych tradycyjnych sztuk walki, zwłaszcza stylu Shaolin. Znaczy się pan Xiong wrzucał do gara wszystko i mieszał niczym Rosjanie w swojej słynnej zupie rybnej. Chyba go już lubię.

To tyle, jeśli chodzi o źródła, z których czerpał pan Xiong. Można tylko dorzucić, że razem z ojcem w latach trzydziestych organizował milicję, która miała strzec okolicy, i był jej aktywnym członkiem. Podobno, w czasie pacyfikowania band wsławił się wykopywaniem drewnianych słupów spod budynków. Ja tam nie wiem… tylko cytuje.

Za czasów wojny z Japonią pełnił funkcję szefa policji swojego hrabstwa. Potem przeniósł się na Tajwan (według jednego źródła w 1938, według drugiego dziesięć lat później), tam do końca życia był cenionym nauczycielem i popularyzatorem Tai Chi. Może to nieważne, ale myślę, że uciekł na Tajwan w 1949, bo jeśli walczył z Japończykami, to ten 1938 wydaje się być nieprawdopodobny.

Zmarł w wieku 94 lat w 1981 roku. Mistrz Xiong był autorem książek o swojej wersji Tai Chi. Również o sztuce szabli, miecza, pchających rąk w miejscu i w poruszaniu, sparingów kontaktowych Da Lu, i innych. Jego forma charakteryzuje się rozszerzeniem z pierwotnych 108 pozycji do 111, oraz pewnymi modyfikacjami kierunków ruchu w stosunku do pierwotnego stylu Yang. Chodziło o ruchy przód, tył. Dlatego Tai Chi wywodzące się z jego przekazu nazywa się stylem Xiong. Mistrz Xiong całe swoje życie poświęcił studiowaniu i promowaniu chińskich sztuk walki. W rzeczywistości jest powszechnie uznawany za jedną z najbardziej wpływowych postaci, jakie kiedykolwiek nauczały Tai Chi na Tajwanie.

Ja wiem, że można powiedzieć, że to na wyrost, że w zasadzie to styl Yang, tylko dziwnie robiony (to znaczy ze specyficzną manierą). Jeśli naprawdę mistrz Xiong był takim wieloletnim propagatorem i odcisnął na tym przekazie swoje ja nadając mu specyficzny chcarakter, to czemu go w ten sposób nie uhonorować?

Cóż widzę na tym filmie? Nagranie powyżej pochodzi z 1977 roku. Widzimy tam człowieka ćwiczącego w relatywnie wysokich i swobodnych pozycjach, co przy wyjątkowym wzroście ćwiczącego daje efekt „brzydoty” ruchu, takiej niezgrabności. Mam jednak w pamięci fakt, że ów człowiek w chwili wykonywania formy miał osiemdziesiąt cztery lata. Widać, że czasami kroki wykonuje na raty, ale… jeśli będę miał taką mobilność w tak dostojnym wieku, będę zadowolony.

Xiong Yanghe

Zastanawia mnie „wąskość” pozycji. Jeszcze większa niż w przypadku przekazu mistrza Yang. Tu stopy są ustawione praktycznie na jednej linii. A mimo wszystko ćwiczący zachowuje stabilność.

Nie widzę tych dodatkowych ruchów, o których wspominają biografowie mistrza. Może dla mnie są one tylko dodatkowymi wersjami wcześniej znanych mi już ruchów? W internetach piszą, że przekaz Xiong jest dowodem na to, że przed Yang Cheng Fu wszystko wyglądało inaczej. Szczególnie do gustu przypadła mi forma podwójna. Na filmie poniżej widzimy ćwiczących dwóch uczniów mistrza Xionga (on sam na filmie w kapeluszu i z laseczką). Maniera wykonania jakże inna niż w znanej mi wersji formy podwójnej, ale ma w sobie głęboką ideę. Jak będę (kiedykolwiek) w jego wieku, też będę używał laseczki do dyscyplinowania uczniów i kapelusza do sprawiania wrażenia mniej awanturującego się.

Wracając jednak do pierwszego filmu. Obejrzyjcie go do końca. Ostatnie kilkadziesiąt sekund, po niepokojąco długim obrazie technicznym, przedstawia mistrza Xionga przeglądającego własną książkę (zapomniał kolejności ruchów?), a potem ćwiczącego coś… czego nie umiem nazwać. Co to jest? Może kiedyś się dowiem… Przypomina mi pewną praktykę CJF, ale to pewnie moja chora żądza widzenia we wszystkim podobieństw.

KO

Autor niniejszego bloga. Może nie jestem mistrzem, ale piszę o tym co robię i co mnie fascynuje. Jestem fanatykiem spędzania czasu na ćwiczeniach różnych ciekawych systemów treningowych. Ćwiczę Tai Chi, Qi Gong, Chuo Jiao Fanzi, łuk, bicz, rzucanie nożem i w zasadzie co się da... Jeśli chcesz ze mną poćwiczyć daj znać...

6 komentarzy do “Inne widzenie Tai Chi – part VII – Styl Xiong

  • 02/05/2021 o 00:30
    Permalink

    Jiangnan Taijiquan (江南太极拳) to najpewniej taijiquan ćwiczone w regionie południowego Jiangsu i Zhejiangu. Jiangnan dosłownie znaczy „na południe od Rzeki”, Długiej Rzeki (Jangcy). Można w uproszczeniu powiedzieć, że chodzi o okolice Szanghaju.

    Odpowiedz
  • 02/05/2021 o 00:36
    Permalink

    Pierwsza Noga Funing rozwaliła pawilon (ulepiony z gliny pewnie;), ja zaś wykopałem w kosmos zatrzaśnięte na amen drzwi Fabryki Pierogów Cheng na Targówku Przemysłowym wzbudzając podziw Chenga i pana Mariana (zaopatrzenie) – nie wiem czy to ważne 😉

    Odpowiedz
    • 02/05/2021 o 18:16
      Permalink

      Jest taka prośba, byś przekazał obuwie, które miałeś wtedy na sobie na rzecz muzeum Twojego imienia. A swoją drogą to będzie świetny element wpisu o Twojej wersji Tai Chi.

      Odpowiedz
  • 02/05/2021 o 18:56
    Permalink

    ..tam mojego imienia.. Do Muzeum Hexi Taijiquan (河西太极拳) czyli Na Zachód od Rzeki. Niech się później głowią, czy Ty też to ćwiczyłeś ;p

    Odpowiedz

Leave a Reply to KO Cancel reply

%d bloggers like this: