Akademia On-line
Song - rozluźnienie po chińsku


Wykład i praktyka

Nowa nabór na trening Tai Chi
Warszawa Powiśle


kameralna grupa

Skaryszewskie spotkania
z Qi Gongiem


(Działamy dalej!!!) w każdą środę 10:30-12:00

Fair play

Każdy z nas ma w swoim życiu takie chwile, w których usiłował grać wielkiego fachowca, pomimo że jego wiedza nie była kompletna. Coś tak na kształt: „Nie wiem, ale się wypowiem”. I ja takie miałem, pewnie nawet częściej niż sobie to uświadamiam. Dziś miałem możliwość zweryfikować moją opinię sprzed lat.

aaa… będzie o Tai Chi i treningu, wytrwajcie…

A to było tak: bociana dziobał szpak…

(Przeszłość) – Dawno temu, w najlepszych latach for internetowych, to znaczy w czasach, kiedy służyły one do dyskutowania, bo obecnie już praktycznie są martwe. Na forum założonym przez nieodżałowanego Tomka Grycana, padło pytanie o możliwość ćwiczenia za pomocą komputera. Och, jak ja to wyśmiałem, że to poroniony pomysł. Pojechałem po gościu, za co się wstydzę, bo wiem, że zrobiłem to po to, by wykazać swoją wątpliwą wyższość… najgorsze, że sprawiło mi to frajdę. Niedobrze…

czy dożyjemy wirtualnej rzeczywistości?

… a potem była zmiana i szpak dziobał bociana

(Teraźniejszość) – Z okazji dnia dziadka brałem udział w występach Najmłodszego. Najmłodszy (czyli KO trzeci) śpiewał, recytował i wykonywał skomplikowany układ taneczny. Coś pomiędzy „omiataniem kolana”, a „piękną panią tkającą na czółenku”. Podobnie jak młoda przedszkolanka, która to wspomagając dziatwę, bujała się akurat na wprost mnie… naprawdę było przyjemnie. Oczywiście, ze względu na obecność najmłodszego…

Ale dobra, nie o tym. Po tej całej imprezie podjechałem jeszcze do Młodego (KO drugi) na kawałek ciasta.

  • Może zagrasz ze mną na konsoli? – padła propozycja Młodego.
  • Zwariowałeś? Ja i konsola? – prawda jest taka, że nie ogarniam już tych rozrywek
  • No, byś wypróbował w końcu ten boks…
manipulatory – prawie jak kastety

No, tak… Już od dawna Młody opowiadał mi o pewnej grze na konsolę. To trening bokserski. Nawet miałem ochotę spróbować. Dostałem do ręki dwa niewielkie pady i zaczęliśmy. Gra polega na wykonywaniu poleceń wirtualnej instruktorki. W pierwszym kroku wybieramy instruktorkę (a wybór jest spory) i możemy ją spersonalizować — wybierając ciuszki. Niektóre opcje są, niestety, dodatkowo płatne. Potem mamy trening podstawowy. Awatar powoli pokazuje jak wygląda uderzenie. Omawia pracę ręki, biodra, stopy. Spróbowałem nauki lewego oraz prawego prostego i sierpowego. Trzeba przyznać, że te lekcje niewiele różniły się od instrukcji dostępnych na Youtube. Edycyjnie były nawet od większości lepsze. Jeśli te krótkie klipy, oglądane na ekranie komputera, nikogo nie dziwią i są traktowane jako fajna pomoc w treningu, to dlaczego miałbym się krzywić na rysunkową ticzerkę? Szczególnie, że miała ona dwie dodatkowe zalety. Po pierwsze – fajnie się ruszała (bardzo sugestywnie — pamiętacie przedszkolankę?) po drugie – aplikacja (w przeciwieństwie do YT) wymagała ode mnie powtórzenia ruchu. Jak? Ano pady, które trzymałem w dłoniach, wyczuwają ruch — prędkość, czas, trajektorię ruchu. To obecnie bardzo proste technicznie do realizacji – potrafi tak każdy smartfon (o jakości reakcji opowiem później).

kiedyś tak to wyglądało

Po przejściu nauki wstępnej następuje lekcja właściwa. Wygląda ona tak, że moja internetowa ticzerka bujała się na ekranie (pamiętacie o… a zresztą…) dyktując tempo przenoszenia ciężaru z nogi na nogę i dodatkowo, co jakiś czas, pojawiało się polecenie wykonania uderzenia. Jeśli zmieściłem się w czasie reakcji pojawiał się komunikat „Excelent”, a Sara pokazywała OKejkę… jeśli spóźniłem się trochę -komunikat nie był już taki entuzjastyczny. Kiedy jednak przespałem Sara wydawała się martwić stanem mojej kondycji.

Drugi etap był złożony z kombinacji. Na początek dwa ciosy, sygnalizowane różnymi ikonami, aż do czterech ciosów, które, jeśli chciałem zadowolić Sarę, musiałem zrobić naprawdę szybko.

… a potem były dwie zmiany

Grałem tylko na poziomie podstawowym, ale jeśli chciałem robić techniki uczciwie, musiałem włożyć w zabawę sporo wysiłku. Jak wyglądała kontrola moich ruchów? Średnio. Tak naprawdę dobrze kontrolowany był tylko timing. Gorzej było z trajektorią ruchu ręki, wystarczyło machnąć jakkolwiek, a gra zaliczała cios. Owszem, odróżniała lewy od prawego, ale już sierp od prostego dużo gorzej. Nie pilnowała też pracy nóg. Przypominam, że graliśmy na poziomie podstawowym. Może na wyższych poziomach kontrola jest dokładniejsza? (Młody mówi, że raczej nie). Mam nadzieję, że następne poziomy dają nieco więcej możliwości, poza dodatkowymi ciuszkami dla trenerki (albo możliwością pozbywania się ich). Ciekawostką jest to, że w przeciwieństwie do zajęć, na których bywałem, Sara wymagała ode mnie pracy zarówno w lewej, jak i w prawej pozycji.

boom, boom, boom… pobudza wyobraźnię

Świetnie się we trzech bawiliśmy. Ja z Młodym na zmianę wykonywaliśmy ćwiczenia, a Najmłodszy robił printskriny…. Młody wygrał… Maszynka oceniła jego „fitness age” na 22 lata, mój na 33, no ale startowaliśmy z innych poziomów.

Tylko, że to tak trochę jak na treningu. Powiedzmy, że nasz nauczyciel wymaga od nas wykonywania jakiegoś ćwiczenia, a my albo robimy to z pełnym zaangażowaniem, albo po prostu olewamy i robimy na odpierdziel. Żywy trener, oczywiście, może to wyłapać, zmienić ćwiczenie, coś wyjaśnić lub może zmienić ćwiczenie, opieprzyć lub nawet wywalić z sali. Jednak tak naprawdę, to od nas zależy, jak będziemy ćwiczyli. Choć znam osoby, które potrafią oszukiwać w sposób niemal idealny. To prawie jak w tej grze. Jeśli będziemy wkładać w kombinacje energię i siłę, to czym to się będzie różniło od boksu z cieniem? Oszukiwać można i na sali, i przed konsolą. Uczciwie ćwiczyć też. Starać się powinniśmy dla siebie. Wiem, że tę grę da się przejść z pośladkami na kanapie, ale można też spocić się jak szesnastolatek w sklepie z damską bielizną.

… i bocian był znów dziobany.

Kiedyś wyśmiałem pytanie o możliwość ćwiczenia za pomocą komputera. Co wiem dziś? Jeśli przez te piętnaście lat nastąpił taki postęp, to jestem w stanie sobie wyobrazić, że już niedługo Sara będzie w stanie (oceniając parametry ruchu i ustawienia ciała) skorygować poprawność i siłę techniki. I na przykład pokazać ruch bioder z różnych stron (pamię… dobra…. muszę to przemedytować) i nie zmęczy się, nie zirytuje. Ja wiem, to nie żywy człowiek, ale obawa przed irytacją trenera może być bardzo inspirująca. Że łatwo ją oszukać? Na jasny gwint, oszukiwać samego siebie? To najgłupsza rzecz, jaką można zrobić na treningu.

Nie twierdzę jednak, że to ma być podstawowa metodyka. Ale jako pomoc naukowa. Przypominam, że jeszcze przed pan(tfu)demią, szkolenia onlinowe i YT były całkowicie pase, a teraz? Trochę się przekonaliśmy.

lewy prosty… chyba spóźniony?

(Przyszłość) – Technicznie… to już możliwe i nawet bez zamykania nas w opięte kombinezony rodem z efektów FX. Powinny wystarczyć niewielkie znaczniki w strategicznych punktach. Takie programy nie powstaną jutro. Gra musi być prosta, jak to mówią – grywalna, jeśli będzie zbyt wymagająca to gracz ją oleje i znajdzie inną. Dlatego gry nie są zbyt realistyczne, a te specjalistyczne nie cieszą się wielkim zainteresowaniem (choć widziałem już bardzo realistyczny symulator lokomotywy). Jestem przekonany, że jeszcze za mojego życia zobaczę takie oprogramowanie.

Czy Tai Chi i Qi Gong będzie można ćwiczyć z taką kontrolą? Podstawy pewnie tak. Te elementy, które ograniczają się do umiejętności poprawnego przyjęcia pozycji i trajektorii ruchu są przecież treningiem poprzez naśladowanie trenera. Jeśli Andrzej, Janek, Marek, Robert czy Rafał mieliby możliwość dokładnej rejestracji ruchu ciała, to czy nie byłaby to wspaniała pomoc dla początkujących? Technicznie zbliżamy się do momentu, kiedy będzie to możliwe.

wspólne zdjęcia z wirtualną nauczycielką… to akurat najgorzej dopracowana część gry

Trzeba pamiętać, że to od nas będzie zależało czy będziemy próbować tę grę oszukać, czy z niej korzystać. Więc proszę, nie mówcie mi o odhumanizowaniu sztuki, bo głównym elementem humanistycznym w treningu jesteśmy my, a ticzer w mniejszym stopniu. Mam nadzieję, że nikt z tych, których traktuję jako swoich nauczycieli się nie obrazi. To może być narzędzie do opanowywania podstaw i dobrej zabawy.

Może uda mi się kiedyś zaprosić chłopaków na wieczór z konsolą i napojami rozluźniającymi? Rodor? Adaś? Jiuzhizy?

moje wyniki… mogłoby być lepiej, ale to pierwsze podejście

PS.

Śródtytuły pochodzą z wierszyka z mojego dzieciństwa…

2 Komentarzy : “Fair play” Ależ dyskusja!!!

  1. Na hongkongijskich filmach kung – fu zabijali się za manuskrypty z bohomazami takimi że ciężko rękę od nogi odróżnić, zatem interaktywny hologram takiej Mniszki Ng Mui na przykład będzie na pewno skokiem w ewolucji 😉

    1. Te bohomazy nadal są drukowane. Dostałem niedawno książkę zawierającą przegląd starożytnych tekstów, jest ich pełna.

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: