Qi Gong i Medytacja
spotkania na Żoliborzu


Medytacja na dzień dobry!

Nowa nabór na trening Tai Chi
Warszawa Powiśle


kameralna grupa

Skaryszewskie spotkania
z Qi Gongiem


(Działamy dalej!!!) w każdą środę 11:00-12:30

Coś się kończy, coś się zaczyna

U Sapkowskiego to tytuł jednego z opowiadań. Tego o ślubie Garalta i Yennefer. Opowiadanie fajnie się zaczyna. Od opisu leżącej w nieładzie bielizny Yen i jej samej oczywiście też. Lubię jak Sapkowski opisuje takie niełady, ma gość do tego rękę. Jego słowa plus moja wyobraźnia…

forma podwójna, radość z pracy z partnerem (-ką)

Kiedy jednak Rafał na fejsie użył tego cytatu, byłem pewien, że nie chodzi o żadną bieliznę. A szkoda, bo w naszym świecie brak uczciwego rozrzucania bielizny.

Rafał, szef trójmiejskiej szkoly, zorganizował weekendowe warsztaty. Kiedyś gnałem za takimi wydarzeniami po całej Polsce. Obecnie czuję rosnącą niechęć do wycierania dresów w zatłoczonych pociągach PKP. Tematyka była jednak tak ciekawa, a ja już ze cztery lata nie byłem w Trójmieście, że tyle wystarczyło bym zdecydował się bez zbędnego ociągania. Ponoć zarejestrowałem się jako pierwszy. I tak, 4:44 – Dworzec Centralny, potem trzy i pół godziny słuchania audiobuka i wysiadałem we Wrzeszczu. Ależ się pozmieniało, nawet nie wiedziałem, na którą stronę peronów miałem wyjść. Na szczęście Rafał mnie przejął, napoił, nakarmił i zawiózł na salę. Sam bym trafił, ale nie miałem serca odmówić.

Co ćwiczyliśmy? Odpowiem jak zwykle: trzeba było być i poćwiczyć z nami. Po krótce, to robiliśmy formę podwójną… gdzie zostałem zapędzony siłą do grupy zaawansowanej i okazało się, że pamiętam z niej dużo więcej niż myślałem.

forma podwójna – początkujący – praca u podstaw

Potem była Qin Na. Siedem podstawowych technik. Ten trening sobie odpuściłem, bo bardzo chciałem odwiedzić znajomych, z którymi przed laty rozpoczynałem treningi. Właściwie to mało brakowało, a przez nich przestałbym ćwiczyć, ale na szczęście życie potoczyło się inaczej. To długa historia, bez autoryzacji nie odważę się jej upubliczniać. Ma ona jednak dla mnie duże znaczenie sentymentalne. W skrócie – czasami nie warto jest uciekać spod MacDonalda na widok dziewczyny w brecie.

Wieczorem była tradycyjna impreza. We wspomnianym już wcześniej opowiadaniu, też była impreza. Sapkowski ma również talent do opisywaniu imprez. Pijatyka Jaskra i romans Tris Merigold i Eskela z Kaer Morhen i inne równie gorące momenty, A tu spokojnie – piwko, winko najwyżej. Trochę pogaduszek, anegdot, wspominek. Co prawda za czasów Piotra C. (kto ma wiedzieć, ten wie, ja to zachowam dla siebie) na trójmiejskich imprezach działy się rzeczy, których opisywać tu nie będę, bo, jak napisał pewien francuski poeta: „Ileż to żon zebrałoby po pysku”. Oczywiście nie sugeruję, że duch w narodzie umiera. Ot, po prostu, znak czasów.

to nie są łatwe rzeczy, nie zawsze da się zrozumieć od razu

Dzień drugi rozpoczęliśmy od miecza. I tu Sapkowski znalazłby sporo analogii dla swojego wiedźmińskiego projektu. Ogólnie uważam, że Geraltowi dużo lepiej pasowałby chiński jian niż ta aikidocka katana. Na ten trening czekałem najbardziej i się nie zawiodłem. Dwie i pół godziny treningu technik podstawowych oraz ćwiczeń w parach. Nie będę szczegółów opisywał, bo i jak? Że daszek, pchnięcie i krok? I to wszystko w chodzeniu. Nie da się. Tylko że było warto.

Ostatni moduł, to korekta długiej formy. I to było dla mnie pouczające, choć ciężko mi było chwilami postrzymać się przed porównywaniem z własnymi przemyśleniami. Byłem jednak na gościnnych występach i takie teksty byłyby nie na miejscu.

podoba mi się fizyczność tego przekazu

Ale ja lubię czasami doświadczyć tej fizyczności formy, którą prezentuje Rafał. Ona ma taki podkład shaolinowy. To nie zarzut, bo świetnie wiem, że mam w tym braki. Może i pojedyncze pozycje mogę przyjąć poprawnie, ale w dynamicznych zmianach potrzebna jest siła i praktyka. Marek często mi powtarza: „niżej i dokręcaj”, a tu część korekty formy, to był trening pozycji i przejścia pomiędzy nimi. To cieszyło.

Ten warsztat okazał się ostatnim Rafałowym warsztatem spod znaku YMAA. Tak wyszło. Bez komentarza, bo nie chcę się tym zajmować. Tak więc wyjaśnił się jego fejsowy news sprzed kilku dni. Coś się kończy, coś się zaczyna. Tytuł opowiadania Sapkowskiego jest więc jak najbardziej na miejscu. Wszyscy uważają, że mówi ono o tym, że definitywny koniec jednej rzeczy, jest początkiem drugiej. Mało kto zauważa, że cytat jest nieco dłuższy. Oto on:

I tak, jak za pierwszym razem, ona chciała mu o tym powiedzieć, ale on przerwał jej pocałunkiem i pieszczotami, i odebrał jej słowom wszelki sens. A później, gdy on chciał jej o tym powiedzieć, nie
mógł wydobyć głosu, a później szczęście i rozkosz spadły na nich z siłą walącej się skały i było coś, co było bezgłośnym krzykiem, i świat przestał istnieć, coś się skończyło i coś się zaczęło, i coś trwało, i była cisza, cisza i spokój.

I to jest naprawdę dobre proroctwo.

Krzywym okiem KO

…a jak już leży, to dobijamy, bo co się biedak będzie męczył?
a może chciała tylko przytulić?

6 Komentarzy : “Coś się kończy, coś się zaczyna” Ależ dyskusja!!!

  1. Uwielbiam Rafała i jego soczyste „ok, luz” 😍
    YMAA@PL to kto wie ten wie i nie ma się co rozwodzić .. dodam że to nie tylko polska przypadłość i nie tylko tej jednej organizacji sztuk walk .. smutne ale tak świat wygląda

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: