Tajwański patent

Upał mi doskwiera. Szczególnie, że pracuję na zewnątrz i ciężko o jakiś skrawek cienia. Ratuje mnie kapelusz z brytyjskiego demobilu. Chroni twarz, a przyczepiona do niego szmata osłania kark. Tajwańskie starsze panie, w takie upały, nosiły specyficzne bejsbolówki z nienaturalnie wydłużonym daszkiem i dodatkowym przedłużeniem na kark. W przypadku jazdy na skuterze można było czapkę uzupełnić o ochronę twarzy, Obecnie w dobie Korony K. taka czapka jest jak najbardziej na miejscu. Mnie przypominała ona trochę czapkę ruskiego sołdata z wojny afgańskiej.

czapka afganka, pustynne okrycie głowy ruskiego bojca

Ale to nie o ciuchach miało być. Mój pierwszy dzień na Tajwanie, bardzo przypominał dzisiejsze upały. Było ponad 30 stopni i upały takie, że niechętnie wychodziłem z metra na powierzchnię. Nie przyjechałem jednak zwiedzać podziemi w Tajpej. Pierwszego dnia wybrałem się na Górę Słonia, widać z niej było całe miasto wraz z flagowym wieżowcem 101. I cóż okazało się? Że cała moja podróż odbywała się od sklepu do sklepu. Kupowałem sobie butelkę wody mineralnej i wypijałem, zanim docierałem do następnego sklepu. Praktycznie momentalnie po wypiciu wody, zalewał mnie pot i tak w kółko. Naprawdę myślałem, że jeśli tak ma wyglądać mój wyjazd, to będzie kiepsko.

Dwa dni później miałem spotkanie z Fiodorem, czyli z moim “tajwańskim łącznikiem”. Fiodor, kiedy tylko mnie zobaczył, powiedział: „Pij gorącą wodę, inaczej nie dasz sobie rady”. Nawet sprezentował mi niewielki termosik. „Ale skąd brać gorącą wodę?” spytałem. Fiodor opowiedział mi, skąd bierze się wrzątek na Tajwańskiej ulicy. Poprosił mnie przy tym, żebym zachował tę informację dla siebie, takoż też czynię. Jednakże oprócz miejsc wskazanych mi przez mojego przyjaciela, na Tajwanie automaty z gorącą i zimną wodą znajdują się w bardzo wielu miejscach: dworce kolejowe, stacje metra oraz hotele. Jeśli ktoś chce, to bez problemu można się w taką wodę zaopatrzyć. Nie zdecydowałem się jednak na picie wrzątku. Zawsze dolewałem sobie kilka procent zimnej wody. A musicie wiedzieć, że w tajwańskich automatach woda jest naprawdę zimna, a nie tylko o temperaturze pokojowej. Muszę przyznać, że rada Fiodora była naprawdę nieoceniona. Upał przestał mi doskwierać. Niby nic nowego. Picie ciepłego w czasie upału szybciej gasi pragnienie niż picie zimnego.

To przypomina mi pewną historię, kiedy to do spółki z Młodym siedzieliśmy sobie po słowackiej stronie u stóp Trzech Koron. W knajpie zażyczyliśmy sobie herbaty. Kelnerka była wściekła: „Wy, Polacy, to tylko czaj i czaj, a ja mam tylko jeden czajnik na wodę, piwa byście się napili!”. Nie mogła się nadziwić.

Upał, polski film 1964

Jak widać, wiedza o dobroczynnym wpływie ciepłego napoju na znoszenie upału jest ogólnie znana, i nie jest to tylko domena azjatyckiej wiedzy nieomalmedycznej. Aż dziw, że tyle czasu mi zajęło dojście to tego wniosku w ogniu tajwańskiego słońca. Istnieje wszak stare polskie przysłowie: „Czym się strujesz, tym się lecz”.

Jeszcze jedna uwaga dotycząca dostępności wrzątku. W Chinach i na Tajwanie wrzątek obecny jest nawet w pociągach i to zarówno w tych wolniejszych jak i tych pędzących z prędkością 300 km/h. W jednym i drugim wypadku dostępne są kraniki z darmową wodą. Najczęściej używa się ich do zalewania „chińskich zupek” w wielkich papierowych kubełkach. A u nas? W „Pędolino” Smutna pani z termosem na wózku, z którego wydziela każdemu niewielki kubeczek kawy bądź śmieciowej herbaty, Równie śmiesznie wygląda procedura uzupełniania termosu z wielkiego aluminiowego czajnika, donoszonego z odległego wagonu Warsa. Jak się kiedyś z nim wywali, nie będzie śmiesznie.

trening w upale jet trudny

PS: Upał upałem, ale właśnie tak przyłożyła burza z gradem, że Bogu dziękuję, że mnie to na zewnątrz nie złapało…

Krzysztof Operacz

KO

Autor niniejszego bloga

6 myśli na temat “Tajwański patent

  • 10/07/2020 o 16:57
    Permalink

    Gdy Jaspisowy Panda drugi raz zdobędzie grzbiet słoni, tedy Strażnik Formozy mit wrzątku odsłoni..

    Odpowiedz
  • 10/07/2020 o 17:02
    Permalink

    Lata temu, gdy jako szczyl grywałem z filipińskimi sanitariuszami w pingla, znajomy ex-spadochroniarz egipskich sił zbrojnych, który też czasem przychodził pograć, pouczał dzieciaki, żeby nie pić mrożonych napojów a gorąca mocną herbatę i powoli 🙂

    Odpowiedz
    • Krzysztof Operacz
      10/07/2020 o 17:18
      Permalink

      Wygląda na to że tylko Słowacy łoją browary. Jeśli herbata to z anyżkiem i o dziwo mocno osłodzona. Dobra jest też ta słoma co mi ją ostatnio poradziłeś.

      Odpowiedz
      • 10/07/2020 o 17:23
        Permalink

        Nhan Tran 🙂 Herbata z kardamonem. Arabowie bardzo mocną i bardzo słodką lubią. Z miętą też jest spoko. Ja dziś wypiłem Łomżę z lodówki i nic mi się nie stało 😉

        Odpowiedz

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz

%d bloggers like this: