ZUS zadrży w posadach

Temat „emerytury” mistrza Yang Jwing Minga pojawiał się już od dawna, ktoś czasami coś o tym bąknął. Tak naprawdę to wszyscy wiedzieli, że ten moment nadejdzie. To naturalna kolej rzeczy.

Kiedy mistrz Yang Jwing Ming był ostatnio w Polsce (2014 – Kraków) miałem wrażenie, że następna taka okazja szybko nie nastąpi. I tak się stało. Co prawda, widziałem potem klika zapowiedzi jego wizyt w różnych częściach Europy, ale były to już rzadkie wypadki. Umówmy się też, że taka turystyka treningowa ździebko przerasta moje możliwości finansowe i czasowe. Ja wiem i jestem świadom tego, że żeby ćwiczyć Kung Fu, trzeba być gotowym na dużo poświęceń. Uważam też jednak, że proporcje trzeba zachować i to najlepiej, żeby były one zdrowe.

Jakiś czas temu znalazłem list otwarty mistrza Yanga. Poniżej linkuję go – warto przeczytać.

OTWARTY LIST MISTRZA YANG JWING MINGA

Nie będę publikował tłumaczenia. Mój angielski jest zbyt kiepski, zresztą treść i przesłanie listu jest proste (mistrz zawsze używał prostego języka). Mistrz pisze o programie „YMAA RETREAT CENTER„, o tym jak bardzo jest przywiązany do tego miejsca, i że nie wszystko udało się tak jakby to sobie zamarzył. To temat na oddzielną analizę, popartą dużą dawką płynnych wspomagaczy (o samym programie jeszcze kiedyś napiszę).

Odniosę się tylko do ostatniego akapitu jego listu (od KO: pisane to było w 2017 roku)

słynny YMAAowski trening na cegłach

„Ponieważ kończę 73 lata, (….) uważam, że powinienem jeszcze raz pomyśleć o mojej emeryturze. Będę nadal pracował i nauczał, ale nie mogę już podróżować i uczyć jak za młodu. Cokolwiek będę robił i gdziekolwiek będę, mam nadzieję nadal mieć od Was wiadomości i Was widywać.” *(1)

Więc to prawda – mistrz Yang odchodzi na emeryturę. Mogę tylko żałować, że w czasach kiedy częściej przyjeżdżał do Polski, ja nie jeździłem na jego seminaria. Uwierzyłem wtedy komuś, kto powiedział mi, że nie warto. Bo to tylko takie spotkania towarzyskie. On tam pojedzie (z obowiązku) i jak tam będzie coś ciekawego, to mi to pokaże. Nie pokazywał więc byłem pewien, że nic ciekawego nie było. Nie mam do niego żalu, taką miał potrzebę i w taki sposób  ją realizował. Żal mam tylko do siebie, że taki łatwowierny byłem. Mam tylko nadzieję, że wyciągnę z tego jakąś naukę.

Mam świadomość, że te kilka treningów z mistrzem Yangiem, na które miałem szansę pojechać, nie zrobiłoby ze mnie kilera. Niestety, taki strzał wiedzy nigdy do mnie nie docierał tak jakbym chciał. Niektóre ćwiczenia wracały do mnie po latach jako odkrycia. Pewnie dobrze byłoby mieć tych inspiracji więcej, ale niestety ja po takich seminariach wracałem chory i zdołowany własną niewiedzą.

mistrzowska emerytura 

Retreat Center – domek do medytacji

Tak więc mistrz Yang zdecydował się wypoczywać. Rozumiem go… zbudował dużą firmę, wydawnictwo, sieć szkół. Przez lata jeździł po całym świecie i próbował propagować swoje Kung Fu. Robił to uczciwie i z dużym zaangażowaniem (wystarczy przypomnieć historię jego zaistnienia w Polsce). W końcu każdy chciałby skorzystać z owoców drzewa swojego? Usiąść i popatrzeć na kurki, zachody słońca, ptaków posłuchać lub pospacerować wśród sekwoi. Pewnie zrobiłbym to samo na jego miejscu… qrcze, kiedyś tak zrobię – tylko zamienię sekwoje na świerki. Napracował się i nikt mu nie może zarzucić tego, że nie.

zdjęcie rodzinne

I chociaż wiem, że istnieje życie poza planetą YMAA, to nadal wracam do tej formy i niektórych praktyk (jeśli tylko mam ku temu okazję). Nie liczę też już specjalnie na następne spotkania z mistrzem Yangiem. Na szczęście są w Polsce ludzie, którzy umieją więcej niż ja. Szkoda tylko, że oni wszyscy poza Warszawą są, choć może dzięki temu mam okazję odwiedzać Kraków, 3City i B-stok.

pełnia księżyca

PS. Tak zupełnie przy okazji, z innej beczki. W piątek 27.07 o godz. 21.45 zaczyna się zaćmienie księżyca. Będzie trwało ponad godzinę – to najdłuższe zaćmienie od 100 lat. I będzie świetnie widoczne. Mam nadzieję, że pogoda dopisze.

Już kiedyś wyjaśniłem z Markiem, że to nie ważne co się dzieje z Księżycem – jest pełnia, to ćwiczymy. Dla mnie jednak w takie noce czerwonego Księżyca jest coś magicznego, +5 do Qi. A więc, ćwiczmy. Codziennie, a w piątek wieczorem mocniej dajemy do pieca.


  • fotografie Retrat Center pochodzą z internetu

*(1) – no, tak mi wyszło w każdym razie.

3 Replies to “ZUS zadrży w posadach”

  1. O seminarium z Mistrzem myślałam co najmniej kilka razy, ale zawsze wtedy dochodził głos ‚Co Ty z tego skorzystasz mierny pyłku’. I nie skorzystałam, bo nawet szansy spotkaniu nie dałam. Ot co! Żal…

  2. Kilka razy się do takiego seminarium/spotkania z Mistrzem przymierzałam, ale głos wewnętrznego krytyka ‚Ze czym do Mistrza’ okazał się silniejszy. Żal…

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz