Wypijmy za błędy…

Z punktu widzenia osoby totalnie początkującej, takiego widza z poziomu parkowego trawnika to, co ćwiczymy jest proste. Ot, bujamy się w tę i wewtę, leniwie poruszając przy tym rękami. Ja to znam, nadal mam takie fazy, że kiedy widzę jakąś demonstrację ćwiczenia, mówię sobie: „luzik – proste, za 30 min. będę mógł prowadzić o tym kursy”. Nagle bach, nadziewam się na rzeczywistość i okazuje się, że wszystko leży. Naprawdę tak mam i te lata machania rękoma w systemach różnorakich niewiele zmieniły. Niedawno dostałem drobną poprawkę dotyczącą ułożenia łokcia przy ruchu naciągania łuku. Opuszczenie rzeczonego łokcia spowodowało, że nie wiedziałem co dalej. Jak przejść do następnego ruchu? Musiałem sekwencję wykonac kilka razy, żeby wrócić znów do, w miarę płynnego, wykonywania formy. Takie jedno z wielu zderzeń z rzeczywistością – nie ostatnie zapewne.

Co roku o tej porze widzę ludzi próbujących zacząć ćwiczyć Tai Chi. Wszyscy mają podobne problemy. Też je miałem, ale przez te wszystkie lata nauczyłem się jednak tylko jednego: jak już przyszedłeś na trening to machaj. Dlaczego?

żona Lotha nie posłuchała instruktora i zamieniła się w słup soli

Po pierwsze (di i ge): nie stój jak słup soli po pierwszej nieudanej próbie, nie stresuj się, po prostu próbuj. Nawet jeśli wychodzi to źle, trzeba nadal próbować. Bardzo szybko można się nauczyć kiedy ruch jest OK, a kiedy „coś nie gra”. To ostatnie, to uczucie świadczące o tym, że gdzieś tam zmuszamy nasze ciało do dziwnych pozycji, że coś z czymś jest niepołączone. Że miało być wygodne, a jest sztywne i koślawe. Nie nauczymy się odróżniać od siebie tych dwóch stanów jeśli nie będziemy próbować. A to bardzo ważna umiejętność. Bo to prosta droga do tego co najważniejsze: do samodzielnej praktyki.

akwizytor – często musi szybko liczyć

Po drugie (di ar ge): trzeba dać ticzerowi szansę na wprowadzenie poprawek. Co on biedny może pokazać/poprawić/skorygować jeśli nie wie jak ćwiczysz? Nawet kiedy będzie się nam wydawało, że robimy ćwiczenie w sposób poprawny, to osoba patrząca z boku zawsze będzie w stanie powiedzieć co jeszcze można poprawić. Po jakimś czasie sami osiągniemy tę umiejętność, a wtedy będziemy mogli się skorygować nawet przy użyciu kamery.

Po trzecie (di san ge): za pierwszym razem rzadko kiedy wychodzi. Za dziesiątym już częściej. Tylko żeby ten dziesiąty raz zaistniał, to MUSI go poprzedzać pozostałe dziewięć. Nazywam to teorią domokrążcy – żeby sprzedać jedną rzecz trzeba zaproponować ją dziesięć razy. Jeśli większość ofert potraktujemy jako nieudane łatwo się podłamać, ale jeśli każdą z dziesięciu potraktujemy jako część składową sukcesu? Każda nieudana transakcja to 1/10 tej udanej. Ja wiem, to taka tania psychologia dla akwizytorów, czyż jednak nie ma ona trochę sensu?

Po czwarte (di tsy ge): nauka to jest proces. Im szybciej to zrozumiemy i zaczniemy z tego procesu czerpać radość, tym szybciej spełnią się te wszystkie klasyki o drogach i pierwszym kroku. Klasyki czyli ten filozoficzny smaczek będący poszukiwanym powiewem egzotyki, stanie się naszym udziałem.

może powinniśmy zacząć nosić…

tai chimiędzynarodowy znak początkującego

Po piąte (di wu ge): zapłaciłeś za trening, a nie za stanie i jojczenie. Więc weź to, co twoje – trening.

Po szóste (di liou ge): patrz co robią inni, szczególnie ci którzy ćwiczą dłużej. Być może przypomnisz sobie „co teraz”.

To tyle. Piszę o tym ponieważ jest wrzesień, większość szkół rozpoczyna zajęcia dla początkujących. Jest to dobry moment, by rozpocząć przygodę. Niestety dla wielu osób okazuje się też zakończeniem, bo za trudno, bo za kiepski jestem, bo nie umiem. No nie umiesz.. jakbyś umiał, tobyś prowadził te zajęcia, a nie stał w ostatnim rzędzie modląc się, żeby tylko Ticzer cię nie zauważył. Jeśli kiedykolwiek widzieliście na trawniku człowieka wykonującego dziwne ruchy (*1) i chcecie w taki sposób spędzać wolny czas, to trzeba wejść na salę i zacząć. Trzeba się przygotować na to, że błędy popełniać się musi, że są one wpisane w sztukę.

Kilkukrotnie cytowałem już słowa  Stevena Selbiego: „Jeśli wypuścisz strzałę, to jedyne co możesz potem zrobić, to założyć następną”. Więc jeśli coś zepsujesz w formie – to zrób ją jeszcze raz – następnym razem na pewno będzie lepiej.


*1 – ja kiedyś widziałem, pogoniłem kijem i do tej pory się koledzy ze mnie śmieją – ale to były inne „dziwne ruchy”

6 Replies to “Wypijmy za błędy…”

  1. 🙂 Ładne kompendium motywacyjne- o niebo lepsze niż te załączane do czasopism.

    Co do „nie stój jak słup soli” to jest to prawda, pod warunkiem, że nie dotyczy zhan zhuangu. 😉

    *1) KO, to była chyba stara, zapomniana odmiana jogi tantrycznej, której praktycy kryją się po krzakach, albowiem pola energetyczne innych zakłócają, więc niesławą oni okryci. 😉

    1. Słusznie prawisz bracie.

      Tak więc poprawka… Nie stój jak słup soli (chyba że tak mówi instruktor)…

  2. mam nadzieje ze nie jest to zacheta do popelniania bledow skoro kazdy z nich kosztuje ….. no wlasnie ile trzeba wypic? masz odpowiedz by byla rownie pouczajaca?

    1. Czytując Twoje komentarze, często mam wrażenie, że piszę zupełnie coś przeciwnego niż zamierzałem.

      ALe odpowiadając na Twoje pytanie. Dla niektórych nawet jeszcze nie zrobili tak dużej butelki.

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz