Wakacyjne Pole… do popisu

W Warszawie wakacje idą pełną parą. Mniej ludzi, metro rzadziej jeździ, w sklepach mniejsze kolejki. A w weekendy jakoś tak ciszej i wolniej. Studenciaki pojechały do domu. Oni akurat mogli, ale mogliby zostawić swoje koleżanki. Przy tych upałach milej by się podróżowało do pracy i z powrotem – ale nie jest tak źle…

Siłą rzeczy, przy tej pogodzie, często bywam w parkach. Oczywiście ćwiczymy tam Tai Chi lub Chuo Jiao Fanzi w zależności od tego jaki mamy dzień tygodnia i kto jest na trawniku obok mnie.

Ale dziś o czymś innym, bo o własnym treningu to mi się pisać nie chce. Za gorąco… ale mogę napisać o innych. Zaczęło się od tego, że kiedy wracałem niedawno z treningu usiadła koło mnie młoda dziewczyna, wyciągnęła telefon i zaczęła gadać. No nie dało się tego niesłyszeć. Próbowałem ja i kilka innych osób siedzących dookoła. Dziewczyna rozmawiała ze swoją ciocią i relacjonowała jej życie w Stolycy…

„- wiesz ciociu, ja to nawet lubię w pracy dłużej zostawać. Bo sobie dorobię (czytaj: zapunktuję u szefostwa) i nie siedzę tyle sama w mieszkaniu (bo przecież dom to ona ma gdzie indziej). Bo co tu można robić w tym mieście?…”

No comment… naprawdę ręce opadają. Potem pojedzie taka do siebie, gdzieś tam, by jej mama uprała ciuszki, spakowała nową wałówkę i będzie przynudzać w remizie, że ta Warszawa to syf, warszawiacy to chamy, wszechobecny wyścig szczurów i takie odczłowieczające miasto. Naprawdę wiele takich tekstów już w swoim życiu słyszałem.

Pomyślałem sobie, że rozejrzę się wokół siebie i zobaczę, co można robić w Warszawie? Pominę „wyższą kulturę”, bo to nie o tym blog. Zobaczę co można robić treningowo, bez większego nakładu kosztów, a tylko i wyłącznie dla własnego chciejstwa. Moim poligonem miało być Pole Mokotowskie. I prawdę mówiąc zauważyłem dużo więcej form aktywności niż początkowo zakładałem. Trochę szkoda, że ilość ćwiczących Tai Chi i Qi Gong z roku na rok maleje, ale ostatecznie co mi tam… ja tam lubię, jak ludzie coś ze swoim czasem robią. Coś więcej niż siedzenie w pracy lub przy piwie. Zapraszam do przeglądu (uwaga, nie wszystkie zdjęcia są moje)…

można jeździć na rowerze…

…a jak się znudzi, to poleżeć i się polansować z książką. Kiedyś to było zaproszenie do podrywu. Nie wiem jak dziś. BTW. Jakby ktoś nie wierzył, że to Warszawa, to w tle majaczy pajac.

jak się ma psa, to można dać się wyprowadzić na spacer, ale można też usiąść i pomedytować. Naprawdę częste zjawisko.
można z Adasiem poćwiczyć trąbę słonia i inne, fajnie brzmiące ćwiczenia
pani Kasia napina taśmę, będzie po niej później chodzić – ze znajomymi

taka taśma jest świetna do trenowania stąpania po cienkiej linii (ileż razy już po niej stąpałem, kiedy np. chciałem przełączyć z serialu na mecz). Chodzenie po takiej taśmie jest trudne – wiem, bo próbowałem. Nawet pomoc dwóch osób nie pozwoliła mi stanąć na tym czymś… ponoć mam za słabe nogi. 🙁

to nie jest kamasutra, to acrojoga. Trudne, ale za to widowiskowe
potrzebny jest kocyk i szczupła partnerka… żeby tylko nie wiało za mocno.

Chociaż jak zawieje, to jest zawsze możliwość nawiązania jakiejś mocniejszej interakcji…

…można polatać dronem…

Najmniej polecam, bo to mało ruchowe jest… ja się nie ruszam tylko dron lata jak szalony. Czy w rzeczywistości to on bardziej ćwiczy niż pilot? No, chyba że przyglebi gdzieś, albo zawiśnie na gałęziach. Wtedy trzeba się ruszyć z krzesełka i wrócić do reala.

Trochę wqrzający jest dźwięk wydawany przez drony.

można biegać…

a jak ktoś ma większe ambicje – to wziąć udział w treningu biegackim. Na powyższym zdjęciu grupka biegaczy poddaje się rozciąganiu pod dyktando prowadzącej trening.

albo chodzić i medytować

Ostatnio blisko nas spotyka się grupa ludzi, która chodzi powoli po trawie. Podobno praktykuje w ten sposób bycie tu i teraz. Taka medytacja. Jak widać – ubiór mają daleki od treningowego.

krykiet…

Czytałem o tym, ale nie uwierzyłbym, gdybym nie zobaczył na własne oczy. Grupa kurierów Ubera (tak,  przede wszystkim Hindusi) grała w krykieta. Zasady totalnie mi nieznane. Równie dobrze mogłyby pochodzić z Alfy Centarii. Wiem tylko, że trzeba udeżyć kijkiem w piłeczkę, a potem biegać bez sensu w w różnych kierunkach. Nie mniej jednak fajnie, że się coś takiego pojawiło.

można poćwiczyć Tai Chi. Grupa Marka Balińskiego ćwiczy styl Chen.

Cienie już się kładą długie – teraz dopiero widać co to znaczy ćwiczyć boks cienia.

…można, za przykładem Aśki, zrobić coś takiego… trudne.

Uwaga konkurs. Pytanie brzmi: co ona robi? Oczywiście żart. Aśka uprawia Jogę… Adaś ją tym zaraził. A jakby ktoś chciał trochę sztuczek cyrkowych spróbować, to można…

…grupowo…
…lub samodzielnie…
w bezwietrzną pogodę można popykać w kometkę

ale wracając do bardziej sztukowalkowych zachowań. Któregoś dnia widziałem grupkę ludzi biegających po okręgu, a potem czegoś wyczekujących. Dopytałem. Otóż byli to ludzie grający w palanta! Trochę już zapomniana gra. Ale używa się do tego fajnego kija…

nie wiem po co to żółte, ale kijek taki jak w sam raz…

a zaraz obok amerykańska wersja rozwojowa się pojawia. A więc bejsbol.

i kij większy, i metalowy. Jakby co – poręczniejszy….

Oczywiście to nie koniec. Jest tego dużo, dużo więcej, tylko nie wszystko nadążam pofotografować. Polecam zatem ruszyć cztery litery i znaleźć coś dla siebie. A po wszystkim…

…zalec w spokoju i dać się obleźć mrówkom…
…albo skorzystać z gotowych instalacji…

I tak to droga pani, co to nie ma co robić w tym mieście. Proszę się zapakować w PKS i wrócić do siebie, a Wawę zostawić tym, którzy potrafią się w niej znaleźć.

Z pozdrowieniami z trawnika KO

12 Replies to “Wakacyjne Pole… do popisu”

  1. Plusa masz za zdjęcie p. Kasi. To tak na wstępie. Ale ten teges.. z tą Warszawą, to nie do końca tak, albo nie o to samo chodziło Pani Słoiczce, którą podsłuchałeś, o co KO. Wiadomo, że jak w życiu masz jakąś pasję, to wygląda ono zupełnie inaczej niż jak wegetujesz w najczęściej niesatysfakcjonującej pracy, masz nijakich znajomych itp. Natomiast w kategoriach rozrywkowych, to mało jest fajnych miejsc w Wawie a do tego fajnych i niedrogich lub fajnych i nieprzybierających lansiarskiej formy. Choć to pewnie jej najmniej przeszkadza 😉 BTW kolega zauważył, że o ile napływ ludzi z prowincji do stolicy do stare i normalne zjawisko, ale zwykle przyjezdni podciągają się do poziomu miejscowych (nie żeby był oszałamiająco wysoki;) ale obecnie nasycenie przyjezdnych jest tak wysokie, że to oni zaczynają nadawać ton.. Wracając do fajności/niefajności miasta, to nie wiem, jak to dobrze opisać, ale KO był w Kantonie i widział, jak tam jest. Jak ludzie mogą spędzać czas. Musimy jeszcze skoczyć do Berka, bo to blisko i łatwiej będzie załapać różnicę 🙂

    1. NIe będę się wypowiadał o równaniu poziomów. To w dwie strony działa. Sam zresztą jest Warszawiakiem dopiero w trzecim pokoleniu.

      Wiem, że w Wawie nocami nie dzieje się tak dużo jak w Paryżu (Berlin widziałem tylko w połowie lat 80 więc nie mam odniesienia). Kiedy widziałem tę masę paryskich knajpek czynnych niemalże do białego rana to zazdrość trochę ściskała tyłek. Ale z drugiej strony to co w Paryż okreśła się mianem parku i otacza ogrodzeniem u mnie pod blokiem jest zwykłym trawnikiem tylko ze trzy razy większym.

      Miasto się zmienia. Dla mnie na lepsze. Ale to trochę kwestia ludzi, po co otwierać knajpki jak ludzie wolą siedzieć w domu przed serialem.Nie włożyłem wielkiej pracy w powyższy zbiór… zauważ że to wszystko dzieje się w promieniu dwustu metrów od naszej mirabelki. Na tym durnym fejsbóku co i rusz dostaje info o różnych dziwnych zajęciach odbywających się co i rusz.

      Z takimi kometarzami spotykam się od lat. Przez lata jeździłem wieczorami w pociągiem z Gdańska. Wracali tam najczęściej ludzie do pracy po weekendzie w domu. Ile ja się wtedy nasłuchałem o bezdusznym, szarym mieście i że oni to odpoczywają jak przyjeżdzają do domu gacie przeprać. To jakaś choroba jest.

      Pasja – z pasją człowiek się nie rodzi. trzeba jej szukać i prędzej czy później na coś się trafi. I wtedy znikną nijacy znajomi i tylko durna robota najczęściej zostaje.

    2. Wcale nie tak mało jest fajnych miejsc w Wawie… a do tego fajnych i niedrogich lub fajnych i nieprzybierających lansiarskiej formy.
      Ja często mam problem co wybrać, bo nie rzadko zdarza się, że conajmniej dwie Fajne rzeczy (Fajne dla mnie) wydarzają się w tym samym czasie, ale o tym już z nocnej zmiany coś więcej napiszę (jeśli oczywiście mogę ;))

        1. I tak m-oto, można zawędrować na Pole Mokotowskie, żeby poćwiczyć Qi Gong z Anną. Poniedziałki i środy w godz. 18-20. W zależności od pogody.
          Można również bezpłatnie do końca wakacji zajrzeć do Ultimate Krav Maga w każdy czwartek od godz. 17:30. Zajęcia pod hasłem Maestro Defence System z Marianną dla Ladies.
          I przez cały rok można docierać do korzeni z Agnieszką na solo bluesie, co ja czynię w ramach możliwości…można wiele…na Spotkanie Varsavianistyczne: Podchmielona historia Warszawy dziś też można…tyle ciutex mi to koliduje z Qi. Qi-utex.

          1. Dla uściślenia – Anna na MokPolu to prawdopodobnie Qi Gong Białego Żurawia jak mniemam, a może Promienny Lotos?. Napisz jeszcze gdzie się spotykacie.

            Krav Maga – czy tylko dla Ladis, czy może w moim przypadku wystarczyłby lekki kamuflaż?

            Podchmielona Warszawa? – wczoraj po meczu (tym razem Legia górą) miałem to pod oknem 🙂

            pozdr

            1. Spotykamy się dokładnie tam gdzie ‚cyrkusie’…żonglerka, liny…a kamuflaż świetna sprawa, a gdyby nie do końca przekonał Mariannę, to można mówić, że jest się na początkowej ścieżce zmiany płci 😉

              1. Jest Qigong oczyszczający i praktyka dla zdrowia kręgosłupa.
                Qigong dla kobiet, a także różne formy shaolinskiego Qigong np. (np. TIAN DI FO, zabawy 5 zwierząt, Qi gong Wewnętrznej Siły Jednego Palca i inne) oraz akupresura wzmacniająca różne narządy.

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz