Urban Tai Chi

Spis treści
  1. Urban Tai Chi

Deszczowy mamy lipiec tego roku, można by powiedzieć, że ładna jesień tego lata do nas zawitała. Deszcze niby krótkie, ale intensywne. Jak Cię któryś złapie na zewnątrz, to potem, pomimo ładnego słoneczka, trzeba się zbierać do domu. Najgorsze jest to, że czasami to już rano do roboty docieram w wilgotnych ciuchach. Chyba muszę trzymać w biurku coś na zapas.

Dziś było podobnie. Rano lało jak z cebra, a ja miałem spotkać się z kumplem poćwiczyć. Niestety, jak ktoś nie ma do dyspozycji sali gimnastycznej, to nie ma przebacz, trzeba kombinować. Niczym koń pod górę w Bełchatowie. Bo przecież szkoda byłoby stracić okazję do treningu z partnerem.

Tym partnerem dziś był Marcin, kumpel jeszcze z YMAAowskich czasów. Jak to bywa, kiedy obaj zaczęliśmy bywać już na innych salach, to kontakt mieliśmy tylko mailowy. Teraz ustawiliśmy się poćwiczyć pchające dłonie.

Urban Tai Chi

Jak już wspomniałem, sali nie ma… trzeba sobie jakoś radzić. Na szczęście niedaleko mnie zbudowali most. A pod mostem, jak to pod mostem – nie pada. Może trochę głośno jest (tramwaj jeździ co osiem minut, a samochody na mokrej ulicy hałasują), ale nie pada… i przy okazji można się rozejrzeć gdzie człowiek wyląduje na starość.

trochę jak po apokalipsie zombi. Klimaty made in Metro 2030

Wiele osób nie chciałoby ćwiczyć w „takim miejscu”. Pytanie tylko co ważniejsze: ćwiczenie czy ładne otoczenie? Może faktycznie 100 metrów dalej, pomiędzy drzewami, Feng Shui lepsza i drzewa omszałe, ale tu NIE LAŁO się za kołnierz.

Ciężko się ćwiczy po tak długim praktykowaniu różnych rzeczy. Zanim zaczynamy robić jakieś ćwiczenie z sensem, trochę czasu musi upłynąć. Pomimo wszystkiego, to pozytywnie spędzony czas. Dobra praktyka.

to ślepa ulica. Najczęściej bywają tu graficiarze…

Początkowo myślałem, że będzie można tu postrzelać z łuku, ale nasypy są pełne gruzu. Bardzo szybko bym niszczył strzały. A szkoda, bo to naprawdę blisko i bezpiecznie. Czasami nawet można tu spotkać patrol miejskich przysypiający na „służbie”.

I znów bym nie miał swoich zdjęć z tego „iwentu”, na szczęście pod następną nitką mostu ktoś naprawiał sobie brykę i dał się namówić na rolę fotografa. Oto jego dzieło, za które dziękuję.

jakaś odmiana Peng, Lu, Ji, An

Tak przy okazji, przy bliższym obejrzeniu zdjęć okazało się, że ktoś wystawił ocenę naszym wysiłkom. Dopisał swój komentarz. Wróż jakiś czy co?… Zrobił to, zanim się tam pojawiliśmy? Po prostu, do zdjęcia ustawiliśmy się pod pewnym napisem…

nie ma lekko…

I jak by się człowiek nie starał…

8 Replies to “Urban Tai Chi”

  1. 😊 KO, zdjęcie budzi respekt. Szkoda tylko, że nie jesteście obaj czarni- bardziej byście pasowali do ulicznego wystroju dojo. 😉

    1. Tak…. i co jeszcze. Mam pożyczyć od Danusi złete łańcuchy i psa od Konrada?

  2. WELL okazuje się że nie tylko ja ćwiczę URBAN KUNG FU na zdjęciu URBAN Yi Quan…

  3. Smieszny tekst, a poza tym ciesz się ze
    wylądowałeś pod mostem i nie byłeś sam a mogło być gorzej

    1. Tak, mogło. Choć limit pecha chyba już osiągnąłem…. Legia przegrała, Chorwacja przegrała. Dobrze że miałem gdzie spod tego mostu wrócić.

      1. ale ktos inny wygral wiec masz stan rownowagi
        cwani Chinczycy wynalezli stan ze nawet gdy przegrywamy jestesmy wygranymi

        1. Oczywiście… moja duma narodowa podłechtana została pozytywnie. Bieg sztafety nawet oglądałem osobiście… ale mimo wszystko, wiesz….

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz