Trening rdzenia mięśni

Spis treści
  1. rdzeń mięśnia

Poniższy tekst pojawił się przed laty na jednym z popularnych w owym czasie forum internetowym. To były czasy przedfejsbukowe, czyli mniej więcej wtedy, kiedy wymierały ostatnie „petrodaktyle”. Coś mnie tknęło, żeby zabezpieczyć ten materiał. Forum już nie istnieje, ale tekst przetrwał. Uzyskałem owego czasu zgodę na dalszą jego publikację i mam nadzieję, że nic się od tego czasu nie zmieniło.

Tekst jest ważny, bo mówi normalnymi słowami o tym, o czym czasami mówi się w samych zagadkach. Przyznam się, że kiedy przed laty go przeczytałem, to przestałem tak wszem i wobec szafować słowem energia.

Zapraszam do lektury (tekst pochodzi z forum dyskusyjnego)

Andrzej Kalisz

Niestety nie mam za bardzo czasu, żeby za dużo rozprawiać 🙂

Ale krótko, podam jeden przykład, o którym już zresztą pisałem.

Dopiero w ostatnich latach w nowoczesnej metodyce sportowej zaczęto zwracać uwagę na trening tzw. core muscles (m.in. głębszych mięśni brzucha, części lędźwiowej pleców, mięśni dna miednicy). Okazało się, że typowy, dotąd stosowany trening na siłowni nie uwzględniał czegoś ważnego. Chyba jako pierwsi na większą skalę nowe metody zaczęli wprowadzać norwescy narciarze – ćwicząc na chybotliwych obiektach. Co ciekawe, zastosowanie znalazło to także w zupełnie innej dziedzinie – służące z grubsza temu samemu ćwiczenia w siedzeniu (przemieszczaniu się) na dużej piłce zaczęto wprowadzać w … szkołach rodzenia. Okazało się, że nawet kobiety uprawiające sport mają ogromne braki w tym zakresie, bo metodyka sportu dotąd nie uwzględniała tak ważnej części ciała, jak wnętrze miednicy.

A skąd w ogóle impuls, żeby to zagadnienie zbadać? Z tradycyjnych wschodnich sztuk walki, gdzie ciągle powtarza się o obszarze dantian (tanden), o „gromadzeniu energii qi” w dantien.

Dzięki temu, że są ludzie, którzy się tym zajmują, i starają się lepiej poznać, na czym właściwie polega to co robią, uwaga specjalistów od sportu została skierowana na tak ważny obszar.

rdzeń mięśni
artystyczna wizja Bryana Christie

To tylko malutki przykład. Znacznie więcej tego typu korzyści – wzbogacenia wiedzy, podniesienia poziomu nauki, udoskonalenia metodyki sportowej, metod rehabilitacji itp. można by odnieść, gdyby więcej uwagi poświęcić zbadaniu co się kryje w tzw. „systemach wewnętrznych”.

Tylko, że jedni nie są zainteresowani naukowymi wyjaśnieniami, bo wolą słuchać pustych gadek o kosmicznych energiach. Inni z kolei wolą skwitować, że to jakieś bzdury, którymi nie warto się zajmować. I przez to poważnie zajmujących się takimi rzeczami jest mało i badań się niewiele prowadzi.

Choćby po to, żeby było co badać, muszą być ludzie, którzy się tym zajmują, starając się zachować, to co w systemach wewnętrznych już osiągnięto.

Niestety traktowanie Tai Chi, jako „gimnastyki zdrowotnej”, czy „medytacji w ruchu”, zamiast nauki Tai Chi jako pełnego systemu, sprawia, że zmniejsza się szansa na zbadanie i wykorzystanie tego, do czego Chińczycy doszli. Stąd choćby dla dobra rozwoju nauki, trzeba podkreślać, że Taiji to sztuka walki, żeby ludzie tak ją ćwiczyli, i zachowali to co w niej faktycznie jest. Bo niestety teraz już 99% ćwiczy jakieś pozory, gdzie w środku nic nie ma, nie ma czego badać, bo zostało tylko ślepe powtarzanie zestawów wolnych ruchów i opowiadanie pustych gadek o energiach.

A do zbadania i wykorzystania (w tym zbadania co się nadaje do wykorzystania i w jakich dziedzinach) pozostało wiele. To co do tej pory zrobiono to dopiero muśnięcie naskórka.

Na przykład kwestia tkanki łącznej (systemu powięzi). Do niedawna w ogóle tego nie brano pod uwagę. Dopiero niedawno zaczęto to dokładniej badać. Okazuje się, że np. właściwości mechaniczne tkanki łącznej są bardzo istotne dla funkcji ruchowych, ale zaczyna być też jasne, że da się w tym zakresie odkryć o wiele więcej.

Np. w odniesieniu do medycyny. Wiele naukowych autorytetów krytykowało akupunkturę, na podstawie tego, że nie stwierdzono fizycznego istnienia „kanałów”, że tam gdzie niby są kanały, faktycznie nie ma żadnych struktur fizycznych. A tu okazało się, że kanały te w 90% pokrywają się z liniami przenoszenia naprężeń poprzez system powięzi. Że nakłuwanie powoduje zmiany dotyczące układu tych naprężeń. Co z tego wynika, jak to się ma do efektów leczniczych – to jeszcze wymaga wielu badań, ale otworzyło się pole do takich badań, odkryto coś, co faktycznie ma miejsce.

rdzeń mięśnia

Illustration of Moonlight Martial Arts Training Background
silny adept Tai Chi to rzadki widok…

A w odniesieniu do Tai Chi i innych „systemów wewnętrznych” – jasne już jest, że istnieje korelacja między odczuciem „przepływu energii”, a między innymi przenoszeniem naprężeń za pośrednictwem systemu powięzi. Istnieją już badania stwierdzające powiązanie pomiędzy stanem napięć tkanki łącznej a działaniem mięśni, gdzie odkryto, że niektóre reakcje – odruchy nie muszą być przenoszone normalną drogą przez układ nerwowy do mózgu i z powrotem, ale mogą nastąpić szybciej, inicjowane przez odpowiednie modelowanie napięcia tkanki łącznej, a tłumione są, gdy przenoszenie napięcia przez powięzi jest blokowane („zablokowany przepływ energii”). To niewątpliwie wykorzystywane jest w tak zwanych „pchających rękach”, czy „lepkich rękach”.

Większa liczba ćwiczących takie systemy na poważnie, w całości, „jako sztukę walki”, to więcej materiału na którym oprzeć można dalsze badania, których wyniki być może można będzie wykorzystać w różnych dziedzinach – gdzie i w jakim zakresie, to właśnie pole do dokładniejszego zbadania.

Sprowadzanie Tai Chi i systemów wewnętrznych do układów wolnych ruchów dla emerytów i „nawiedzonych”, to ograniczenie możliwości prowadzenia takich badań i rozwoju nauki, a tym ograniczenie możliwości rozwoju i doskonalenia współczesnej metodyki sportowej.

Od KO: czyli energia istnieje. Tylko że nie jest tym, co większość by chciała, żeby była. Dla mnie, dla uproszczenia, można ją tak nazywać.

5 Replies to “Trening rdzenia mięśni”

  1. Cytat:
    „A tu okazało się, że kanały te w 90% pokrywają się z liniami przenoszenia naprężeń poprzez system powięzi. Że nakłuwanie powoduje zmiany dotyczące układu tych naprężeń. Co z tego wynika, jak to się ma do efektów leczniczych – to jeszcze wymaga wielu badań, ale otworzyło się pole do takich badań, odkryto coś, co faktycznie ma miejsce”.

    Zjawisko to wyjaśnił, czy próbował wyjaśnić prof. Zbigniew Garnuszewski. Mam pierwsze wydanie jego książki (bodajże z roku 1988) pt. „Renesans akupunktury”. Nie pamiętam teraz dokładnie, ale na 90% chodziło o reakcję włókien nerwowych układu przywspółczulnego / współczulnego na nakłucia . W wolnej chwili sięgnę po lekturę i jeśli coś naknociłem, to skoryguję swoją wypowiedź.
    Po wbiciu igły rozszerzają się naczynia włosowate w określonych obszarach, ulega poprawie cyrkulacja płynów ustrojowych.

    1. Rozszerzanie się naczyń włosowatych i poprawa cyrkulacji tłumaczą zewnętrzne objawy,,, mrowienia ciepło i resztę tego drobiazgu. Ale dlaczego wbicie igły w czubek nosa pozwala łatwiej znieść efekty zatrucia alkoholem?

  2. Cytat:
    „Rozszerzanie się naczyń włosowatych i poprawa cyrkulacji tłumaczą zewnętrzne objawy,,, mrowienia ciepło i resztę tego drobiazgu”.

    Tak serio. To nie drobiazg. Przykładowo – sprawna cyrkulacja krwi skuteczniej wymusza wymianę starych komórek na nowe. To oczywiście wspomaga leczenie. Tak działa np. akupresura.

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz