Taiji Tea House

Dostałem maila od przyjaciela, który czasem podsyła mi różne perełki (i mam nadzieję, że jeszcze na emeryturze tak będzie czynił). Mail zawierał reportaż zdjęciowy opatrzony komentarzem czytanym przez lektora. Taki internetowy sposób przekazu, żeby nie trzeba było ani czytać, ani wzroku męczyć wodząc po stronie, bo a nuż się jakąś reklamę ominie.

Ale czepiam się… reportaż fajny. Zdjęcia zarąbiste, lektor angielski, ale mówi powoli i wyraźnie. Tematem publikacji jest herbaciarnia znajdująca się w mieście Hangzhou. Nieduże (2 000 000 mieszkańców), historyczne miasto na wschodzie Chin. Rzeczona herbaciarnia jakby wycięta z filmów. To jest dokładnie to, co chciałbym kiedyś poczuć na własnej skórze. Drewno, schody, piętro niby duża przestrzeń, a pełno zakamarków różnych. Nawet ławeczki są takie wąskie jak to w pijanym mistrzu widziałem. Zresztą zobaczcie sami.

Taiji Tea House
tai chi house – kliknij na zdjęcie – link niestety już wygasł


W reportażu wspomina się o sztuce nalewania herbaty z wykorzystaniem dzbanka o bardzo długiej szyjce. Mistrzowie tej sztuki nalewają herbatę z dużej odległości, nie roniąc przy tym ani jednej kropli płynu, a w przerwach bardzo widowiskowo kręcą tymi „konewkami” zadziwiające esy floresy. Ta sztuczka dość często porównywana jest do sztuk walki, a do Taiji w szczególności. No niby płynne ruchy, choć nie specjalnie powolne, idealna kontrola czajniczka. Jak by się kto uparł, to można takim ustrojstwem nieźle przyłożyć.

Taiji Tea House

Dlaczego jest to „doszywane” do Taiji – nie wiem. Ot, to jeszcze jedna umiejętność na pograniczu cyrku, którą wykonuje się w celu przyciągnięcia klienta. Ładne to to, ale czy skuteczne? Nie, nie pytam o sztukę walki, ale wydaje mi się, że takie machanie dzbankiem nie najlepiej wpływa na temperaturę herbaty. Choć z drugiej strony muszę przyznać, że nalewanie herbaty z dużej wysokości dobrze wpływa na jej smak (coś z natlenieniem wody czy jakoś tak) – zauważcie jak w dobrych arabskich knajpach zalewają herbatę wrzątkiem.

Mam taką teorię na temat powstania sztuki nalewania herbaty, być może jest ona podobna do sztuki którą reprezentują ludzie-szyldy. W amerykańskiej kulturze* (choć i we Wawie widziałem już takiego gościa) funkcjonują ludzie stojący na poboczach dróg i wywijający w dość akrobatyczny sposób szyldami z reklamami a to restauracji, a to klubu gogo – np. zapraszamy do nas – zawsze świeże mięsko – to oczywiście reklama restauracji.

Człowiek szyld youtube (będzie jak znajdę :))

chińska herbata

Pomysł na taką działalność narodził się na plażach Florydy, gdzie młodzi skąpo odziani surferzy kręcili podobne sztuczki deskami surfingowymi mając na celu zwrócenie na siebie uwagi równie skąpo odzianych plażowiczek. Ot taki taniec godowy. Ten samczyk, który ładniej deseczką pokręci zdobędzie ładniejszą samiczkę, albo po prostu będzie je zdobywał częściej. Czyż nie tak mogłoby być w przypadku akrobacji z czajniczkiem? Może za barem stała piękna panna Zosia, a Maniek i Franek robili co mogli żeby… sami wiecie. Mam tylko nadzieję, że Taiji nie powstawało jako taniec godowy, a służyło do zabijania ;).

Z ludźmi-szyldami kojarzy mi się jeszcze jedna historia. Otóż jeden z mistrzów tej sztuki (tak, tak ma ona nawet swoje legendy, zapewne tak samo jak machanie czajniczkiem) konkurował kiedyś ze swoim adwersarzem o wdzięki pięknej kelnerki. Chłopaki tak się zapamiętali w tych konkurach, że zapomnieli o bożym świecie. W czasie coraz to wymyślniejszych ewolucji, strzałka naszego bohatera kilkukrotnie otarła się o ziemię. W wyniku tego, aluminiowy brzeg szyldu zaostrzył się niczym nóż na osełce. I tym to brzegiem nasz bohater w czasie jednej z ewolucji poderżnął sobie tętnice szyjną (źródło amerykański serial na Discovery „Śmierć na 1000 sposobów”). Nie dało się go odratować.

Na koniec pewnie zastanawiacie się nad wnioskami z tej pisaniny. Mnie nasunął się jeden…

Wszystko zaczyna się od seksu, a kończy na śmierci

Pozdrawiam serdecznie.

* bardzo przepraszam za użycie tego słowa w tym kontekście

0 Replies to “Taiji Tea House”

  1. TuTaiji być może jest nawiązaniem do terimnu z taoizmu, owego zrównoważonego stanu wszechświata, który przejawia się w tej gaoji sztuce. To jest widać taka knajpa-cyrk., ale 20 lat temu w Makao byłem w takiej knajpce z żoną, gdzie starszy Chińczyk w wife-beater-shircie przechadzał się między stolikami i gdy zobaczył, że toś ma pustą czarkę, to strzykał z odległości 70 cm na oko. Nie robił póz, tylko walił prosto między ludzi. 🙂

    Co do rozpoczynania życia seksem i zakańczania go śmiercią, to Carradine zaczął i skończył tym samym. Może oszukał śmierć? 😉

  2. Pamiętam jak ze dwa lata temu byłem gdzieś tam i nagrałem chińską „ceremonię” parzenia herbaty i zacząłem rozmawiać o tym z GeAnde :). Konkluzja była taka, że Chinczycy przykładaja do tego zdecydowanie mniejszą wagę niż Japonczycy :). Knajpka fajna, byłem w równie klimatycznej w pekińskich Hutongach :).

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz