Inne widzenie Tai chi – forma według Yang Ban Hou

Kiedyś zacząłem taki cykl, w którym chciałem prezentować różne style Tai Chi i trochę je komentować. Potem miałem jednak okazję zobaczyć taką masę filmów, przedstawiających całą gamę przedstawicieli różnorakich przekazów, że lekko się podłamałem. Niestety, moja wiedza nie sięga tak daleko, by móc oceniać i komentować. Trochę mnie to przystopowało. Chyba wiem, skąd to się wzięło. Jest tak, że tu w Polsce liczba dostępnych przekazów jest tak niewielka, że czasami zajmujemy się różnicami w formie pomiędzy dwoma instruktorami z jednej szkoły. Nie zauważamy, że Tai Chi to sztuka bogata i różnorodna.

 ekstremalne wykonania formy

Dziś przedstawię kilka filmów z przekazu wywodzącego się od Yang Ban Hou, czyli tego „złego” syna Yang Lu Chana. Zaczniemy od popularnego ostatnio materiału przedstawiającego trzy różne formy pochodzące z tego źródłu.

Pierwsza to forma długa, można ją spokojnie rozpoznać. Jest bardzo podobna do tej, którą znamy. Jazda zaczyna się później – od 27’40”. To co widzimy, to w zasadzie ta sama forma co poprzednio, tylko że wykonana w ekstremalnie niskich pozycjach. Czy to zdrowe? Widziałem kiedyś mistrza Ly, który ćwiczył w tak niskich pozycjach i nic mu nie jest. Może przy odpowiednim, morderczym zapewne, treningu jest to możliwe? Jako trzecia zaprezentowana jest, mityczna niemal, forma szybka – od 38’08”.

Teraz inne, także ekstremalne wykonanie. Forma kompaktowa, czyli małe ramy.

Przypomina mi jedno z ćwiczeń na Chuo Jiao Fanzi polegające na wykonywaniu technik na bardzo niewielkiej przestrzeni.

tajemnicze przekazy Tai Chi

I jeszcze jedno wykonanie. Podoba mi się w nim między innymi to, że nagranie zostało wykonane na ruchliwej ulicy czy jakimś bazarku, a ćwiczący nie ma z tym najmniejszego problemu.

Baaaardzo mi się to podoba. To jest styl, który mógłbym ćwiczyć, gdybym tylko miał wybór. Nadal da się rozpoznać długą formę Tai Chi (to, co oglądamy, to jej pierwsza część, nawet kończy się tak samo, jak ta YMAAowska). Ilość szczegółów… obłęd. Ciekawe jak wyglądają tu ćwiczenia z partnerem?

Yang Ban Hou 1837-1890

Mam nadzieję, że te filmy przedstawiają formy pochodzące właśnie od Yang Ban Hou. Nie mam żadnego powodu, by nie ufać opisom. Dlaczego jednak tak mocno się różnią od siebie? Cóż się musiało stać, że na przestrzeni 100 lat formy tak się od siebie różnią? Jak to połączyć z przywiązaniem do tradycji, którą tak się kojarzy z chińską kulturą?

Według podstawowej wiedzy książkowej, Yang Lu Chan miał trzech synów (córki też, ale jakoś te informacje nie liczą się, jeśli chodzi o przekaz). Średni zmarł dość wcześnie, a dwaj pozostali zostali poddani przez ojca morderczemu treningowi. Doszło do tego, że starszy (Ban Hou) uciekał z domu (do dzielnic nocnych uciech), a ojciec tam go tam szukał (no, chyba że to ustawka była). O wyczynach młodszego nic mi nie wiadomo.

Jest sporo krążących opowieści świadczących o tym, że Yang Bau Hou miał ciężki charakter i o powodach tej sytuacji. Np. taka, kiedy Yang Bau Hou wygrał jakąś walkę i przybiegł pochwalić się ojcu, że nie jest takim cieniasem, a ten wyśmiał go, bo ponoć nie użył prawidłowej techniki Tai Chi – dowodem na to miał być naderwany rękaw. Druga historia mówi o tym, że w czasie treningu ojciec tak długo krytykował jego techniki, aż ten jednym uderzeniem wywalił ścianę domu i uciekł. Albo Yang Ban Hou jako najstarszy syn miał przerost ambicji, albo ten przerost charakteryzował ojca. Jedno i drugie jest powszechnie znane.

Jest jeszcze jedna informacja… Yang Bau Hou miał syna (syna jedynego – na znaną melodię), który zerwał stosunki z rodziną, został rolnikiem i nie chciał mieć nic wspólnego ze światem sztuk walk.

Yang Ban Hou

Faktem jest, że Yang Ban Hou wielu uczniów nie miał, gdyż podobno lubił „bić ludzi”. A jeśli nie miał, to ilość przekazów powinna być minimalna. Skąd więc taka mnogość stylów pochodzących od złego syna? Moja teoria jest następująca. Sporo z nich to czyste chciejstwo. Mechanizm jest chyba dość prosty. Chińczycy ponoć już tak mają, że to w co wierzą, co ćwiczą, co sobą reprezentują, musi być stare, tradycyjne, z potężnymi korzeniami (my zresztą często też). I tak nikt nie powie, że jego styl jest nowy, bo mało kto będzie chciał to ćwiczyć. Styl musi mieć tysiąc lat tradycji, a najlepiej dwa, trzy tysiące. W Europie takie style również lepiej się sprzedają.

Na koniec następny przekaz… ten akurat najmniej mi przypomina formę Tai Chi (jak na mój gasnący powoli wzrok). Należy jednak pamiętać, że ćwiczący w chwili nagrywania filmu miał 84 lata.

Ponad osiemdziesiąt lat i nadal widać, że w rękach ma to coś, że to nie są puste ruchy.

Forma to forma, a i tak ważne jest, żeby dobre pchające dłonie były, bo bez tego to balecik tylko zostaje.

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz