Jak to dwóch facetów sobie w krzakach pokazywało…

Niedzielny poranek. Pognało mnie do Królewskich Łazienek, gdzie nauczyłem się czegoś ciekawego o tym jak to „Podnoszenie igły z dna morza” w Lao Jia ma więcej wspólnego z „Naciskaniem dłonią” ze stylu Hao, niż z „Wyciąganie igły z dna morza” uczonego z przekazu mistrza Yanga. Może jednak to różnica w znaczeniu pomiędzy słowami

Viet Tai Chi

Tematem dzisiejszych moich wynurzeń (Danusia podpowiada, że wynaturzeń) będzie zjawisko zwane Viet Tai Chi. Od razu na dzień dobry pozwolę sobie zauważyć, że Viet Tai Chi to nie jest Tai Chi Quen. I nie ma z nim nic wspólnego poza nazwą. Pierwszy raz o Viet Tai Chi dowiedziałem się z plakatów. Swojego czasu była to

Seminarium stylu Hao

Anonsowałem, byłem i polecam. W zasadzie na tym powinienem skończyć relację. Bo cóż tu pisać? O tym, że to przekaz mi się podobał już pisałem (O Tu między innymi), o tym jak uczy Andrzej Kalisz – też (o tu na przykład), a i o samym prowadzącym można było już co nieco przeczytać (Pięć pytań do…).

Żadnej magii… – część pierwsza

A było to tak. Dawno, dawno temu z nudów przeglądałem księgozbiór Danusi. Była tam jedna książka wydana w połowie lat osiemdziesiątych, nakładem wydawnictwa „Praktyczna Pani” pod tytułem „Poradnik praktycznej kobiety”.  Było tam mnóstwo przepisów, porad na wywabianie plam, cerowanie pończoch itp. W tamtych latach takich książek wydawano mnóstwo. Kiedyś trafiłem egzemplarz z lat 50’tych, gdzie