…i tylko klepek żal…

Właśnie się kończy. Kolejny letni obóz YMAA w Brennej. Ech, jakby człowiek chciał mieć tyle czasu, żeby być wszędzie, gdzie się dobrze ćwiczy i ludzie są wspaniali. Nawet nie tyle, żeby mieć czas, bo można wszak pizgnąć szychtę w trzy diabły, wypisać się z rodziny i takie tam. Ja bym

Drogi pamiętniczku… nic nie umiem…

Miałem nagrywać, fotografować i pisać. O treningach miałem pisać, ale ciężko jest. Normalnie nie za bardzo mam czas podbiec po aparacik i coś nagrać. A zdjęć na ogólnej przerwie robić nie będę, bo wyjdzie na to, że nic tu nie robimy. Dzień treningowy w Brennej wygląda tak: Pobudka 6:00. Sala wolna, kto chce może sobie przychodzić.