Sąsiedzi

W budynku, w którym jest siedziba Akademii Yi Quan, znajdują się piwnice na wynajem. Nie są to jakieś tam, znane z blokowisk boksy dwa na trzy kroki, ale duże pomieszczenia z przeznaczeniem na działalność. Ktoś pomyślał i tak zaprojektował budynek. I w jednej takiej piwnicy mieści się właśnie salka Akademii. Nie duże to, z rurami

Stojący worek bokserski

Widywałem takie worki na portalach aukcyjnych, ale zawsze myślałem, że to raczej zabawki dla dzieci. Dmuchane worki, mocno obciążone w swojej dolnej części (najczęściej wodą) można ustawić w ogrodzie tak, by młodociany adept mógł się wyszaleć kopiąc go i uderzając. Działa to niczym wańka-wstańka. Potem w necie znalazłem kilka przykładów bardziej profesjonalnego zastosowania takich worków.

Po waleniu ich poznacie…

… i nie chodzi wcale o to, żeby rozpoznawać człowieka po tym wymierającym gatunku wieloryba. A o co? O tym jak zwykle później. W tym tygodniu jestem w Wawie. To coś fajnego, jakaś odmiana. Codziennie czuję, że to już chyba piątek, bo wiem że, wieczorem po treningu ląduję we własnym łóżku w doborowym towarzystwie, a

Niespodzianka

Niespodzianka… wczoraj przy śniadaniu V. spytał mnie czy czegoś jeszcze potrzebuję? Nie bardzo wiedziałem o co może mu chodzić. Stół pełny, barek jakbym tylko wyraził ochotę otwarty, partnerzy do spożywania nie do zdarcia, więc co? Bałem się pomyśleć jaką sytuację mogę wieczorem zastać w swoim tymczasowym pokoju. V. jest znany z tego, że załatwi wszystko

Worek pod gwiazdami

Po krótkiej przerwie znów wylądowałem na delegacji. Po przyjeździe okazało się, że moja salka, o której pisałem wcześniej (zobacz tutaj -> prywatna sala), jest niedostępna. Zaraz po nowym roku weszli tam robotnicy i ocieplili dach watą mineralną, ale jeszcze jej nie zabezpieczyli. Tak więc w powietrzu unosi się rakotwórczy pył i trenowanie na poddaszu byłoby

Rytm

Miało być czasami o muzyce i dziś mam na to ochotę. A ochota przyszła mi ostatnio, kiedy siedziałem w pracy sam, bo koledzy moi w rozjazdach. A kiedy kotów nie ma – myszy harcują. Myszy, czyli ja. Mogę wtedy spokojnie puścić sobie muzykę. To nie tak, że słucham muzyki zamiast pracować. Stukam w klawisze z

Skakanka

Nienawidzę skakanki – wiem, że to już pisałem, ale pozwolicie że powtórzę, bo mi to lepiej robi. Nienawidzę skakanki… Wiem, że większość z czytelników, a szczególnie czytelniczek, nie rozumie moich negatywnych uczuć do tego kawałka sznurka. Kiedyś to była taka podstawowa zabawka, którą miała większość dziewczynek. Chłopcy nie musieli – my pożyczaliśmy skakankę, jak trzeba

Kanciapa trenera

Dziś poniedziałek, więc na tapecie mamy boks. Trening jak zwykle męczący, trochę mi teraz w czasie pisania ręce drżą, bo sporo ćwiczyliśmy przyjmowania uderzeń na przedramiona, a mój partner mimo młodego wieku, wcale mnie nie oszczędzał. Do notesika trafiła za to nowa kombinacja uderzeń z wymuszonym unikiem. Po treningu miałem możliwość rozejrzeć się po magazynku

Boks

Wróciłem na boks. Słowo wróciłem, jest oczywiście lekką przesadą, bo moja poprzednia przygoda z tym szlachetnym sportem trwała bardzo krótko. Teraz to już ponad miesiąc. Specjalnie czekałem z tym wpisem, żeby się nie okazało, że chwaliłem się, chwaliłem i poszedłem raz żeby mieć o czym pisać. Chodzę raz w tygodniu, bo na tyle starcza