Sąsiedzi

sąsiedzi

W budynku, w którym jest siedziba Akademii Yi Quan, znajdują się piwnice na wynajem. Nie są to jakieś tam, znane z blokowisk boksy dwa na trzy kroki, ale duże pomieszczenia z przeznaczeniem na działalność. Ktoś pomyślał i tak zaprojektował budynek. I w jednej takiej piwnicy mieści się właśnie salka Akademii. Nie duże to, z rurami wzdłuż ścian, ale ma klymat (że tak po warsiawsku powiem), a co najważniejsze – jest.

I tak od pewnego czasu siedzę sobie w tym treningowym podziemiu. Czasami duszno, czasami chłodno, ale jakbym chciał ciepło, to pojechałbym sobie na Seszele.

karate
Michał Piotrkowicz

Któregoś razu, kiedy zszedłem do salki zauważyłem, że sąsiednie pomieszczenie ogląda kilka osób. Nic to, od tego są pomieszczeniami na wynajem, aby były wynajmowane. Jednak pewien czas później kiedy mijałem otwartą salkę a w niej krzątających się ludzi w roboczych ciuchach, zauważyłem że przed drzwiami leżą … treningowe miecze. Czyli co? Nasi? Chwilka rozmowy (niestety przed zajęciami mam tylko czas na zmianę spodni i butów) i już wiem – to chłopaki od karate, a szykują sobie salkę treningową. No proszę, kto by pomyślał, że na Grochowie będzie powstawało takie centrum treningowe? Jest już Yi Quan i Tai Chi, będzie jeszcze karate i MMA. Co dalej? Jest jeszcze kilka pomieszczeń.

sala do remontu

Remont nie trwał długo. Człowiek, którego widywałem przy pracy, to Michał Piotrkowicz (5 dan karate). Wedle strony internetowej ma stopień „shihana” (profesora sztuk walki). Prywatnie jest synem Tomasza Piotrkowicza – założyciela Warszawskiego Centrum Karate (działa od 1991 roku), prowadzącego zajęcia przede wszystkim z karate, ale (wedle ich strony) także MMA, boksu i gramplingu. Pan Tomasz otrzymał w 2014 roku najwyższy w japońskich sztukach walki tytuł trenerski – „hanshi” (z rąk mistrza T. Okuyama w imieniu Światowej Federacji Budo).

michał człowiek pracy
chcesz mieć salkę? To se zrób. Michał na roboczo

I tak w zeszłym tygodniu salka była już gotowa. Ładna pianka na podłodze (wszak będą się kulać), zaczepy na worki, deska do gruszki refleksówki na ścianie, a na regałach hantle, kettle (szkoda, że tylko do 10 kg) i trochę innego treningowego planktonu. Odmalowane, wypucowane – nic tylko ćwiczyć.

I zaczęli. Myślałem, że karate wymaga nieco więcej miejsca, ale na pierwszy rzut poszło MMA. I w czasie kiedy my staraliśmy się połączyć Dantien z centrum wszechświata, oni walili w worki, kopali i ogólnie głośno się zachowywali. Tu muszę wyjaśnić, że żeby w czasie treningu było czym oddychać, najczęściej mamy otwarte drzwi i nieważne czy ćwiczy się Tai Chi czy wali w worki.

Michał Piotrkowicz

Czy to przeszkadza? Mnie nie, ot jeszcze jeden dźwięk, od którego muszę się odciąć, zresztą po pewnym czasie przestawałem je słyszeć. To jest tak, że umysł jeśli jest pod wpływem jakiegoś bodźca często występującego, przestaje go zauważać. Więcej – to nie umysł to robi, tylko zmysł słuchu. Tak więc z rzadka słyszałem uderzenia dobiegające zza ściany. Działo się to tylko wtedy, kiedy ja sam uciekałem tam umysłem, tęskniąc za biciem w worki (zawsze po pracy mam ochotę walić w worek. Lepiej w worek niż w…).

wjeście w nogi
wejście w nogi

Rozumiem jednak, że może to przeszkadzać początkującym. Szczególnie takim, którzy szukają ciszy, spokoju i zapachu fiołków. Niestety szukają tego na zewnątrz nie pamiętając, że szybciej (choć to nie znaczy łatwiej) znaleźć można to w sobie.

Ciekawą rzecz powiedział Andrzej Kalisz. Mówił, że takie osoby miałyby problem aby ćwiczyć w Chinach. W większości parków, tak hołubionych przez europejskich entuzjastów eterycznych ćwiczeń, warunki nie są łatwe. Zgiełk, głośna muzyka, tłum i wiele ciekawskich oczu to standard. Ćwiczenie Tai Chi pomiędzy grupą emerytek uprawiających disco fit gimnastykę, a ludźmi z zapamiętaniem zgłębiającymi tajniki, np. argentyńskiego tanga, to jest wyzwanie.

Wygląda na to, że ja miałem w Kantonie farta ćwicząc w świątyni, ale nie zapominajmy, że wstawałem wcześnie rano i właziłem na wieżę, bo wstydziłem się ćwiczyć wśród ludzi.

a na stołach trochę sprzętu

Wracając do Michała i jego ćwiczeń. Na sali ćwiczyło ich razem czterech, to mała salka dla małych grup, ale wygląda na to, że będziemy mieli uczciwe, treningowe sąsiedztwo. I fajnie.

gdzie ćwiczyć?

Jeśli ktoś jest zainteresowany karate i MMA to myślę, że spokojnie mogę polecić Warszawskie Centrum Karate (info w żaden sposób nie jest sponsorowane). Zajęcia prowadzą w całej Warszawie. Więcej wiadomości na stronach www.karate.com.pl oraz www.mma.waw.pl. Zresztą jest ich w necie dużo, prowadzą zajęcia dla dzieciaków i dorosłych.

A hałasy? Well.. jeśli jest jakieś In (nasza cisza), to musi być też jakiś Yang, to są zwyczajne dzieje. Dla mnie to jeszcze jedno wyzwanie,

A dla nowych sąsiadów… życzenia owocnych treningów. Pamiętajcie, że lepiej jest być na górze ;).

8 Replies to “Sąsiedzi”

      1. może nie być lekko. W środę, słyszałem że przyszła do nich szefowa spółdzielni i prosiła żeby ciszej…

    1. Ten którego poznałem na lotnisku? Swoją drogą to te dachy trochę mnie męczą…

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz