Relacja z Tajwanu…

Fiodor – i smoki w tle

Fiodor to mój człowiek na Tajwanie. To gość, którego poznałem w czasie treningów jeszcze z czasów starej szkoły YMAA Warszawa. Zawsze czegoś szukał, w treningu był dokładny i cierpliwy. Bardzo dużo ćwiczył. Potem przez jakiś czas ćwiczyliśmy razem, ale jemu ciągle było mało. Nie dziwię mu się, nie jestem żadnym wiarygodnym źródłem wiedzy.

Nie mniej jakieś dwa lata temu gruchnęła wiadomość, że Fiodor jest w Hong Kongu. Potem długo, długo cisza, aż nagle zadzwonił mój telefon. Fiodor informował mnie, że jedzie uczyć się do Chin. HURRA… nareszcie ktoś pojedzie uczyć się u źródła!!! I może kiedyś wróci, a ja będę miał szansę nauczyć się czegoś od niego – jeśli będzie jeszcze chciał się podzielić wiedzą? Ale to przyszłość. Jak Fiodor przeczyta co się w Polsce dzieje, to zostanie na stałe na jakiejś wyspie pod palmą.

Na razie… Na razie Fiodor znów wylądował na Tajwanie. Tam zamieszkał w świątyni, a mnie udało się nawiązać z nim w miarę stały kontakt. To zaowocowało krótkim fotoreportażem, który od niego otrzymałem.

Mój człowiek w świątyni…

Lu Dongbin

Wieści są więc takie. W czasie swojej podróży za wiedzą Fiodor zawędrował do pewnej świątyni taoistycznej na Tajwanie. Gdzie się mieści… wiem tylko tyle, że w górach i to widać na zdjęciach. Wiem też, że patronem świątyni jest mistrz Lu Dongbin, jeden z ośmiu nieśmiertelnych. Jak widać na rysunku to facet z mieczem na plecach i tykwą w lewej ręce. Ciekawe czy tykwa tylko na szczęcie (tykwa – działa jak nasz podkowa) czy też może zawiera jakiś płyn „na zdrowie”? Nie mniej – już go lubię.

Drugim patronem świątyni jest Guan Gong – generał z czasów trzech królestw. Mam nadzieję, że dobrze piszę nazwiska – tak jak wspominałem, kontakt z Fiodorem technicznie nie jest prosty.

Świątynia została zbudowana zgodnie z regułami Feng Shui oraz wskazówkami Lu Dongbina.

Mnichowie świątyni są bardzo mocno przekonani o mocy tego miesjca. Twierdzą, że ich modlitwy są w stanie odpędzić często nawiedzające ten rejon tajfuny.

Świątynie Tajwanu

Jak się żyje w takiej świątyni? Dużo nie wiem, poza tym wydaje mi się, że autor nie chciałby upubliczniać ot tak… wiem, że normalnie oddycha się do przed 7 rano i po 18 wieczorem – mogłoby mnie to zatem zabić.

Krótki risercz w góglach zrobiłem i pasuje mi do opisu świątynia Zhinan w prowincji Muzha, ale to nic pewnego.

Nie mniej jednak zdjęcia Fiodor pozwolił mi pokazać. Co niniejszym czynię…

świątynie Tajwanu
jak twierdzi Jiuzhizy… góry są… miejsce do trenigu też…
ciekawe po co te kraty wokół słupów?
jak widać – nie ma przymusu by ćwiczyć w grupie
typowy Chiński nieporządek… ale lew z piłką jest…
dla ćwiczących – czajnik z herbatą… i zdumiewająca ilość czerwonych lampionów…
patron świątyni
tęcza, że o rany…

Są góry, są palmy i smoki też są – da się żyć…

9 Replies to “Relacja z Tajwanu…”

  1. taka swiatynie mozesz kupic w kazdym chiskim sklepie ze swiatyniami, przynajmniej jeden taki w kazdej dzielnicy znajdziesz, i mozna toto postawic u siebie na trawniku i praktykowac w atmosferze przepelnionej plastikiem. co nie zmienia faktu ze tylko pozazdroscic

    1. Chłopie… Skąd u ciebie tyle niewiary. Oni poprostu tak mają. To inna estetyka bo inni ludzie.

      Mniej czerwonego mięsa a więcej medytacji.

      1. alez jestem niewierzacy acz praktykujacy
        oni z kolei wiecej zoltego miesa i medytacji nad smartfonami

      2. KO – to mit, że czerwone mięso powoduje agresję ;). Natomiast z medytacją różnie bywa 😉

          1. moje motto to „dum spiro spero” (przydatne zwłaszcza w parterze 🙂 ), a więc jest nadzieja aż do ostatniego oddechu 😉

  2. Jeśli są góry i palmy to gra gitara, gorzej ze smokami – wolę żurawie jako para-taijiowiec :). Ale sam wspomniałeś, że żyć mógłbyś tylko między 18.00 a 7.00 rano ze względu na brak tlenu ;). Ja miałbym chyba dłuższą dobę, ale nie wiadomo jak długo jeszcze, bo lata lecą ;). Ogólnie Tajwan znajduję bardzo fajnie :), a po którymś z przeprowadzkowych pomysłów GeAnde, gdzie celem był właśnie Tajwan, całkiem serio brałem pod uwagę wyjazd na kilka miesięcy….. 🙂

  3. Chyba nie potrafiłbym się skupić w tak pięknej świątyni. Kurczę, ileż to jeszcze pracy przede mną…

    1. W Kantonie ćwiczyłęm w świątynu która była równie piękna… choć zdecydowanie inna. I powiem szczerze że ta jej urodo wręcz mi pomagała. Ale poprzedniego dnia byłem tam tylko i wyłącznie w celach turystycznych…

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz