W poszukiwaniu Qi

Tak jak obiecałem będę umieszczał także artykuły innych autorów. I teraz zaczynam. Poniższy tekst jest autorstwa Dariusza Muraszko (aka władca północy) instruktora Taiji stylu Wu oraz wietnamskiego stylu Hu Lung Pai. Kiedyś miałem okazje gościć w jego szkole na seminarium z Taiji stylu Wu prowadzonego przez dr Marka Langwailera. Ponieważ poniższy tekst i bez mojego wstępu jest obszerny to skomentuje go innym razem. Zapraszam do lektury :


„Tajemnica energii działania polega na tchnieniu nauki”
Ludwik Hirszfeld (1884-1954)

Dziękuję Annie Malinowskiej ze Słupska – pasjonatce Wu Taijiquan oraz Robertowi Kopeć z Koszalina – mistrzowi Taekwondo, za gorące zachęty do napisania tego artykułu.

W poszukiwaniu energii QI

„Rok 2010. Sala treningowa w Słupsku. Instruktor prowadzący zajęcia z zakresu Wu Taijiquan poleca wybranemu losowo uczniowi podniesienie rąk. W której kończynie odczuwasz mrowienie – pyta prowadzący. Kursanci zamierają w bezruchu. W lewej – odpowiada młody uczeń. Hmm, właśnie chciałem, aby tak było – zatriumfował głos instruktora”.

Po zakończeniu eksperymentu uczestnikom zajęć wyjaśniono, iż prowadzący zaprezentował jedną ze sztuczek jakimi, niekiedy posługują się nauczyciele Taijiquan / Qigong.

Cuda, cuda ogłaszają

Gdy w roku 1986 rozpocząłem nauczanie stylu Wu Taijiquan, nie sądziłem, że z upływem czasu pionierska organizacja zainicjuje pozytywne doświadczenia u setek trenujących u nas osób. Ich szczere relacje o korzystnym wpływie chińskich ćwiczeń zdrowotnych na dobre psychofizyczne samopoczucie inspirowały mnie do podnoszenia jakości zajęć, a także poszukiwania nowych dróg rozwoju. Jednak gdy opowieści uczniów przybrały na sile i w późniejszym czasie stanowiły jakby „świadectwo cudownych uzdrowień” – odczułem przemożną potrzebę „ubrania” tegoż w racjonalny język. Sytuacja osiągnęła apogeum, gdy stosunkowo niedawno część uczniów zachęcała mnie do popełnienia książki lub pracy doktorskiej na temat Qigong. Oczywiście na tak miłą prośbę zareagowałem grzecznie odmową. Jako instruktor uważam, że przestrzeń na zasobniejsze w treści publikacje (tego typu) powinienem pozostawić mistrzom. Moje doświadczenia w Taijiquan / Qigong pozwalają zaledwie na próbę cząstkowego wyjaśnienia „zjawisk” goszczących na naszych salach treningowych.

Pierwsza inspiracja

Pod koniec lat 80 tych miałem sposobność zapoznać się z wywiadem, którego udzielił mistrz Wu Tunan (uczeń Wu Jian Quan`a) na łamach pisma „China Daily” (1981 r.). Był on dla mnie bodźcem do dość wnikliwych studiów różnych teorii związanych z tym, czym się na co dzień zajmowałem – czyli stylem Wu. Oto fragment wywiadu:

„Ostatnie odkrycia w fizjologii , nauki zajmującej się mózgiem dowiodły, że pod kontrolą naszego umysłu znajdują się nie tylko mięśnie wprawiające ciało w ruch. Poprzez skupienie uwagi na określonych częściach ciała i myślenie o tym w odpowiedni sposób już dzięki krótkiemu okresowi treningowemu – przy wykorzystaniu biologicznego sprzężenia zwrotnego – określone wewnętrzne działania mogą podlegać naszej kontroli, a także mogą być one wywoływane. Zjawisko to zostało zaobserwowane już dużo wcześniej i było wykorzystywane przez mistrzów Taiji quan setki lat temu. Jednym z eksperymentów przeprowadzonych w ostatnich latach na zachodzie było zwiększanie i zmniejszanie temperatury koniuszka palca samą siłą umysłu. Jest to rezultat zamykania i otwierania naczyń włoskowatych tylko przy pomocy samego myślenia o tym. Jest to naukowe wyjaśnienie lekkiego rozszerzania i mrowienia często odczuwanego przez praktyków Taijiquan, kiedy ich umysły są skupione na dłoniach lub koniuszkach palców. Czasami, można odczuć także strumień ciepła przebiegający przez określone partie ciała w czasie wykonywania pewnych ruchów. Jest to spowodowane rozszerzeniem większych naczyń krwionośnych, co umożliwia przepływanie przez nie większej ilości krwi. Chociaż szerokie zrozumienie Qi dalej jest tematem naukowych spekulacji i nie wiadomo, co powoduje ciepło i mrowienie (swobodny przepływ krwi, Qi, czy też te dwa czynniki razem), to jednak najważniejszą rzeczą jest to, że praktykowanie Taijiquan w oparciu o zasadę kierowania Qi poprzez umysł i doprowadzenie do swobodnej cyrkulacji tej energii w ciele wspaniale oddziałuje na nasze zdrowie i długowieczność”.

Jesteśmy różni

To co nas otacza istnieje jako doświadczenie indywidualne, jakby subiektywne lustro rzeczywistości. Z tego powodu osobisty punkt widzenia jednostki na zagadnienie X czy Y może mieć mało wspólnego z „kadrami” utrwalonymi w głowach innych ludzi.

Pedagogika czy psychologia śmiało głoszą, iż kształtują nas doświadczenia przeszłości, ale też nadzieje związane z tym, co przyniosą kolejne miesiące lub lata.

Szablony myślowe, jak się okazuje, są dość mocno zakotwiczone w naszych umysłach. Trudno jest rezygnować z nawyków / przyzwyczajeń, choćby doradzał to tak zwany zdrowy rozsądek.

Modyfikowanie wyobrażeń okazuje się wyzwaniem skomplikowanym, gdyż warunkuje je konieczność uwolnienia od swoistych schematów. Wzorce funkcjonujące w głowach – które powinny nas zabezpieczać przed sytuacjami trudnymi – niekiedy blokują otwarcie się na nowe doświadczenia. Warto też pamiętać, iż myśli mają moc dostarczania siły (energii), ale potrafią również działać odwrotnie.

Konsekwentnie powtarzam swoim uczniom Taijiquan / Qigong, że z punktu widzenia neurologii schematy myślowe stanowią sploty połączeń neuronowych, które odznaczają się (jednak) sporą „plastycznością”. Między innymi za ich przyczyną mamy sposobność interpretować zjawiska zachodzące we wszechświecie tak a nie inaczej. Znamienne jest jednak to, że nie koniecznie robimy to identycznie jak inni ludzie. Fakt, iż jedni są bardziej np. religijni, a inni skłaniają ku ateizmowi można dziś dość klarownie tłumaczyć posiłkując się np. neurologią. Zatem warto zaznaczyć, że w szeroko rozumianej społeczności znajdziemy osoby głęboko wierzące w energię Qi oraz takie, które będą jej istnienie negować.

Szczypta neurologii

Jak wiadomo dotkniecie skóry wywołuje impulsy nerwowe. Zmierzają one przez grzbietowe kolumny rdzenia kręgowego oraz przekaźnik sympatyczny do kory mózgowej. Interesujące jest to, że na tych etapach wędrówki impulsy mogą zostać wyhamowane na rzecz bodźców o większej intensywności. Dzięki temu do kory dociera sygnał „mocniej zdefiniowany” a wrażenia dotykowe są precyzyjniej lokalizowane. Proszę sobie przypomnieć „dziecięcy” sposób na uśmierzanie bólu: „Skoro Cię boli ząb to uderz się mocno w nogę – wówczas nie będziesz odczuwał cierpienia z powodu zęba”. Wrodzona możliwość osłabienia określonych bodźców neuronalnych może nas chronić od zajmowania się impulsami, które odwodzą od działań „ważnych”. W środowisku osób uprawiających Gongfu znane są przypadki gdy walczący ignoruje ból czy nawet zranienia. W tej sytuacji wzmocniona koncentracja na przebiegu walki stanowi bodziec opozycyjny do wymienionego wcześniej. Dzięki opisanemu wyżej procesowi łagodzone są nieprzyjemne doznania, np. zranienia. Na podanym przykładzie dość łatwo jest zrozumieć w jaki sposób doświadczamy blokowania wrażenia bólowego w mózgu. Warto podkreślić, iż zasadne wydaje się tu stwierdzenie: techniki Taijiquan, Qigong czy akupunktury są w stanie wywołać pewną anestezję dzięki hamowaniu „kanału” czucia prze z drogi korowe (lub inne). Osoby systematycznie praktykujące Taijiquan legitymują się wyćwiczoną wzmożoną koncentracją uwagi. Głębokie skupienie na ruchu, oddechu lub też określonej wizualizacji towarzyszącej ćwiczeniu stanowią skuteczny antybodziec (bodziec opozycyjny) odciągający uwagę od dolegliwości sprawiającej dyskomfort. Jest to zjawisko ze wszech miar pożądane. Intensywny ból hamuje skutecznie chęć do walki o wyleczenie. Dlatego uśmierzanie cierpienia stanowi poważny element terapii pośród tych osób, które odznaczają się szczególnie wysoką wrażliwością na intensywne impulsy nerwowe.

Reguły Taijiquan pozostają w zgodzie z procesami opisanymi wyżej. Dla przykładu, w fizjologii znana jest zasada, że poprawne funkcjonowanie systemu nerwowego warunkuje prawidłową pracę wielu części ludzkiego ciała. Wspomniana zasada koresponduje z naczelną regułą Taijiquan, w myśl której sztuka ta opiera się głównie na sile spokojnego umysłu, a nie na mięśniach. Dlatego umysł (Yi) powinien kierować ciałem w taki sposób, aby napięcie mięśni w trakcie ćwiczeń ograniczone było do niezbędnego minimum. Tak wykonane ruchy pozwalają na zachowanie zrównoważonego, wolnego od wszelkich zakłóceń stanu psychofizycznego, a to sprzyja regulacji systemu nerwowego. Zatem jeszcze raz – praktykowane w ten sposób Taijiquan zwiększa stymulację określonej partii kory mózgowej, ograniczając stymulowanie innych rejonów mózgu. W rezultacie redukowane są bodźce odpowiedzialne za chroniczne dolegliwości czy stresy, a to daje szansę na powrót do harmonii i zdrowia.

Siła myśli i sugestii

W roku 2005 świat obiegła szokująca informacja. W wagonie – chłodni znaleziono zwłoki kalifornijskiego kolejarza. Kiedy wszedł do lodowni w celu skontrolowania znajdującego się tam ładunku, zatrzasnęły się drzwi. Po jakimś czasie martwego kolejarza znalazł inny pracownik. Na ścianie wagonu widniał napis: „Nikt nie usłyszał mojego wołania o pomoc. Czuję jak zamarzają mi nogi i ręce. Nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam”. Obok napisu znajdowała się data. Istotne w tej historii jest to, że agregat chłodni był uszkodzony, a temperatura pomieszczenia nie odbiegała od tej na zewnątrz. Czyli wyziębienie nie było przyczyną zgonu. Nie stwierdzono też niedoboru tlenu w
pomieszczeniu.

W XXI wieku nie ma już najmniejszych wątpliwości, że myśli w sposób realny wpływają na nasze życie, samopoczucie itd.. Dlatego proszę pamiętać o tym, iż mają one moc dostarczania siły (energii), ale potrafią również działać odwrotnie.

Wiara w lecznicze właściwości określonych zabiegów znana jest od zarania dziejów. Już w starożytności zaobserwowano, że pacjenci szybciej odzyskują zdrowie, jeśli ufają swemu lekarzowi. Wkraczamy tu w zagadnienie tak zwanego efektu placebo, który nie powinien być pochopnie określany „pseudo leczeniem”. Uczeni stwierdzili, że chorzy cierpiący np. na niewydolność krążenia rzadziej trafiają do szpitala, gdy systematycznie zażywają pigułki bez leku (czyli placebo). Oczywiście pacjenci nie są informowani o tym, co w rzeczywistości łykają. Zatem kolejny raz nasuwa się wniosek, że świadomie lub podświadomie możemy wpływać na określone procesy samoregulacji organizmu. Badania uczonych z University of Michigan wykazały zwiększenie aktywności lewej kory przedczołowej u osób, które spożyły placebo. Kora ta hamowała odczuwanie bólu w podwzgórzu oraz korze czuciowej.

Warto dodać, iż w innym uniwersytecie odnotowano długotrwałą poprawę zdrowia u osób chorych na Parkinsona. Warunek dobrego samopoczucia stanowiło przeświadczenie pacjentów co do skuteczności operacji, która tak naprawdę była fikcją. Czyli skutki takich terapii warto poddać szczególnej rozwadze.

Jaki jest zatem związek powyższego z „gimnastyką” o chińskim rodowodzie? Uważam, iż dość wyraźny. W mojej ocenie skuteczność Taijiquan / Qigong, z uwagi na specyfikę ich struktury ruchu, przewyższa działania typu placebo, jak np. fikcyjne operacje czy oddziaływanie „uzdrowicieli”. Po pierwsze – poprawne wykonywanie wymienionych ćwiczeń w sposób bezpośredni oddziałuje zdrowotnie na cały aparat ruchu. Po drugie – techniki typu „medytacyjnego”, do których zalicza się np. Yogę czy tradycyjne Taijiquan zwiększają aktywność lewej kory przedczołowej. To z kolei wpływa „kojąco” na podwzgórze oraz korę czuciową, która odpowiedzialna jest za „wrażenie” bólu. Jak już wcześniej wspomniałem eliminacja cierpienia sprzyja szybszemu powrotowi do zdrowia. Jednak nie tylko na ten fakt zwracam uwagę czytelników. Stymulacja kory przedczołowej wyraźnie zwiększa aktywność układu odpornościowego! Zatem osoby praktykujące Taijiquan, przy okazji zdrowej „gimnastyki”, realnie wpływają na to, co dzieje się w głębi nich samych.

Co ma mniejsze znaczenie

Pośród ludzi parających się Taijiquan/Qigong prawie zawsze wyłania się grupa „widzących” inaczej. Mam na uwadze osoby, które podczas ćwiczeń doświadczają specyficznych zjawisk takich jak: widzenie kolorów, słyszenie dźwięków, odczuwanie wibracji itp..

Jako że tematy te były często poruszane w bardziej klasycznych tekstach dotyczących Qigong, pozwolę sobie tylko na krótką refleksję.

Według mojej, i nie tylko mojej oceny doświadczanie wspomnianych wyżej zjawisk nie ma istotnego wpływu na rozwój w praktykach wewnętrznych (Neijia). W Buddyzmie Zen znany jest termin Makyo – czyli iluzja. Jest to coś, co należy odrzucić aby pójść krok dalej. Generalna zasada dotycząca „wizji” objawiających się podczas ćwiczeń Taijiquan/Qigong jest taka, aby się im zbytnio nie przyglądać. Dość często uczestnikami wspomnianych „halucynacji” są synestycy. Synestezja jest zdolnością odczuwania przez jeden ze zmysłów wrażeń „zarezerwowanych” dla zmysłu innego. Pisząc inaczej, cyfra np. 8 z jakiegoś powodu budzi u takiej osoby skojarzenia z określonym dźwiękiem. Synestezja występuje częściej u kobiet niż u mężczyzn. Wrażenia smakowania kształtów, słyszenia kolorów czy obserwacji dźwięków są u ludzi w ten sposób usposobionych dość częste. Ostatnie badania wykazały, iż synestezja przypomina padaczkę skroniową. Stąd pojawiają się opisane wcześniej doznania. Warto jednak z całą mocą podkreślić, że o ile typowa padaczka jest chorobą, to synestezji nie powodują patologiczne zaburzenia mózgu.

Nieco o małych cząstkach

Nie jest łatwo pisać o sprawach złożonych w sposób przystępny. Wierzę jednak, iż ten wątek nie znuży zanadto moich uczniów, tym bardziej, że w artykule prezentuję jedynie niewielki wycinek zagadnień będących w kręgu moich analiz.

Tematem, który może zainteresować praktyków Taijiquan jest tak zwany eksperyment kopenhaski. Pisząc krótko i nie wdając się w zawiłości z zakresu fizyki, wspomnę o badaniach przeprowadzonych w latach dwudziestych ubiegłego wieku w stolicy Danii¹. Tamtejsi naukowcy zauważyli, że znany powszechnie elektron nie musi być konkretnym obiektem, lecz może istnieć jako pewna „możliwość” do momentu zwrócenia na niego uwagi. Pisząc jeszcze inaczej – elektron przybiera określoną postać wówczas, kiedy poddawany jest obserwacji. Gdy doświadczenie, czyli przyglądanie się wspomnianemu obiektowi dobiega końca, ten jakby rozpływa się w „przestrzeni innych sposobności”.  Zatem wniosek jest zaskakujący – materia przybiera określony kształt, ponieważ na nią patrzymy. Tu wypada zakończyć wywód, który stanowi zaledwie wprowadzenie do fizyki kwantowej. Nie każda osoba trenująca Taijiquan będzie chciała dostrzegać związki tego co robi na sali treningowej z nauką będącą w powijakach. Jednak o badaniu kopenhaskim wspomniałem rozmyślnie. Mowa w nim była o akcie woli świadomego umysłu, czyli w przypadku wspomnianego eksperymentu – o obserwacji. Nie mam najmniejszej wątpliwości, iż myśl czy chęć zamiaru sterują działaniem człowieka. Dość trudno jednoznacznie objaśnić, w jaki sposób się to dzieje, lecz wpływ intencji na nasze poczynania jest bezdyskusyjny. Niekiedy w ramach zajęć uczących sztuki kontroli nad ciałem oraz umysłem proszę uczniów o zginanie i prostowanie palca. Co się wówczas dzieje? Myślenie (akt woli) stymuluje aktywność neuronalną w mózgu. Czyli zachodzą w nas procesy będące przyczynkiem wyładowań impulsów z piramidalnych komórek kory ruchowej, co skutkuje skurczami mięśni. Zatem posiadamy określoną władzę nad procesami zachodzącymi w naszych organizmach! Mam nadzieję, że wobec powyższego interesująco zabrzmi klasyczny tekst cytowany w niektórych w szkołach Wu Taijiquan: „Kiedy umysł kieruje Qi, to musi ono opadać jak najgłębiej, tak aby mogło przenikać przez kości. Gdy Qi porusza ciałem, ciało musi poddawać się temu, tak aby umysł mógł łatwo i skutecznie nim kierować”.

Istotne z punktu widzenia zdrowia jest posiadanie odpowiedniej liczby zdrowych komórek. W każdym organizmie odbywa się ich nieustanna wymiana, stare zastępowane są nowymi. Zdrowa i silna „celulla” stanowi fundament sprawnego funkcjonowania ustroju. Skutecznym nośnikiem wartości odżywczych dla komórek jest krew (utożsamiana często z Qi). Komórki pobierają z niej potrzebne składniki, dzielą się i tworzą nowe. Warto dodać, że komórka krwi stanowi jakby akumulator zdolny do gromadzenia i wydalania potencjału elektrycznego! Pożądane jest utrzymanie jego wartości na określonym poziomie. Wymiana komórek przebiega sprawniej u człowieka zrelaksowanego. Jak sugerował to mistrz Wu Tunan (patrz rozdział „Pierwsza inspiracja”), wspomnianym procesem można też kierować bardziej świadomie. Zatem nie ulega wątpliwości, że określone ćwiczenia Qigong oraz Taijiquan wspomagają powyższe i nie bez kozery „Boks Wielkiego Szczytu” nazywano „eliksirem młodości”.

Qi to Yi?

Mózg człowieka, postrzegany obecnie jako „pole elektryczne”, jest na tyle skomplikowaną maszynerią, iż poszukiwanie Qi poza jego obszarem – gdzieś w niebiosach – wydaje się działaniem na wyrost. Umysł ludzki nadal stanowi zagadkę, a jego kreatywne możliwości zdają się nie mieć ograniczeń. Jeśli ktoś powiedziałby, że Qi to Yi (energia jest myślą/umysłem) trudno by mu odmówić rozsądku. W niniejszym artykule skrótowo wykazałem, iż wpływ Yi na mechanizmy zachodzące w organizmie człowieka jest większy, niż w przeszłości sądzono. A może współczesne definiowanie „energii Qi” mogłoby podążać w kierunku postrzegania jej jako zbioru praw / zasad, dzięki którym na skutek aktu woli dokonywane są określone przemiany chemiczne czy bioelektryczne? Z filozoficznego punktu widzenia nie oddzielałbym ostrą linią Qi od Yi. Zatem czy mogą one stanowić „przejaw jednego” (jak Yin i Yang w symbolu Taiji)? Temat ten wykracza poza ramy niniejszej pracy.

Post scriptum

W książce Stephena Levine pt. „Kto umiera. Sztuka świadomego życia i świadomego umierania” opisany został przypadek młodej kobiety umierającej na guza kręgosłupa. Ból w plecach stał się tak dotkliwy, że odczuwany był przez nią jak palący ogień. Chora znała techniki medytacyjne wywodzące się między innymi ze Wschodu. Stosowała też metodę wizualizacji polegającą na „przenoszeniu świadomości” poza bolesne miejsca. Poruszające doświadczenie kobiety, która w cierpieniu otwierała się na ból i poddawała go obserwacji, wyraża poniższy fragment książki: „Otwierając się i wnikając w to odczucie, spostrzegła, że ból nie pozostawał w jednym miejscu ani nie zachowywał jednego kształtu. Przypominał amebę: wibrował i stale się zmieniał. Wcale nie był podobny do gorącego płomienia laserowego. Nie był napiętym węzłem, lecz masą różnorodnych doznań. Czasami odczuwała go jako gorąco, czasami jako lekkie pulsowanie lub ucisk. Kiedy odrzuciła opór, większa część niepokoju i napięcia wydawała się rozpływać w umyśle. Koncentracja na zmieniających się doznaniach pozwoliła jej zjednoczyć się z tym, czego doświadczała. A ponieważ ból stał się tak wyraźnie zdefiniowany przedmiotem badania, zjednoczenie z nim wprowadziło spokój do jej umysłu. Odczuła to tak, jakby wpatrywała się w jasno świecące słońce: początkowo chciała się wycofać, lecz oczy przywykły do blasku i niemal widziała cząsteczki tworzące promienistą kulę”².

Dariusz Muraszko, kwiecień 2013 r.

Artykuł ten poświęcam pamięci mojej mamy – cichego bohatera wieloletniej walki z podstępną i wyniszczającą chorobą nowotworową.
Autor

¹Autor posiada w swojej biblioteczce różne wersje opisu tak zwanego eksperymentu kopenhaskiego. W niniejszym artykule przytoczono interpretację, która wydaje się dość bliska „klimatowi” tamtych wydarzeń i jednocześnie nie jest trudna w zrozumieniu.

²Stephen Levine : Kto umiera. Sztuka świadomego życia i świadomego umierania. Warszawa 1999

Dariusz Muraszko
Autor tekstu : Dariusz Muraszko (ten w środku)

17 Replies to “W poszukiwaniu Qi”

  1. Bardzo interesujący tekst Darka. Jest kilka polemicznych punktów :), ale konkluzja jest bliska mojemu podejsciu do tego zagadnienia :).

  2. Czyli ktoś to czyta (-: Dziękuję za cierpliwość i komentarz.
    Specjalnie dla sympatyków taiji po polsku zajawka (-;

    W poszukiwaniu energii QI i umysłu YI

    Kontynuacja artykułu W poszukiwaniu energii QI

    Po ukazaniu się artykułu W poszukiwaniu energii QI niezbyt chętnie myślałem o kontynuacji tematu w formie pisemnej. Zdecydowałem się natomiast na bezpośrednią polemikę z uczestnikami zajęć, szczególnie tymi, którzy legitymują się w naszym klubie długim stażem treningowym. Jednak gdy w urokliwym Jarosławcu nad Bałtykiem jeden z moich dawnych uczniów powiedział, iż podjęty trop jest właściwy, a dyskusja na ten temat trwała kilka godzin, decyzja zapadła – będzie druga część artykułu. Przy jej podejmowaniu ważyłem też oceny innych uczniów oraz znajomych z odległych zakątków Polski. Ich noty okazały się zaskakująco przychylne.
    Pierwotnie materiał miał być dłuższy. Ostatecznie jednak zrezygnowałem z zamieszczenia obszernego tekstu, w którym, choć przyćmiłby tematyką inne części artykułu, mógłbym nie ustrzec się pretensjonalności.

    Co dalej?

    W ostatnich zdaniach artykułu W poszukiwaniu energii QI…

    1. O Rety! Sam -kong liangge zi – Sifu Murszako – na forum inernetowym. Zaiste wielkie są moce KO.
      Już sam ten fakt uaktywnił mi lewą korę przedczołową. 😉

    2. Panie Dariuszu, na znanym portalu aukcyjnym można aktualnie kupić przenośne 3 kanałowe urządzenie do wykonywania elektrokardiogramów EKG BTL-08 SD3 za 4400pln, ale w mojej ocenie można je potraktować jako uniwersalny rejestrator wszelkiego rodzaju sygnałów elektrycznych w organizmie człowieka. Oczywiście trzeba trochę poeksperymentować aby poznać jak pracują mięśnie i inne organy człowieka przy kierowaniu nimi intencją i energią qi i na ile manifestuje się ona pod względem elektrycznym. Koszty zakupu zwrócą się po nakręceniu 2-3 filmów z opisem eksperymentów a i z prelekcjami/pokazami też można pojeździć. Przykładem niech będzie bardzo znany amerykański pandit, który na przenośnym elektroencefalografie już przed 20 laty rejestrował swoje fale mózgowe w odmiennych stanach świadomości, nagrywał to na kasety wideo, a potem pokazywał studentom. Kto to jest pandit nie ma znaczenia, ale jak by co to Juizhizy wyjaśni.

  3. Tak naprawdę nazywam się Dariusz Wu. Muraszko to mój pseudonim literacki (sł. kres. muraszka = mrówka). (-;
    To nie jest forum internetowe, acz poważany blog (-:
    Jiuzhizi włączył mi się hipokamp – mam wrażenie, iż się znamy (-;

    1. Jeśli popełnisz kiedyś przestępstwo (n.p. urwiesz głowę w tuishou) to w mediach podadzą, że Dariusz W. Wyjdzie na to samo. 🙂

  4. Jestem przygnieciony tym artem.
    Myślę, że gdybym posiadał taką wiedzę to niewiele by mnie cieszyło i niewiele bym doświadczał w czasie praktyki taiji/czi-kung bo wszystko byłoby jasne.
    Po mojemu analityczny umysł nie pomaga w taiji/czi/kung ale mogę się mylić.
    Pewnie tak.

  5. Przejdźmy do konkretów…pokolenia mistrzów starego stylu Szkoły Yang :
    Yang Luchan 1799-1872 73 lata
    Yang Jianhou 1839-1917 78 lat
    Yang Chenfu 1883-1936 53 lata
    Lu Dianchen 1886-1948 62 lata
    Wang Ziche 1913-2003 90 lat (ale to już czas penicyliny, witamin i tomografów)
    Na pdstawie „Nowe odczytanie Taijiquan” Antoine LY.
    Gdyby Admin sięgnął do swoich notatek i podał długość życia mistrzów innych stylów byłby materiał do przemyśleń nad długowiecznością mistrzów Tai Chi. Namawiam także p. Muraszkę do sięgnięcia do podręcznika fizyki dla szkół średnich (dział elektrodynamika) i podręczników dla średnich szkół medycznych (fizjologia).

    1. Nie mam takich notatek. A poza tym myślę że zbyt wiele jest czynników wpływających na długość życia by taka prosta tabelka mogła cokolwiek wykazać.

      1. Czynników jest wprawdzie wiele, ale mają różną wagę. Reklamuje się jednostkowe przypadki osób ćwiczących tai chi sugerując, że był to istotny czynnik zwiększający ponad przeciętną długość życia. Zestawienie większej ilości danych o przeżywalności mistrzów tai chi może trochę zahamuje swobodne spekulacje na ten temat……. Dla żartu wspomnę o jednej sprawie zgłaszanej przez przeciwników tai chi. Osoba, która dużo ćwiczy i dużo oddycha zwiększa w swoim organizmie produkcję wolnych rodników, czynnika niezwykle kancerogennego….. I przechodzimy do ważnego pytania – jak odżywiali się w dawnych stuleciach młodzi adepci Tai Chi, czy dostarczali organizmom dostateczną ilość pełnowartościowego białka, witamin i składników mineralnych, oraz te bardzo specyficzne składniki do budowy mózgu i całego systemu nerwowego. Wydaje mi się, był to istotny czynnik dla osiągania później sukcesów w walkach i zawodach. Przed 200 laty Wang Zongyue ubolewał, że „siła pokonuje słabość”, a ” naturalna sprawność może przewyższyć efekty gorliwej pracy nad oddechem i energią wewnętrzną”.

  6. A teraz powstań!, baczność!, spocznij -Mistrzowie stylu WU i pochodnych.
    Główne klasyczne teksty teoretyczne Tai Chi, wykorzystywane obecnie w pozostałych stylach pochodzą od mistrzów stylu Wu (Hao).

    Wu Yuxiang 1812-1880 68 lat
    Hao Weizhen 1842-1920 78 lat
    Chen Qingping 1795-1868 73 lata
    Li Yiyu 1832-1892 60 lat.

    Polecam stronę p. Grycana z obszerną i piękną galerią zdjęć chińskich mistrzów (bez podania dat urodzin i zgonów – jak dla mnie to czujny facet niego)

  7. Dowiedziałem się od Mistrza o innych wybitnych postaciach Tai Chi, oczywiście stylu Wu, ale nie tylko :
    Li Xunzhi 1882-1944 62 lata
    jego uczniowie Li Jinfan 1920-1991 71 lat
    Wei Peilin 1913-1961 48 lat
    Yao Jizu 1917-1996 79 lat
    Chen Gu’an 1913-1993 80 lat Xinjia
    Li Shengduan 1888-1948 60 lat
    Li Xiangyuan 1889-1960 71 lat
    Han Qinxian 1885-1958 73 lata
    Sun Lutang 1860-1933 73 lata Sun
    Hao Wenkui 1877-1935 62 lata
    Li Fuyin 1892-1943 51 lat
    jeśli to nie przekonało Admina to muszę zabrać się mocno do roboty.

    1. ale co? mam policzyć średnią?

      mój dziadek dożył 78 lat, a nic nie ćwiczył tylko ciężko pracował. Czy to jest wniosek że nie warto ćwiczyć, bo przecież większość mistrzów nie dożyła tego wieku.

      Na tej liście są nawet tacy których ja przeżyłem…

  8. W mojej ocenie, teksty opisujące Tai Chi często zawierają sugestię, że stosowanie tej praktyki w istotny sposób przedłuża czas trwania życia ludzkiego. W mojej ocenie, inne praktyki jak na przykład pilates, callanetisc i propagowane modele aktywności ruchowej mają praktycznie identyczny wpływ na czas trwania życia. Dla osób starszych (co interesuje mnie szczególnie) współczesne systemy ćwiczeń są bezpieczniejsze, bo wykonuje się ruchy w dużej części w pozycji leżącej (niebezpieczeństwo upadku przy zawrocie głowy)…. Szkoda, że Tai Chi w zasadzie nie zajmuje się sprawą jedzenia tak istotnej dla zdrowia, ale zajmuje się sprawą szeroko rozumianej psychiki człowieka i to jest główną wartością tego systemu. A zestawienie długości życia dawnych mistrzów ? – dla mnie było interesujące i pewnie nikt nie oczekiwał innych wyników.

    1. Mam wrażenie, że Chińczycy mieli i mają hopla na punkcie długowieczności. Jeśli coś nie byłoby PRO długowieczne byłoby do kitu. Czy Tai Chi jest bardziej długowieczne od ćwiczeń Tanga? Nie potrafię odpowiedzieć…

      1. System Luohan Kung został stworzony przez
        mnichów shaolińskich i daje
        on efekt długiego życia, wzmacnia oraz reguluje przepływ naszej
        życiowej energii qi oraz uczy emisji tej energii poza nasze ciało w tym do ciała innych ludzi,
        aby ich leczyć. (informacja z polsko języcznej strony shaolin qigong). Pisząc o tej emisji energii poza nasze ciało i do ciała innych ludzi to pewnie się domyślam o co mnichom chodziło.

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz