Kilka słów o mnie

Spis treści
  1. o mnie
  2. UWAGA

Nazywają mnie KO, jestem Warszawiakiem, Legionistą i uprawiam chińskie sztuki walki i różne sztuki pokrewne. I to chyba, o mnie  – wystarczy.

Jeśli ktoś mnie zna osobiście, to rozpozna po tym, co napisałem. Jeśli nie, to chyba więcej informacji nie jest potrzebne, a jeśli ktoś chce poznać to zapraszam na warszawskie trawniki – potrenujemy to się obaczy.

Chcę pisać o Tai Chi, bo czuję potrzebę uporządkowania tego co wiem i co myślę. Problem polega na tym, że jeśli sobie rozważamy coś w umyśle, to wszystko wygląda dobrze, teorie zazębiają się z praktyką i same ze sobą. Wszystko wygląda logicznie. Ale jeśli próbujemy to opisać lub wyjaśnić, to wszystko zaczyna się sypać. Stąd ta próba opisywania, książki przecież nie napiszę, a blog można pisać po trochu.

Karate-Po-Polsku_1 o mnie
jedna z lepszych scen z filmu, poza tą w której rozbierała się Dorota Kamińska

Skąd tytuł Taiji po polsku? Otóż był kiedyś taki film „Karate po polsku”. Jego specyfika zachwyca mnie do dziś, mimo że historia w nim opowiedziana jest raczej banalna.

Dawno, dawno temu. Każdy kto go wtedy chciał oglądać spodziewał się nie wiadomo czego. Wysokich kopnięć urywających głowę, wspaniałych walk, krwi, nadnaturalnych zdolności. A w filmie nie było nic. Jedna marna walka – więcej gadania o tym, że bohater coś umie niż naprawdę umiał. I tak jest z polskim Taiji – gadania jest strasznie dużo, napinania się, pisania jakie to wspaniałe, proste, skuteczne, ezoteryczne a jak już ktoś się w to wgryzie, to pod tą panierką nie ma nic. Takie miękkie i nie trzeba gryźć. Stąd moja próba poszukania w tym mięsa.

o mnie

Dla osób, które się zastanawiają skąd się wzięło moje Taiji, to krótki rys. Uczyć zacząłem się jeszcze w Stowarzyszeniu Taoistycznego Tai Chi – ale to bardziej sekta i dużo nauczyć się tam nie można było (choć kiedyś się pokuszę o opisanie co dobrego wyniosłem ze stowarzyszenia – poza łyżeczkami oczywiście). Więc… po roku zabawy odkryłem Taiji w organizacji YMAA (Yang Martial Art’s Association) wg mistrza Yang Jwing Minga i już tak zostałem. Nadal ćwiczę sobie ten przekaz, ale mocniej zająłem się stylem Wu/Hao – którego uczy w Wawie Andrzej Kalisz. Cóż jak się trafia dobry nauczyciel z dobrym backgroundem to należy korzystać. Dodatkowo ćwiczę jeszcze odmianę Lao Jia stylu Yang z Janem Glińskim i jego uczniami (w ramach Fundacji Dantian.

Po drodze były przygody – b. krótka i nieudana z Chen (ale tego nie żałuję). Nieco dłuższa przygoda ze stylem Wu (tu akurat żałuję że nie wyszło – bo mogło to być dużo więcej ). Krótka fascynacja Yiquan – nadal b. lubię i jest to dla mnie inspiracja oraz bardziej zainteresowanie niż przygoda z rosyjską Systemą – która również jest dla mnie dużą inspiracją. Było jeszcze karate shotokan, które dawało mi radość z fizyczności sztuki walki. Udało mi się nawet zdać egzamin na zielony pas. Był jeszcze boks, ale to krótko, zdecydowanie za krótko.

Od dłuższego czasu Taiji nie jest moją podstawową praktyką Kung Fu – ćwiczę Chuo Jiao Fanzi wg mistrza Hong Zhi Tiana (tu w Polsce uczone przez Marka Klajdę) – styl, który daje mi możliwość kontaktu z dobrą wiedzą o sztuce walki i wiele radości z praktyki ukierunkowanej na walkę. Wszystko to dzięki nauczycielom, z którymi mam stały kontakt. Nawet dla mnie, który jestem za stary i za gruby żeby zostać wielkim wojownikiem ringu, znajduje się miejsce. Taiji jednak nadal zostaje moim hobby/fascynacją/zainteresowaniem. Stąd moje spojrzenie na Tai Chi i jakiegokolwiek innego ćwiczonego prze zemnie stylu, jest mocno „skażone” poprzez CJF. Ale tym się akurat nie przejmuję.

UWAGA

Jest to moja strona i reprezentuje tylko i wyłącznie mój punkt widzenia. Zawarte na tej stronie treści nie są w żadnym wypadku oficjalnym stanowiskiem żadnej ze szkół z którą się stykam (ani YMAA, ani Akademii Yi Quan, ani Fundacji Dantian), a tylko i wyłącznie człowieka, który pewien czas już poświęcił na trening i z racji tego często będę się do moich doświadczeń odwoływał. Będę także umieszczał tłumaczenia pewnych tekstów lub filmy, które uznam za ciekawe i też nie powinno się ich traktować jako stanowisko żadnej z wymienionych wcześniej szkół. Polegam na Waszym zdrowym rozsądku.

0 Replies to “Kilka słów o mnie”

  1. Taiji po polsku, to dobra nazwa. Pisz, Mądry Pando. Wbij widelec w łapę fałszu i baw się cyckami prawdy o taiji (i życiu) 🙂

    1. Tak się właśnie się zastanawiałem kto mi zawyżył statystyki. Witaj, jesteś pierwszy.

        1. Zupełnie jak w filmie „Poszukiwany, poszukiwana” sensacją jest osoba która odwiedziła wystawę 🙂

  2. Kul, obawiam się jednak, że po latach pisania bloga dojdziesz do wniosku, że wszystko co robisz i robiłes jest CHENEM :). Sorki, nie mogłem sobie darować tej uwagi, bo chodzi mi po głowie ile razy czytam cos o sztukach/sportach walki – odkąd rozbawił mnie post z forum „sam wiesz którego”

    1. Publicznie obiecuje że jeśli dojdę do takiego wniosku, to klęknę przed „tym którego imienia się nie wymienia” i poproszę o wybaczenie. Mam pewną teorię na ten temat i postaram się ją opisać kiedy tylko opanuje pisanie bez błędów – okazuje się że prowadzenie zeszytów jest dużo prostsze,

    2. Masz jakąś obsesję.. 🙂 Chen sam w sobie nie jest zły. A już Hulei jia (KO też się otarł) jest całkiem fajne. 🙂

      1. To taki truizm – O stylu nie można powiedzieć czy jest zły czy jest dobry a o ludziach to już co innego. Są rzeczy w Chenie które dla mnie są nie do przyjęcia. Choć ideii rozwijania jedwabnej nici uczyłem się od nauczycieli chenowskich i muszę przyznać że jest ona tam jasna i przejrzysta i że w ogóle jest.

        1. To też truizm.. 😉 Oczywiście, że styl też można ocenić.. Ludzi też.. Tyle że jeśli ocena pozytywną nie jest, to można kogoś urazić – i wtedy się powstrzymujemy, bo tak nakazuje kultura, albo dlatego, że komuś możemy się narazić i też się powstrzymujemy, bo tak nakazuje rozum. 😉

          Co do Chenu to rozumiem, że Rodor do samego stylu nic nie ma, tylko do tego, że ktoś natrętnie sugeruje, że Chen jest ultra stylem, którego pierwiastek jest obecny wszędzie. A tak -jak wiemy wszyscy- nie jest, bo tym ultra stylem jest chuojiao. 😉

          1. Ja wiem że politycznie byłoby o wszystkich mówić że są cacy i wtedy nikomu nie podpaść. Ja do Chenu jako Chenu nic nie mam. Np. Silberstof na pewno jest lepszy odemnie więc styl który go ukształtował jest dobry. Ale w Polsce uczyć się go nie mam zamiaru ze względów kilku. Nazwijmy to tak – nie pasuje on do mojej osobowości.

          2. Po tylu latach znajomosci i wielu rozmowach w końcu Ge Ande otarł się o prawdę: „Co do Chenu to rozumiem, że Rodor do samego stylu nic nie ma, tylko do tego, że ktoś natrętnie sugeruje, że Chen jest ultra stylem, którego pierwiastek jest obecny wszędzie” :P. Tak, własnie o to mi chodzi 🙂 , ale i tu mozna z zaciekłoscią intelektualną prof. Hartmana dowiesć, że jednak tak własnie jest :), a wówczas teza, że ultra stylem jest chuojiao będzie nie do obrony, a szkoda 😉

      2. Kurczę, 4 czy 5 razy o tym wspomnialem i już obsesja :P. Zaraz mi wypomnisz kolano w gong bu ;). Chen nie może być zły – skoro ćwiczę go ja i ćwiczysz go Ty 😉

      3. O Hulei też się otarłem jak był tu Liu Wankun (o ile nie pomuliłem nazwiska), co prawda z drugiej ręki, ale niemalże „na gorąco” ;). Się mnie podobało :P. Zresztą nie mam nic do Chenu, wręcz przeciwnie, i to pomimo tego że m.in. jako yangowiec jestem zwykłym bękartem PRAWDZIWEGO taiji 😉

        1. Rodor – poczekaj z komentarzami obiecuje że napiszę tekst – dlaczego wybrałem Yang bo i tak miałem taki zamiar i wtedy se podyskutujemy na całego… na razie pax vobiscum

  3. Witam. Zgłaszam obecność, podpisuję listę 🙂 będę śledził i czytał…oczywiście życzę powodzenia i wytrwałości początek fajny trzymam kciuki…a przy okazji wszystkiego dobrego na Nowy Rok 2014 :-)…pozdro. PS: chętnie przeczytam o tym dlaczego styl Yang.

  4. W końcu o taiji normalnie (-;
    Życzę wytrwałości i stabilności w poglądach (-:

  5. Gdzie mozna znależc info o I – jin – tym co bylo wczoraj w Lazienkach

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz