Nie gadamy… ćwiczymy…

W Muzeum Azji i Pacyfiku miał miejsce wykład mistrza Ly Chuan Zheng. Zapraszałem na to wydarzenie i mam nadzieję, że w tej masie osób, które się tam pojawiły był ktoś, kto dowiedział się o nim właśnie z mojego tekstu. Bo ludzi było sporo. Zazwyczaj w takich sytuacjach pojawiają się tylko ludzie ćwiczący dany styl, ale tym razem było inaczej, pojawiło się sporo nowych twarzy. Muzeum to dobre miejsce do tego celu imprez. Mają warunki do prowadzenia odczytów i prezentacji w postaci dużej, wygodnej i w pełni wyposażonej w sprzęt multimedialny sali. Dobrze, że MAiP jest otwarte na takie imprezy. Sala się nie marnuje…

…nie lubi gadać, ale Polacy lubią słuchać… 

Wprowadzając do wykładu Janek opowiadał jak trudno było namówić mistrza do tej imprezy. Mistrz wolał pokazywać ćwiczenia. Jak ja go lubię za to… normalnie postawiłbym mu piwo. Janek wyjaśnił mistrzowi, że Polacy żeby ćwiczyć, muszą najpierw posłuchać co będą robić. Janek mówił oczywiście po polsku, a potem sprawnie tłumaczył z francuskiego słowa mistrza. Co ciekawe, w pierwszych słowach swojego wykładu, mistrz nieświadomie powtórzył dokładnie to samo: że wolałby z nami poćwiczyć niż gadać.

…o, a tak będziemy wyglądać jak będziemy ćwiczyć :)… żarcik 😉

Zazwyczaj problemem dla tego typu wystąpień jest bariera językowa. Np. w przypadku mistrza Yang Jwing Minga wykłady były prowadzone po angielsku, a ponieważ, jak on sam twierdzi, język, którym się posługiwał to Chinglish, bywało trudno. Naprawdę trudno jest zachować wątek, kiedy gubi się co któreś słowo. Szczególnie przy moich brakach językowych.

Tym razem było inaczej,  Janek sprawnie tłumaczył, czasami dodając sporo od siebie – na szczęście z sensem ;).

Nie będę streszczał wykładu. Jak zawsze powtarzam – trzeba było być, zresztą to co ja zrozumiałem, to nie koniecznie musiało być to co mistrz powiedział.

…wiek osłabia najpierw nogi…

To był live motiv pierwszej części wykładu. O tym, że  ćwicząc można wydłużyć sobie życie – wszyscy wiemy. Gdyby nie to, to większość by nie ćwiczyła. Wierzymy w to, że nasze praktyki poprawią nam jakość życia i zdrowie, ba dla niektórych z nas to już nie wiara a pewność. Dla mnie nowością była rola nóg w krążeniu krwi. Jaka? Duża 🙂

był tłum

Janek od siebie dorzucił tylko, że jest też powiedzenie mówiące o tym, że „śmierć przychodzi przez nogi” to przecież prawda. Póki ktoś jest aktywny, choroby trzymają się od niego z dala, apatia i brak ruchu często jest powodem różnych problemów. A jak ktoś się już położy, to KO…NIE…C. Finito la comedia. I tylko zimne nóżki zostały…

…oddech to nie jest tylko oddychanie

Niby proste, ale i tak większość osób łączy Qi z substancjami odżywczymi, które pozyskujemy z powietrza, wody i pożywienia. To jednak duże uproszczenie. To tak jakby powiedzieć, że w piłce nożnej chodzi tylko o to, żeby bramki strzelać.

Zhan Zhuang – stopy i dłonie inaczej niż jestem przyzwyczajony, ale co kraj to obyczaj

oddech jest wewnątrz Qi…

O tym czym jest ten oddech (ten, który jest czymś więcej niż oddychaniem), mistrz w końcu wyraźnie nie powiedział. Mam wrażenie, że dla niego było to oczywiste – bardziej niż dla nas. Może doszedł do wniosku, że słowa tego nie oddadzą, że potrzebne były tu własne doświadczenia?

ów rysunek 內经图

Raz tylko zadał „podchwytliwe” pytanie, na które, jak przyznał, sam nie znał odpowiedzi. Ale luzik… nikt nie zna i pewnie nie pozna.

trawienie to ciężka orka

Na koniec mistrz omówił pewien schemat, który często przewija się w różnych książkach o Qi Gongu. Wspomniany schemat to, pochodzący z przełomu XIII i XIV wieku, obraz energetycznego funkcjonowania człowieka. Jest w nim wiele odniesień do powszedniego życia i symbole pochodzące z otoczającego nas świata (do chińskiej kosmologi np. gwiazdozbiory oraz filozofii np. symbol In Yang). Różnie go nazywają:  „Schemat wewnętrznej tekstury człowieka” lub „Schemat wewnętrznych dróg”.

Było o ścieżce energii i roli wody, i o tym co na rysunku symbolizuje wół.

Fajnie, że w końcu ktoś powiedział kilka słów o tym jak powinno się ten rysunek odczytywać. Niestety bardzo często wręcz mitologizujemy niektóre aspekty naszego treningu. Tak też jest w kwestii tego rysunku. Na pewno zabrakło czasu by omówić go jakoś mega dokładnie. Mnie na przykład, już po czasie, wpadło do głowy pytanie o to dlaczego punkt Ming Men jest oznaczony w postaci 4 kul…

1000 słów nie odda jednego ćwiczenia

Druga część spotkania… trening, na który została większa część słuchaczy. Jeśli ktoś się spodziewał ezoterycznych cudów, to się zawiódł. Nei Gongiem dla Mistrza Ly jest poprostu to, co ćwiczą na co dzień. Jak powiedział kilka minut wcześniej, to wszystko dokładnie opisał w swojej książce (zostało jeszcze siedem egzemplarzy – kto pierwszy ten lepszy). Dla mnie były jednak pewne nowości.

krok kota – nie mylić z ćwiczeniami pięciu zwierząt (i mnie WIDAĆ!!!)

Przekonałem się jeszcze, że warto jest słuchać różnych osób, mówiących o tym samym. Przez lata słuchałem Janka opisującego jedno z ćwiczeń, teraz mistrz opisał je nieco inaczej i bum. Jakoś to inaczej zobaczyłem. Lepiej mi się to zgrało z innymi ćwiczeniami.

Podsumowując : W zaproszeniu było wyraźnie niapisane, że mistrz Ly „Przedstawi on, na podstawie własnych doświadczeń, jak ważną rolę w tradycyjnych chińskich stylach walki, czy utrzymania zdrowia, odgrywa systematyczna praca z energią wewnętrzną.” Jeśli ktoś wziął te słowa dosłownie, to mógł się troszkę zawieść. Ale niepotrzebnie. Sam mistrz jest najlepszym przykładem na to, że praca z energią dobrze wpływa na zdrowie. Jest to człowiek, który liczy sobie 72 lata, a ćwiczy tak lekko i w tak niskich pozycjach, że ja już nie wierzę, żebym mógł to kiedykolwiek osiągnąć.

2 Replies to “Nie gadamy… ćwiczymy…”

    1. tak… nawet podobny ale do tych ze „Stacji kosmicznej” albo „Voyagera” bo ci klasyczni Klingoni z pierwszej serii to bardziej byli podobni do bandy Robin Hooda z „Facetów w rajtuzach”.

      Tp dobra rekomendacja!!!

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz