Lądowanie Tardis i pole pełne Tai Chi

Spis treści
  1. T.A.R.D.I.S
oto ona… dziewczyna z zaciągniętym ręcznym hamulcem

Jeśli ktoś nie wie kim jest T.A.R.D.I.S to już nie moja wina. Odsyłam do netu, mnie by zabrakło bitów na dysku żeby to opisać. Trochę podpowiedzi znajdziecie też w dalszej części tego wpisu.

I tak … w piątek po arbajcie, kiedy to suma wszystkich „nie udało się” i „masz to jeszcze do zrobienia” osiąga swoją kulminacje, niczym kilka baniek w totka – pojechałem na Pole Mokotowskie. Od pewnego czasu staram się rozruszać zastałą nogę. W racji tego powoli zwiększam sobie obciążenie treningowe. I tym razem pojechałem na Pole poćwiczyć Tai Chi, przywitać się ze znajomymi, poćwiczyć z nimi I Jin Jing i inne rzeczy o trudnych nazwach, ale bez skakania i z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku pojechać do domu.

T.A.R.D.I.S

Kiedy jednak przekroczyłem wał ziemny, moim oczom pojawił się taki oto widok. Niedaleko placu zabaw dla dzieci pojawiła się niebieska budka. TARDIS chciałoby się zkrzyknąć, ale nie. Świetnie wiedziałem, że Adaś, mój brat w treningu wystosował fachowe pismo do rady miasta z prośbą o przywrócenie na „naszej” części Pola Mokotowskiego – przenośnego kibelka. Tak. niebieska budka, którą z daleka można pomylić z pojazdem doktora Who – okazało się zwykły Tojtojem. Hurra… koniec latania po krzakach. Na tym kawałku trawnika są osoby które spędzają tu sporo czasu, odrobina luksusu, jakim jest niebieska budka była bardzo porządana.

T.A.R.D.I.S
jest,.. a nie wierzyłem

Adaś wystosował kulturalne pismo pełne kwiecistych określeń, jak to Adaś. Ja proponowałem, żeby obiecać im wjazd na chatę i lanie. Cóż miał chłopak racje – miasto zareagowało w bardzo krótkim terminie. Niby to drobiazg, nic w porównaniu budową obwodnicy, czy kopaniem metra, ale dobrze że ktoś się takimi drobiazgami zajmuje. I tylko wjazdu na chatę żal…

A co z tym Tai Chi, bo zaczyna wyglądać, że od treningu ważniejsze jest tajemnicze pojawienie się plastikowego kibelka. Otóż, w ten piękny, ciepły piątkowy wieczór pojawiło się nas na polach sporo. Dobry obserwator wyłuskał by grupkę deptów stylu Chen ćwiczących swoje formy obok powalonej topli, drugą ćwiczącą Tai Chi Yang pod wodzą Mariusza Pietrzaka i mnie pod mirabelką. Mnie było zauważyć najtrudniej bo: po pierwsze stanowiłem najmniejszą grupę, a po drugie: żółta koszulka zlewała się z rozdyźdanymi mirabelkami.

Aż serce rośnie – może ilośćowo nie było nas dużo, ale cieszę się że ludzie chcą ćwiczyć smodzielnie poza salą.  I tyle – więcej o kibelku niż o treningu, Ale co tu pisać. To był jeszcze jeden dzień treningowy – mały kroczek na przód. Duże kroki składają się właśnie z masy takich malutkich,

Poniżej krótka impresja filmowa, sorki że ze mną w roli głównej.

5 Replies to “Lądowanie Tardis i pole pełne Tai Chi”

    1. Tak długo jak potrzebujesz łuku żeby strzelać nie jesteś dobrym łucznikiem

  1. rozumiem taka sztuka walki bez walki, lucznistwo bez strzelania a tai chi bez chi

  2. Tak budka to bardzo fajna sprawa, tym bardziej, jeśli w pobliżu usytuowano by drugą budkę (o nieco odmiennej specyfice). Aż chce się „Ż”.

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz