Sprzęt treningowy – rolka

 Nie ma Tai Chi bez wysiłku

Nie ma treningu Tai Chi bez treningu siłowego. I nie ważne, że większość ćwiczących odrzuca tę prawdę. Ale rozumiem ich – ja też kiedyś odrzucałem. Przez lata słuchałem opinii mówiących, że forma jest tak wspaniale urządzoną metodą treningową. Załatwia wszystko i umiejętność walki, i poprawę zdrowia, a także siłę. Ponoć dzięki ćwiczeniu w niskich pozycjach wzmacniamy ciało. To ostatnie, to akurat częściowa prawda – choć częściowa prawda, to zawsze w jakiejś część kłamstwo. Wiadomo – kiedy ćwiczymy w lekkim przysiadzie nogi się wzmacniają.

Ale… zawsze jest jakieś ale. Tak naprawdę, żeby dobrze ćwiczyć w niskich (bądź tylko w niższych) pozycjach musimy trochę tej siły w nogach posiadać. Pewien czas temu rozmawiałem z mężczyzną ćwiczącym Tai Chi. Mówił mi, że czytał iż Tai Chi powinno się ćwiczyć w pozycji rozluźnionej, wygodnej i jednocześnie w półprzysiadzie. Problemem było połączenie tych dwóch odczuć, bo albo niżej, albo rozluźniona i wygodna pozycja.

I koło się trochę zamyka, bo żeby wzmocnić ciało powinniśmy mieć je już wzmocnione na tyle, by spokojnie i bez bólu móc te niższe pozycje przyjmować i, co najważniejsze, móc się w nich poruszać.

I tak ten może nieco przydługi wstęp prowadzi nas do celu tego tekstu, jednego z wielu, w których staram się propagować proste metody treningowe przydatne każdemu taikikowcowi..

gumowa rolka

rolka – obecnie w wielu żywych kolorach

Już z dzieciństwa pamiętam rolkę treningową. Gumowe kółko z dwoma rączkami po bokach, czasami nazywane też taczką. Wspaniały przyrząd do ćwiczenia mięśni brzucha i pleców. Małe, poręczne, a potrafi być powodem nielichych zakwasów. Poprawne wykonanie ćwiczenie wymaga sporo siły. Ale można je sobie uprościć. Można skrócić ruch (ale to jest półśrodek). Można też podwiesić sobie pętle, np. z gumy i wejść do środka. Wisząc na gumie odciążamy mięśnie i możemy wykorzystać pełny zakres ruchów. Jednym z niewielu urozmaiceń jakie przychodzą mi do głowy, to możliwość turlania rolki na boki.

Ale rolka, to przyrząd ogólnie znany. Chciałbym napisać o czymś tylko z pozoru prostszym.

W internecie znajdziecie to pod nazwą „koncept Flowin”, a wywodzi się to z klasycznego szorowania podłogi. Amerykanie potrafią prostą rzecz ubrać w kolorowe szmatki i sprzedać za duże pieniądze.

Ale o co chodzi w „koncepcie Flowin”? Otóż w odróżnieniu od szorowania podłogi gdzie staramy się zetrzeć jak największą powierzchnię w jak najkrótszym czasie – tu froterujemy w miejscu jak najdłużej. Dzięki temu pokonując opór szmaty – ćwiczymy mięśnie. A że czystość nie ma tu specjalnego znaczenia, szmatki można umieszczać w różnych miejscach i wykonywać różne dziwne ruchy.

chłopak na torze

flowin
panczenista

Pierwszy raz z taką koncepcją ćwiczenia spotkałem się, o dziwo, przy okazji przyjazdu mistrza Yang Jwing Minga do Warszawy. Treningi mieliśmy wtedy na obiektach toru łyżwiarskiego na Stegnach. Idąc na salę zobaczyłem młodego chłopaka ćwiczącego łyżwiarstwo szybkie, a że była to akurat wiosna, to nie ćwiczył na lodzie, którego nie było. Trenował na korytarzu. Na podłodze miał rozłożony wielki kawał plecówki* z dwóch stron ograniczony drewnianymi listwami. Na nogach miał… kapcie. Tak, takie buty z grubą, miękką, filcową podeszwą. Na polecenie trenera ślizgał się od brzegu do brzegu imitując krok łyżwowy.

Po kilku latach polscy łyżwiarze szybcy zaczęli zdobywać na olimpiadach medale. Kto wie czy ten młody chłopak „polerujący” na stegnieńskim korytarzu kawał dechy nie stawał na najwyższych olimpijskich stopniach? Wiekowo by mi pasował.

Pomyślałem sobie wtedy, że to jest jakiś pomysł, zacząłem grzebać i oto okazało się, że istnieje coś takiego jak ów Flowin. Ciekawe czy najpierw wymyślili to Amerykanie, czy jakiś polski trener z braku lodu kazał się młodemu ślizgać po desce?

Cóż, hamerykanie z każdego prostego pomysłu potrafią zrobić przemysł. Specjalne maty, specjalne krążki do szorowania o różnych stopniach oporu, płyty video i inne. A może wystarczyłoby co jakiś czas przetrzeć podłogę na mokro ze świadomością jak i po co to robimy? (już widzę jak Danusia po przeczytaniu tego tekstu rzuci mi na podłogę szmatę i każe na niej jeździć, na szczęście podłóg do mycia szmatą mamy niewiele).

flowin vs człowiek taczka

Czy szorowanie podłogi nad starym dobrym prostym kółkiem ma jakąkolwiek przewagę? Ano kółko ma dość ograniczony repertuar wykonywanych ćwiczeń. Natomiast szmatkami możemy robić mnóstwo fajnych rzeczy. W jenternetach znajduje się dużo filmów pokazujących co można z tym robić. Jest tylko jeden problem. Kółko jest proste w obsłudze. Wystarczy je wziąć do ręki i intuicyjnie wiemy jak z tym ćwiczyć. Flowin wymaga jednak pewnej wiedzy, która pozwoli nam ćwiczyć akurat te mięśnie, które powinniśmy. Może zasada nie jest prosta, ale kto sobie ułoży porządny plan treningowy?

Cena… ceny zestawów do Flowin zaczynają się już od 600 PLN. Kółko jest wielokrotnie tańsze.

Co lepsze? Niech każdy sobie odpowie sam.  Co by nie wybrać – należy pamiętać, żeby ćwiczyć i nie zapominać, iż to tylko narzędzie, a nie cel treningu.

PS. Jest jednak coś co przemawia za Flowin. Otóż znalazłem ostatnio zdjęcie świadczące o tym, że piłkarze Legii Warszawa także wykorzystują tą metodę treningową. Zobaczcie sami.

Legioniści ciężko ćwiczą – foto z portalu www.legionisci.com.

A jeśli coś jest dobre dla Legionistów to jest i dobre dla mnie. I tym optymistycznym akcentem… kończę.


  • plecówka – to 2-3 mm płyta, którą mamy w szafach. Jak sama nazwa wskazuje – występuje na plecach mebla. Zazwyczaj z jednej strony śliska, z drugiej porowata.

4 Replies to “Sprzęt treningowy – rolka”

  1. „Przez lata słuchałem opinii mówiących, że forma jest tak wspaniale urządzoną metodą treningową. Załatwia wszystko i umiejętność walki, i poprawę zdrowia, a także siłę.” – szepnij mi do ucha przy najbliższej okazji któż to takie świetne bajki opowiadał :)? Ja znam kilku bajarzy, może to któryś z nich :D?

  2. Zaczyna się od 600 zł.. Właśnie sprawdziłem na necie na szybko i wyskoczył mi zestaw za 1200 zł. Gejao maksao. Kurka za 600 zł można kupić koreański łuk – piękne i sprawne urządzenie, a nie deskę z zestawem szmat. Świat zmierza ku zagładzie. Nie masz zamiaru tego kupić, prawda? 😉

    1. Nie, oczywiście że nie mam zamiaru wydawać tyle kasy. Ale myślałem o wykorzystaniu grubego filcu. Jest tańszy a efekt będzie podobny

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz