Dziady

Z okazji setnej rocznicy odzyskania niepodległości, odwołano nam treningi Chuo Jiao Fanzi. Szkoła, w której wynajmujemy salę, zorganizowała dla dzieciaków wielką imprę. Musieliśmy wprowadzić w życie plan B, czyli chwilowy powrót na Pole Mokotowskie. Listopad tego roku, na szczęście, charakteryzuję się typowo wrześniową pogodą. Można było, zatem spokojnie poćwiczyć — jak za starych dobrych czasów, kiedy to brykaliśmy na dworze nawet w zimę. Czasami trzeba było tylko śnieg odgarnąć. Powodem przeniesienia się na sale nie było nasze zdziadzienie (no dobra, może trochę). Głównie zrobiliśmy to ponieważ doskwierały nam ciemności, które o tej porze ogarniają park.

Freddy Kruger. Inaczej to pamiętam… Cóż skleroza, ale już rozumiem, dlaczego Adaś tak się rozglądał…

Niestety, im robiło się ciemniej, tym mniej widać było poprawek, które pokazywał  Marek, i jednocześnie więcej naszych błędów uchodziło nam płazem. Dodatkowo w ciemnościach może się kryć np. Freddy Kruger i nie chcieliśmy go wystraszyć naszymi nietypowymi obyczajami. Choć z drugiej strony, Freddy mógłby się nauczyć Yi Jin Jingu. Tylko czy poprawiłoby to dynamikę filmu? Wątpię.

Dobra, nie o Freddym miało być, nawet nie o naszym kombatanctwie treningowym, choć przez moment nawet jakieś odwołania do Tai Chi były. Będzie o ćwiczeniu, o wzroku i równowadze.

Ćwiczenie w ciemności jest dla mnie trudne, ponieważ mam duże problemy z zachowaniem równowagi. Jeśli dołożymy do tego nierówności terenu (zazwyczaj w ciemnościach ćwiczę w tej zimniejszej połowie roku, w plenerze), to czasami ćwiczenia są koślawe.

strach ma wielkie oczy

Jest to związane z wieloma czynnikami. Najważniejszym z powodów (oprócz oczywistego nieróbstwa) jest to, że w ciemnościach słabo widzimy, a z wiekiem sytuacja jeszcze się pogarsza. Natura nie przystosowała nas do nocnego trybu życia, a na dokładkę świetlny smog (taaak istnieje coś takiego), wokół nas skutecznie zabija tę szczątkową umiejętność poruszania się po ciemaku. Dlaczego? Przecież równowaga jest oddzielnym, obok słuchu, wzroku, smaku, dotyku i powonienia zmysłem, którym dysponuje człowiek. Zauważyliście, że to właśnie równowaga jest szóstym zmysłem? Tak! Dysponujemy samodzielnym organem odpowiedzialnym za odczuwanie położenia naszego ciała (prędkości, lokalizacji w przestrzeni). Tym czymś jest błędnik, a właściwie to, co znajduje się w środku, (tam są takie cusie, co coś tam robią i to działa. Nie wiem, obrzydliwy jestem, więc nie czytam o flakach).

ciemny las. – czujemy się tu niepewnie

Okazuje się jednak, że jeśli mamy zamknięte oczy zmysł równowagi zawodzi. Dlaczego? Czort wie. Fakt pozostaje faktem. Czytałem o badaniach równowagi u osób widzących i niewidzących. Ta pierwsza grupa dzieliła się jeszcze na tych z otwartymi oczyma i w zaczernionych goglach, a druga na tych, którzy stracili wzrok gwałtownie i tych, którzy tracili go sukcesywnie w długim okresie. Jakie są wnioski? Kolesie w goglach tracili równowagę pięć razy częściej niż ci, którzy mogli swobodnie obserwować otoczenie. Jest to zbyt duża różnica, żeby uznać ją za przypadkową.

Jakie są z tego wnioski? Musimy pamiętać o wzroku, ale jednocześnie ćwiczyć tak, aby wzmocnić wewnętrzne mechanizmy utrzymywania równowagi.

To pierwsze to temat na oddzielny wpis. Pokrótce: wzrok rozproszony, jasny, spokojny. Takie patrzenie — niepatrzenie.

To drugie jest trudniejsze. Otóż nasze ciało ma wrodzone mechanizmy utrzymywania równowagi. W chwili kiedy biegniemy, nie musimy myśleć o panowaniu nad nią. W czasie każdego kroku, wszystkie części ciała pracują tak, aby środek ciężkości pozostawał tam, gdzie być powinien. Nie musimy o tym myśleć, ciało robi to samo.

autonomiczna inteligencja ciała

Ja wierzę w autonomiczną inteligencję ciała. Taką, która działa poza umysłem. Przykład? Znów niefachowym językiem pisany. Rozciąganie. Mięśnie rozciągają się do pewnego momentu. Potem po przekroczeniu granicy mięsień się spina. I granicę, i napięcie to autonomiczne mechanizmy działające w mięśniu, który w ten sposób broni się przed kontuzją. Po mojemu, jeśli mięśnie się „boją” to mechanizmy działają za wcześnie, z zapasem. Co to ma wspólnego z ćwiczeniem w ciemności? Właśnie ten strach, o którym już pisałem. Ja wiem, że wyraz „strach” jest trochę na wyrost. Może niepewność byłoby lepsze. To nieważne. Ważne jest, że jest coś, co wpływa na nasze ciało i można z tym walczyć.

Po co? Po co ćwiczyć, jeśli wystarczy włączyć światło? Powodem jest to, że podobny mechanizm „strachu” indukowany jest różnymi wywołaczami (jeśli ktoś zna SQL, to zrozumie słowo trigger). Może to być na przykład słaba znajomość formy, niezrozumienie zastosowania w ćwiczeniu w parach, sama obecność partnera (a co dopiero przeciwnika). Ćwicząc w niesprzyjających warunkach można sobie, poprzez stworzenie sprzężenia zwrotnego pomóc.

KO ćwiczy w ciemnościach. Aśka przyniosła swoje ozdoby choinkowe, ale i one dają dziwne cienie, które też nie pomagają.

Więc warto… Jak to zrobić? Ćwicząc w ciemnościach? Też, jest to jakiś sposób. Podstawową metodą jest medytacja, stojąca (zhang zhuang), siedząca czy ta w ruchu. Nauczanie ciała spokoju, a potem równie spokojnego ruchu. To właśnie jest powrót do naturalnego sposobu poruszania się, takiego nieobciążonego żadnymi zewnętrznymi wpływami.

A wtedy ćwiczenie w ciemnościach, będzie tylko i wyłącznie, miłą odmianą od rutyny.

4 Replies to “Dziady”

  1. KO zostanie Neronem taiji podpalając Tarchomin, by w jego krwawej łunie móc zrobić (nocą) powolną wersję 108 ruchów, po czym przerwie w połowie, bo się okaże, że daje fałszywe cienie i zetnie batem głowę niewinnemu przechodniowi w złości 😉

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz