Centrowanie Part II – Dobry partner

Dobry partner. Hmmm… to podstawa nauki centrowania. Kilka minut centrowania z dobrym partnerem może zastąpić wiele słów teorii czy najlepsze nawet demonstracje. I tu ten tekst powinienem się zakończyć. To byłby najkrótszy tekst w historii światowego blogingu. Ale nie ma tak dobrze. Zachciało mi się pisać, to do roboty.

Problem wyboru partnera podzieliłbym na trzy kwestie..

1 Jak być dobrym partnerem ?

Zawsze uważałem, że naprawianie świata trzeba zaczynać od siebie. Chcesz dobrego partnera do ćwiczenia? Sam się takim stań.

Na początek stosuj następujące zasady:

– ćwiczymy wolniej, bo tylko wtedy mamy szansę zobaczyć swoje błędy. W pierwszej kolejności swoje, a później błędy partnerów. Mając świadomość jakie błędy ludzie popełniają łatwiej nauczycie się jak je wykorzystywać.

– focus na ćwiczenie – nie gadamy, nawet o tym co ćwiczymy (przynajmniej na początku, a i tak później wystarczą krótkie komunikaty), skupiamy się na tym co robimy – nie myślimy o niebieskich migdałach, nie rozglądamy się. Skupiamy się bardziej na sobie niż na partnerze.

– rezygnujemy z wygrywania – to strata czasu. Chęć wygrania wzbudza emocje, emocje nakręcają nas, to się udziela partnerowi. I tak kółko się kręci. Ćwiczenie pod wpływem emocji to uniwersytet, a ja piszę tu o przedszkolu.

– szukamy partnera lepszego od siebie, ale nie takiego który się na nas wyżywa. Szukamy takiego, który jest lepszy od nas technicznie i tym samym pokaże wam wasze błędy. Ale wykorzystuje się go do nauki, a nie tylko po to by się dać pokonać. Nie odmawiamy jednak słabszym… i od nich można się czegoś nauczyć.

– analizujemy. W pierwszej kolejności własne błędy, a w drugiej wygrane. Takie sytuacje powtarzamy wielokrotnie, aby zrozumieć dlaczego.

– uspokajamy umysł, bo to się udziela partnerowi.

– nie wstydźmy się mówić: wolniej, zróbmy to jeszcze raz (qrcze, już widzę jak brzmi to zdanie wyjęte z kontekstu)

Jaki jest partner idealny ?

Jak sama nazwa wskazuje, to partner, a nie przeciwnik. Ideałem jest ten, który to rozumie. Bo dobre centrowanie nie polega na tym, żeby szarpnąć, a na tym, żeby dostarczyć siłę taką z jaką ta druga osoba może pracować. Jeśli ktoś sobie ewidentnie nie daje rady z jakąś siłą, to jeśli wypchniemy go jeszcze ileś tam raz, to nadal się nie nauczy. Nauczy się tylko wtedy, kiedy mu się uda, a to jest możliwe kiedy partner ten lepszy jest spokojny. Więc jakich wybieramy?

– silnych, ale potrafiących nad tą siłą panować. Nie ma nic gorszego od partnera, który pcha jak mimoza, jakby się brzydził nas dotykać. No jak tu pracować z siłą której nie ma?

– pchających w centrum – choć to niby jest proste, to dlaczego bardzo wiele pchnięć nie trafia w obrys ciała?

Bartek Tai chi partner
centrowanie z dobrym partnerem ważna rzecz

– cierpliwych – jeśli ktoś się wkurza, bo coś nie wychodzi, nie jest dobrym partnerem.

– ćwiczących nasz styl – to ważne, bo centrowanie to specyficzne ćwiczenie, w tej formie którą znamy, praktykowane tylko w YMAA. W innych stylach Taiji bądź nie ma takiej praktyki, bądź ćwiczy się je nieco inaczej. A nie da się ćwiczyć praktyk podwójnych, kiedy partner stosuje inne zasady. Wyobraźcie sobie, że gracie z kimś w szachy, a tu ktoś krzyczy „fura” i zabiera wam hetmana. Czy to ma sens?

– takich, którzy dobrze pchają – w zależności od poziomu współćwiczącego stosują długie, sensowne pchnięcia skierowane na centrum.

Jakich ludzi należy unikać ?

Napisałem unikać, ale należy pamiętać, że każdemu należy się szansa co jakiś czas. Przecież przychodzimy na trening po to, by się rozwijać. Niemniej są ludzie, którzy marnują nasz czas spędzony na sali. Do tej kategorii należą:

– gaduły! – bez komentarza.

– tacy, którzy wykonują technikę zamiast nas – to częste zjawisko kiedy partner pchając prowadzi rękę bez naszego udziału, tak jakbyśmy się obronili.

– osoby przychodzące na salę dla szpanu – jest taka kategoria ludzi, która nie chce ćwiczyć, a tylko chce się pokazywać. Na szczęście tacy ludzie wybierają sobie najczęściej zajęcia formy różnorakich lub okolice różnego typu automatów na kawę.

– ci, którzy lubią przegrywać. Najlepszym przykładem są kobiety, które nam mówią „Bo Ty jesteś taki silny, że ja nic nie mogę zrobić”. Wśród mężczyzn też się tacy znajdują.

– osoby roześmiane, rozkojarzone  – niech się najpierw uspokoją. Na Shotokanie był taki piękny zwyczaj, a w zasadzie dwa. Pierwszy, że spóźniony siedział w seiza twarzą do ściany, po to by wyluzować umysł i dopiero na komendę sensei mógł przystąpić do treningu. Drugi, że osoba która zachowywała się nieodpowiednio do sytuacji (czyli np. gadała na treningu) robiła pompeczki na kościach.

Tai chi partner

– osoby, które chcą przetestować na kimś koncepcje przyniesione z innych treningów. Tacy się nadają do ćwiczenia przepychania, a nie do centrowania. W treningu centrowania chodzi o to, żeby nauczyć się „przepychania” w zgodzie z zasadami mistrza Yanga, a nie w jakikolwiek sposób.

– osoby tworzące swoje własne koncepcje – dużo gorsza wersja poprzedniego przypadku.

A konkluzja czyli wnioski? Otóż jak dla mnie, najważniejsze jest to co my zrobimy i czego my chcemy. Jeśli fokus na ćwiczeniu będzie wystarczająco mocny, to nawet kiedy nasz partner nie do końca rozumie idee centrowania (bo to nie jest prosta rzecz), to za każdym razem czegoś się nauczymy. I co jest równie ważne, jeśli nasz partner będzie chciał, też coś z tego wyniesie. Tych, którzy nie chcą się uczyć, skreślamy z listy i omijamy szerokim łukiem.

Zobacz poprzednią cześć – Centrowanie – czym to jeść.

Zobacz następną część – Centrowanie – emocje

0 Replies to “Centrowanie Part II – Dobry partner”

  1. Należy mnie zdecydowanie unikać – przynajmniej jeżeli chodzi o centrowanie 😉

  2. Niestety trzeba, musiałbyś przejść przez przez nasze pchające dłonie, i parę innych. Ale myślę że jesteś dobrym partnerem do testowania umiejętności.

    1. Zdrajco!!!!!! :D. Ja na szczescie jestem plecami, ale KO powinien trzymać w ustach szluga – jak prawdziwy chiński mistrz 😉 – i obracać mnie jedną ręką. Zreszta po „Grandmasterze” wiem, że tuishou należy robić z ciasteczkiem w ręku 😛

      1. Za 10 lat będziesz płakał oglądając ten klip. 🙂
        Na marginesie zwróciłem uwagę, że KO często korzysta z bazi shou (dłoni ósemki). Podejrzewam, że w centrowaniu jest niewskazane, bo jest zbytnim uproszczeniem, ale w tuishou kompetytywnym (jak tu) – już ok. 🙂

        1. Ależ ja już płaczę oglądając ten klip. Oj te wspomnienia, nostalgia….. 😀

    2. Tak to był najlepszy przykład, że się niedogadaliśmy co do formuły. Ale nie było źle… stosuje dłoń ósemkę – jedną z podstaw centeringu jest symbol Taiji – więc to możne stąd. Będziesz musiał mi to pokazać na przykładzie. A na peta nie licz… rzuciłem 18 lat temu….

      1. „niedogadaliśmy co do formuły” – przecież w zasadzie w ogóle nie rozmawialismy na ten temat :D, GeAnde jako matchmaker załatwił nas z zaskoczenia wyciągając obiektyw i rzucając: walczcie, został ostatni kawałek kaczki po pekińsku i miska do wylizania – the winner takes it all! No i stanęlismy 😉 😀

        1. Możecie ustalić teraz. Mamy lepszy sprzęt nagrywający i taki cywilizowany w 100% rewanż na szczycie górki szczęśliwickiej (na tle startujących samolotów) byłby kul. Można by nawet zakłady porobić. 😉

          1. Tak – pojedynek do pięćdzisiątej krwi, a mottem niech będzie tekst z „Grandmastera” (rety! Czy ten film wyprze u mnie „wejscie Smoka” :D?) : ” W sztukach walki nie ma dobra i zła tylko ostatni stojący” 😀

      2. Na tym klipie częściej odwróconą ósemkę / stworzoną przez kciuk i palec wskazujący (i pozostałe do niego przyciśnięte). Używasz jej jak widełek do kontroli głowy żmiji – ręki Rodora. 😉 O to mi chodzi.

        1. A ja byłem na seminarium z mistrzem Zhou ponad dwa lata temu (rety jak ten czas leci!!!!) i wersja bazi jest mi znana :P.

        2. to już rozumiem…. nawiązując do słów wieszcza. To nie wiedziałem że mówię prozą.

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz