Gość w dom, woda do rosołu…

Takie oto żartobliwe powiedzonko kiedyś słyszałem, choć np. moja babcia nigdy rozwodnionego rosołu by nie podała. Za to kluseczki własnej roboty – to już jak najbardziej. Pamiętam je do tej pory. Zawsze, kiedy tylko miałem okazję, obserwowałem jak kroi pasy ciasta, przesuwając nóż po precyzyjnie złożonych paznokciach. Magia :). Dlaczego o tym wspominam w blogu

Tai Chi GO i koszerne fotki

Pomimo, że nie pochwalam wakacji treningowych, to muszę przyznać, że mój czas treningu jest jakoś podzielony na sezony. Sezon treningowy i część wakacyjna. Różnica jest taka, że w wakacje więcej treningów zależy od mojej własnej inwencji, bo w pozostałym czasie terminarz mam zapełniony regularnymi zajęciami. W poniedziałek, pomimo tego, że są jeszcze wakacje już powoli

Qi Gong z Tymonem Tymańskim

Wyszło na jaw, że jakiś czas temu Arek (YMAA Białystok) wybrał się na wybrzeże, żeby poćwiczyć z Rafałem (YMAA Sopot). Przypadkiem się dowiedziałem, bo przecież skubany się nie przyzna, bo po co? Jeszcze bym chciał pojechać i nauczyć się czegoś, albo, nie daj Boże, narobiłbym mu jakiejś siary przed nadmorskimi białogłowami… po co

Wakacje z Tai Chi – 2018

Były już „Wakacje z duchami” i słynna Brunhilda z jej karbidowymi dymami, ale tego reklamować nie będę. Zresztą część osób już pewnie nie kojarzy tego filmu, tak dawno go nie powtarzali. Chciałbym zaanonsować i serdecznie polecić „Wakacje z Tai Chi” organizowane przez Andrzeja Kalisza w ramach działania Akademii Yi Quan. W

Francuski pocał… tj. boks

I znów fejs się do czegoś przydał. Wyświetliło mi info, że w sobotę odbędzie się egzamin na stopnie w Savate. dzień pierwszy – egzamin Impreza zorganizowana przez klub L’EXTRÊME EST kilku chłopaków (i dziewczyn oczywiście), którzy próbują zaszczepić ten francuski wynalazek na polskim gruncie. Jak im idzie? Jak wszystkim, którzy

…i tylko klepek żal…

Właśnie się kończy. Kolejny letni obóz YMAA w Brennej. Ech, jakby człowiek chciał mieć tyle czasu, żeby być wszędzie, gdzie się dobrze ćwiczy i ludzie są wspaniali. Nawet nie tyle, żeby mieć czas, bo można wszak pizgnąć szychtę w trzy diabły, wypisać się z rodziny i takie tam. Ja bym

Sulisław – pałac w starym stylu

Z góry przepraszam, ten wpis będzie bardzo bałaganiarski, ale piszę wieczorami po treningach. Czasu mało, a do napisania mam dużo… Dawno już nie jeździłem na obozy Tai Chi. Właściwie od czasu „brenneńskich”, nie wybrałem się na żadne dłuższe treningowe iwenty. Nie liczę oczywiście wakacyjnych spotkań w

Polowanie z nagonką

Kiedyś myślałem, że pisanie bloga to pestka. Jeżdżę po seminariach, treningach. Tu relacja, tam jakiś opis i będzie się kręcić. Teraz widzę, że to niełatwe. Bo ileż razy można pisać o wyjeździe do Białegostoku. Ostatnio już ograniczyłem się do opisu kiełbas i boczków, które znalazłem na ichniejszym rynku. Nie dlatego, że

Zaproszenie Shuai Jiao/Shou Bo

Nie umieszczam już na blogu zaproszeń na warsztaty i obozy. Nie tak często, jak kiedyś. Z powodów różnych, nie będę się teraz nad tym pochylał. Przeznaczyłem na to „wola na fejsie”, nie mniej jednak pewne specjalne okazje będę tu zapowiadał. Tym razem dostałem taką informacje z kwatery głównej YMAA.

Jak KO z Rodorem na laski się wybrali…

Sobotnie popołudnie… Danusia idzie spotkać się z koleżankami, zwyczajowo obgadywać męski ród, więc nie ma na co czekać. Krótka Wymiana SMS-ów z Rodorem i jest decyzja — ruszamy na laski! Oczywiście wiadomo… gdyby to była prawda nie pisałbym o tym tak otwartym tekstem. Może kiedyś przy ognisku, po cichu snułbym opowieści w gronie kumpli, ale

Niczym w Mekce

Znaczenie tytułu wyjaśnię później. Ponoć często daję je niezrozumiałe i od czapy, tak w każdym razie twierdzi Rafał (ten z 3City). Dla usprawiedliwienia powiem, że to chyba jest jeden z najpopularniejszych chwytów dziennikarskich jakie widzę w otaczającym mnie świecie. Chwytny tytuł to podstawa, na niektórych portalach informacyjnych taki tytuł jest trzy razy ciekawszy od newsu

Kraków rządzi

Wiecie, jak trudno mi było napisać taki tytuł? Pewnie mnie kilku kumpli legionistów zmierzy wzrokiem zimnym jak pięty Yetiego. Cóż, prawda jest taka, że musi mi to przez ściśnięte gardło przejść… oczywiście z zaznaczeniem, że owszem rządzi, ale nie na boisku… Do brzegu zatem zobaczcie, co mnie sprowokowało do takiego stwierdzenia. Tak więc

Człowiek z biczem w/na głowie…

Dziadowski bicz – Nawiązanie do długiego bicza, który nosił dziad (żebrak) dla obrony przed psami; Idziesz do kobiet? Nie zapomnij bicza! – „Tako rzecze Zaratustra” (Friedrich Nietzsche); Konie liche, ale za to bicz ładny. – przysłowie ludowe. Info o seminarium z walki z biczem znalazłem na FB (choć raz się przydał) pewien czas temu. Wiązało się

Nowa woda kolońska Arka…

To, że z YMAAowski Tai Chi, jestem już trochę na bakier, wiedziałem. Od dłuższego czasu jedyny kontakt, jaki z nim mam, jest bardzo sporadyczny. Ot spotkania z Rafałem lub samodzielny trening. Samodzielnie to ja powtarzam sobie tylko formę i niektóre ćwiczenia, które można wykonywać bez partnera, bez korekty mogłem tam sporo namieszać. Nie, żeby totalnie

Japońskie klimaty na północy

Świat zmalał… naprawdę. Kiedy zaczynałem w sobotę pisać te słowa siedziałem przy własnym biurku w Warszawie, ale jeszcze rano ćwiczyłem Tai Chi w japońskiej części Parku Oliwskiego, aby chwilę potem truchtać sobie po tartanie Stadionu Leśnego w Sopocie. Ogólnie w 3City byłem raptem 12h. Czasy już nastały takie, że samoloty pomiędzy większymi miastami Polski śmigają

…Znów mamy wakacje…

Jak w piosence… znanego ongiś kabaretu. Wakacje – a to znaczy, że szkoły zwalniają bieg jeśli chodzi o regularne zajęcia i przechodzą w tryb „uśpienia”. Niczym niedźwiedzie. Tyle, że misie kimają w zimie. Nie pozostaje nam nic innego, jak ćwiczyć samodzielnie i korzystać z mniej licznych zajęć organizowanych w różnych parkach i skwerach. Ostatnio zauważam

Czerwiec wzywa do treningu

Od paru dni jest ciepło, co nie przeszkadza krótkim, kilkuminutowym obfitym opadom. Niestety ostatnio jeden taki mnie dorwał. Niby pięć minut przed i po było już ładne słoneczko, ale ja byłem przemoczony – dorwało mnie na Polu Mokotowskim. I tak jeden dzień na, w miarę, świeżym powietrzu poszedł się paść. Mam nadzieję,

… poćwiczyć w maju …

Rok już upłynął od kiedy propaguję treningi Tai Chi, Qi Gong i inne pokrewne sztuki treningowo-ćwiczebne. Nie będę w związku z tym pisał o pochodzeniu nazw miesięcy. Z tego co wiem, to żadnych nowych badań od tego czasu nie przeprowadzono, więc po co się powtarzać?. Co można poćwiczyć w maju? Powinienem zacząć od majówki…

Mistrz Ly – trzecie spotkanie

W miniony weekend w Warszawie, na zaproszenie Fundacji Dantian, przebywał mistrz Antoine Ly, oczywiście jak zwykle w podróży do Polski towarzyszyła mu żona, Marianne Pluowier – swoją drogą nauczycielka wysokiego lotu (Co nieco o poprzednich wizytach mistrza). W czasie swojego pobytu tradycyjnie już poprowadził seminarium ze starego stylu. W planie było… no, plany były… ale

Kwiecień – zapowiedzi treningów

Kwiecień – w tym roku mało przeplata. Mniej w nim zimy – więcej lata, póki co. Tekst piszę mocno spóźniony, gdyż w tym miesiącu czas zwariował i nie bardzo mam kiedy pochylić się nad tym blogiem. Ale nic to – widać tak musi być. Wróćmy do kwietnia – typowo polska nazwa miesiąca: oznacza

Kwiecień – mistrzowski miesiąc

Narzekałem, że Polska jest omijana przez wszelkiego rodzaju mistrzów. Kiedyś narzekałem, ale w kwietniu 2017 narzekać nie mogę. Zjedzie się ich wielu. Od pewnego czasu nie anonsuję już pojedynczych imprez – ograniczając się do comiesięcznych podsumowań i prowadzenia kalendarium (serdecznie zapraszam), ale teraz trzeba coś skrobnąć nieco wcześniej, może ktoś będzie zainteresowany i weźmie udział.

Marzec – zapowiedzi treningów

Marzec…. to już pierwsze zajawki wiosny, może jeszcze nie tyle początek wiosny, co koniec zimy. Nieprzyjemny koniec. Robi się cieplej więc śnieg się topi, ale ziemia jest zimna więc woda nie odparowywuje i robi się błoto. Mogłoby się wydawać, że nazwa właśnie pochodzi o tego błota które to się maże (ale wtedy pewnie by się

Luty – propozycje treningowe

Ćwiczymy dalej. Mamy już luty, najkrótszy miesiąc w roku. Tłumaczenie dlaczego to właśnie luty ma tylko 28 dni, wydaje się pokrętne. Otóż to drugi miesiąc w roku i Rzymianie uważali, że jest pechowy, a że trzeba było jakoś pokombinować z długością 12 miesięcy, aby wyszedł z tego rok odpowiadający 12 pełniom księżyca, to wypadło na

Styczeń – propozycje treningowe

To już nowy rok. Moment w roku kiedy czuję, że czas mnie przegania, robi kółko i przegania jeszcze raz. To chyba nie najlepszy objaw. Ale co tam… Nie pora żałować róż, gdy płoną lasy (choć to cytat bez sensu w tym miejsce, ale ja go lubię). A więc, mamy styczeń. Jeśli chodzi o źródłosłów, to