Magia dźwięków Heng i Haa

Ciąg dalszy mojego grzebania w sieci po zakupie książki „TAI-CHI CHUAN. Its Effects and Practical Application” (Tu można o niej przeczytać). Ale tym razem zacznę o innej książce. Jedną z pierwszych (większych wydawnictw) wydanych w Polsce, jeszcze w latach 90 zeszłego wieku (niby nie tak dawno, ale to już historia), była książka „Droga Tai Chi” autorstwa

Rodorowy zawrót głowy

Rodor to mój znajomy z sali Akademii Yi Quan. Razem próbujemy tam zgłębiać Tai Chi Hao Jia z efektami raczej miernymi (oczywiście sam za siebie oceniam). Znamy się od lat wielu, ale długo byłą to znajomość czysto internetowa. W przedfejsbókowych czasach, kiedy królowały jeszcze fora dyskusyjne, zdarzało się nam czasami brać udział we wspólnych dyskusjach. I tak

Pokrowiec…

Takie dzisiejsze odkrycie dotyczące gadżetów, ale nie tych fiutobyłsków jak np. składania włócznia albo zdalnie sterowany robot do ćwiczenia pchających dłoni, tylko takich przydatnych. Otóż wczoraj musiałem pojechać do Decathlonu (podaje nazwę sklepu bo będzie pozytywnie). Nie lubię tam jeździć, bo masa ludziów, szum i zgiełk. Wszędzie jakieś dzieciaki jeżdżą na rolkach

Zajac.. nu pagadi…

To będzie słów kilka na temat „Tai Chi i zwierzęta”. A dokładniej – ćwiczący, a zwierzęta. Jakoś tak się zbiegło, że sporą część swojego życia treningowego spędziłem w warszawskich parkach i na trawnikach różnych. I mam pewne obserwacje dotyczące zwierząt, których trochę się pojawia. I nie są to tylko uwiązane na sznurkach i smyczach

Lądowanie Tardis i pole pełne Tai Chi

Jeśli ktoś nie wie kim jest T.A.R.D.I.S to już nie moja wina. Odsyłam do netu, mnie by zabrakło bitów na dysku żeby to opisać. Trochę podpowiedzi znajdziecie też w dalszej części tego wpisu. I tak … w piątek po arbajcie, kiedy to suma wszystkich „nie udało się” i „masz to jeszcze do zrobienia” osiąga swoją

Treningowe miejscówki – wsi spokojna, wsi wesoła

Dwa ostatnie dni spędziłem pilnując Aresa, psa należącego do Młodego. Nie mogę napisać gdzie, bo lokalizacja jest ściśle tajna. Tak tajna, że nieopodal trzeba było wykopać zbiorową mogiłę dla dostarczycieli pizzy, którzy ją poznali i siłą rzeczy nie mogli już wrócić do realnego

Relacja z Tajwanu…

Fiodor to mój człowiek na Tajwanie. To gość, którego poznałem w czasie treningów jeszcze z czasów starej szkoły YMAA Warszawa. Zawsze czegoś szukał, w treningu był dokładny i cierpliwy. Bardzo dużo ćwiczył. Potem przez jakiś czas ćwiczyliśmy razem, ale jemu ciągle było mało. Nie dziwię mu się, nie jestem żadnym wiarygodnym źródłem wiedzy. Nie mniej

Gdzie ćwiczyć w sierpniu…

Może lato wróci… ale może nie koniecznie takie jak przez dwa ostatnie dni? Za gorąco – jak dla mnie. Ale żeby nie płakać, przejdę od razu do informacji. Treningowo w sierpniu możecie pojechać na obóz treningowy – jeden z wielu, które są organizowane przez szkoły w różnych częściach Polski. Niektóre propozycje

Practical Application ad. 1947

Grzebiąc z nudów w komputerze, będąc tak już pod koniec internetu, znalazłem ofertę sprzedaży książki. Zainteresowała ona mnie z kilku powodów. Po pierwsze – w tytule miała słowa „Practical Application”, po drugie – została wydana w 1947 (70 letni wolumin), a po trzecie – kosztowała tylko 25 PLN.

Cisza po burzy

Nie rozpieszcza nas w tym roku czerwcowa pogoda. Albo upały, albo zimno i leje. A deszcze w tym roku nie mają nic wspólnego z ciepłymi, letnimi burzami. Po prostu jakby ktoś wodą z lodem z kubła lał. Koleżanka podesłała wiadomość, że wczoraj na Tarchominie widziano trąbę powietrzną. W pierwszej chwili myślałem, że to ktoś zrobił

O czym szumią „mandżurskie” wierzby…

„O czym szumią wierzby” to stara, klasyczna i ponadczasowa opowieść o świecie pokazanym przez pryzmat społeczeństwa składającego się z zwierząt. Leniwie funkcjonująca grupa zwierząt żyjąca nad leniwie płynącą rzeką, z problemami, które obecnie wydają się małym miki wobec tego co się dzieje na świecie wokół nas. o czym szumią wierzby

108? a dlaczego nie 102?

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego w długiej formie ruchów jest właśnie 108, a nie 109? A może powinny być 102, tak żeby Rudego uhonorować? Ja czasami tak. Wiem, że wiedza ta jest mi do niczego niepotrzebna i tylko zaśmieca mi umysł. Ale kiedy w końcu okazało się, że ma to jakieś podstawy, to pomyślałem sobie, że

Wiem co jem… – zapach arabeski

Miałem okazję, to wstąpiłem… Byłem w centrum Wawy, nie musiałem gnać na złamanie karku, więc chwilę połaziłem. To, ostatecznie, najbardziej warszawska część Warszawy. Jest tak gdyż w miarę nieźle przetrwała wojnę. Na pewno lepiej niż czasy powojenne, kiedy to ponad 40 nienaruszonych kamienic wyburzono pod budowę Pajaca Kultury. arabskie klimaty Tak

Wiem co jem ? – kurze flaki

W pamięci mam jeszcze kurę, którą dostaliśmy w chińskiej, wiejskiej knajpie. I choć alkoholem o mało nas nie zabili (choć skąd mogli wiedzieć, że jakakolwiek wódka Polakom może zaszkodzić?), to kura była wyśmienita. Jeszcze kilkanaście minut wcześniej chodziła sobie po zboczu góry i nagle bęc – pach i wylądowała na naszym stole. I to jest

China Travel – śladami mistrzów

To przedostatni odcinek wspominek z wyjazdu życia, jakim była podróż do Chin. Ostatni z tych, którym postanowiłem się podzielić, resztę zostawiam dla siebie i Danusi. Tym razem będzie o poszukiwaniu śladów mistrzów… ale za to jakich!! Owo poszukiwanie miało miejsce w Foshanie, gdzie wybraliśmy się zwiedzić świątynie przodków (patrz pierwszy odcinek wspomnień). Świątynia, a właściwie

China travel – u źródeł Tai Chi

Z tym tytułem to oczywiście drobna przesada, bo po pierwsze Kanton i okolice nigdy nie były źródłem Tai Chi, a po drugie, to ja tam naprawdę nie pojechałem szukać mistrza. Ale Chiny, to Chiny. Nasz wyjazd był stricte turystyczny czyli: zobaczyć, spróbować, odwiedzić. Nie mniej jednak, Jiuzhizy jako osoba też zainteresowana sztukami walk, także temu aspektowi

Warszawskie parki – Kanał Królewski

Kanał Królewski, zwany także Kanałem Piaseczyńskim. Dlaczego? Nie wiem, gdyż na pewno nie prowadzi do Piaseczna. Zresztą po co miałby tam prowadzić? Kanał Królewski, to teren na tyłach Stadionu Legii (wzdłuż jego południowej trybuny – czyli tam, gdzie zasiadam jeśli jestem na meczu). Został zaprojektowany i zbudowany jako element „małej architektury” (hmm 820 metrów długości na

Uliczne Kung Fu

Co? Myśleliście, że znalazłem tajemny przekaz bardzo skutecznego w walce stylu, który przetrwał w wąziutkich ulicach/ścieżynkach na obrzeżach miasta? Nie nic takiego… Nawet jeśli, mocno wierzę w to, są tu mistrzowie, którzy potrafią zabijać wzrokiem lub przez dotyk, to szczupłość czasu nie pozwala mi ich szukać. Zresztą, nawet gdybym na takiego nadepnął,

KO na śladach Brusiaka

Tak, tak – piszę te słowa z Hong Kongu. Siedzę na 22 piętrze hotelu z widokiem na City. Ale nie wyglądam za okno… za wysoko. Od razu spieszę donieść osobom niezorientowanym. Przyjechałem tu z Danusią i z Jiuzhizy. To jest, żeby było jeszcze dokładniej to ja i Danusia przemieszczamy się śladami Jiuzhizy,

Rok Szalonej Qry

Tak niespecjalnie obchodzę innostranne święta. Ot, wolę słowiańską noc Kupały od hamerykańskiego święta murarzy. To samo się tyczy świąt chińskich. Jakoś niespecjalnie je obchodzę. Jak prowadzę tego, pożal się Panie, bloga trzeci rok (o, żesz ty…), to jakoś specjalnie się nie rozwodziłem o azjatyckich świętach. Raz Jiuzhizi zorganizował jakieś spotkanie z okazji „Święta środka jesieni„,

Stare fotografie – chiński Sajgon

Na trzy, cztery… z czym się wam kojarzy słowo Sajgon? Tak, z sajgonkami – to nazwa, którą nadali amerykańscy żołnierze, którym spodobała się idea azjatyckiego fast foodu (nazwa angielska „spring rolls” jest dosłownym tłumaczeniem nazwy chińskiej). To wietnamskie miasto (obecna nazwa to Ho Shi Minh City) Polakom kojarzy się jeszcze z amerykańską interwencją w Wietnamie w

Mistrz osiemnastu broni

Nastrój mam wakacyjny, więc opowiem Wam bajkę. Niczym pies Pankracy. Kto pamięta ten wie. Był taki pies, z włóczki, który w piątek opowiadał bajki w telewizorze – był nieprawdziwy. Tak jak w Wiadomościach, czy innych programach o polityce i ekonomi, tyle tylko, że ten uczciwie się do tego przyznawał, że to bajki. I

Warszawskie parki – Ogród Krasińskich

To miał być wpis o tym, że nie wszędzie gdzie się obrócić ćwiczy się Tai Chi i Qi Gong, ale wyszło inaczej. Ale powoli do tego dojdziemy. Teraz trochę o miejscu, otóż Ogród Krasińskich, zwany także Parkiem Krasińskich, to kilkuhektarowy, ogrodzony kawał zieleni w centrum Warszawy.