Tai Chi pod palmami

Takie było życzenie Danusi. Jedziemy w tym roku gdzieś bliżej, zakręciła globusem i jesteśmy w Tunezji, Mam ja oczywiście swój inny plan (też na literę T), ale to w październiku dopiero. Na razie Afryka. Nie taka dzika, jak to śpiewał nieodżałowany Wodecki, bo przecież jeszcze nie tak dawno, to niemalże była część kontynentalnej Francji.

W stronę zachodzącego słońca

O ile, kiedy trzy dni temu otwierałem sobie sezon letni ćwiczyłem jeszcze w polarze, to dziś było tak ciepło, że zdecydowałem się ćwiczyć w t-shircie. Na moim balkonowym termometrze prawie 30 stopni. Jak tu nie ćwiczyć na zewnątrz? Dziś wybrałem tereny zalewowe wzdłuż Wisły. Normalnie to biegam w tamtą stronę (na żerańską kładkę wzdłuż Wisły),

Opuszczona Syrenka

Opuszczona Syrenka. Ten tytuł może powiedzieć wszystko. Może to być historia miłosna o porzuconej pół-kobiecie, pół-rybie lub o złomowaniu legendy polskiej motoryzacji (tej z silnikiem od motopompy). Ale nie… będzie treningowo. Wczoraj był taki prawdziwy pierwszy dzień wiosny. Ciepło, bezwietrznie i słoneczko dawało, że hej. Jak wyrwałem się w końcu z arbajtu pomyślałem, żeby zrobić

Aberdeen – świat, którego nie ma…

Hongkong to nie jest – wbrew temu co nam się wydaje – państwo miasto. To pewien obszar, na który składają się różne miejscowości, np. miasto Victoria – stolica Hongkongu, lub Kowloon Walled City osiedle, które powstało w miejscu brytyjskiego fortu. Tym razem chciałbym napisać coś o innym mieście tej byłej, brytyjskiej kolonii. Aberdeen – to miejscówka znana

Mistrzów dwóch

Brzmi to jak tytuł filmu. Z X muzą jednak ma to tyle wspólnego, że film jest naturalną konsekwencją fotografii, a będzie trochę o fotografowaniu. Wrócę teraz pamięcią do ostatniego krakowskiego seminarium z mistrzem Yang Jwing Mingiem. Jest taki nieodzowny element wszystkich większych seminariów/zlotów/szkoleń czyli fotografia grupowa. To taki czas wyrwany z treningu, na który czeka pewna grupa

Wiem co jem – smaki ściany wschodniej i okolic

I znów zahaczyłem o Białystok. Fajnie było spotkać się z Arkadiuszem i pogadać o kolorach (turkus, chłopie ten kolor, o którym ci mówiłem, to turkus). Pojechałem poćwiczyć z ludźmi Qi Gong. Pozdrawiam wszystkich, którym się chciało przyjść pomimo tego, że było -10, na zewnątrz oczywiście, nie na sali. Tak przy okazji, to o tym mówiłem

Język chiński

Dziś krótko – nie będę się mądrzył, bo to, co wiem, to właśnie przeczytałem w necie… i tam znajdziecie więcej… Język chiński jest językiem ojczystym około 94% obywateli CHRL, używany jest również w wielu skupiskach ludności chińskiej na całym świecie. W ciągu trzech tysięcy lat powstało 10 głównych dialektów, które różnią się od siebie na

Wiem co jem? – morski wypas

Będąc na Yelonkach wstąpiłem do tamtejszego supermarketu. W latach 80. to był naprawdę sklep wielkopowierzchniowy. Największy w tej dzielnicy. Takie centrum kulturalne, gdzie spotykali się wszyscy okoliczni mieszkańcy. Potem oczywiście powstawały inne większe sklepy, a ten sklep trwał i zawsze trzymał niezły poziom. I to by było tyle z laurki, nie płacą mi wszak za

Babiniec

Czy Tai Chi i inne podobne systemy stają się domeną kobiet? Takie pytanie zadawałem sobie w sobotni poranek, kiedy to, pomimo zimna, pojechałem do Królewskich Łazienek. Ale od początku. W sobotę rano postanowiłem poćwiczyć nieco starego stylu. Godzina co prawda zbójecka (9.00 rano) i dojazd do Łazienek mam w granicy 60 minut, ale pojechałem. Pogoda

Sztućce w MAiP

Prowadziłem ostatnio zajęcia w Muzeum Azji i Pacyfiku. To miejsce na warszawskim Powiślu już od dłuższego czasu jest miejscem, w którym odbywają się ciekawe imprezy. Oczywiście nie chodzi o to, że ja tam się pojawiam, ale o inne imprezy: a to śpiew perski, a to medycyna chińska lub indonezyjski

Mongolskie zapasy – 1913

Dziś będzie krótko, bo i strzępić klawiatury nie ma po co. Poniżej krótki, fajny film dokumentalny. Nagranie pochodzi z 1913 roku. Początkowo myślałem, że film jest opisany po rosyjsku. Zapomniałem, że cyrylica obowiązuje nie tylko w Rosji i niektórych krajach postsowieckich. Wujek gógiel stwierdził, że to język mongolski. Autotłumacz nie wniósł nic nowego. Wiem, że

Orzech Mandżurski

Tak ostatnio sobie z Danusią wspominaliśmy wyjazd do Chin i uświadomiłem sobie, że jest jeszcze jeden temat, o którym miałem napisać. I nie będą to tym razem wspomnienia o żarciu. A było to tak… Początek, co prawda, nie zapowiadał zupełnie, że wizyta w centrum Kantonu zaowocuje jakimś treningowym wątkiem. Tego dnia bowiem, wyruszyliśmy samodzielnie z

Janek in the sky with diamonds

Przed świętami wpadłem na oficjalne zakończenie roku treningowego do Fundacji Dantian. Co prawda nie ćwiczę z nimi regularnie, ale staram się czynić jakieś postępy w nauce formy, której się tam naucza. Biorąc pod uwagę, że nadal mam problemy aby wykonać całą sekwencję bez potrzeby korzystania z książki (przy okazji zapraszam do jej kupienia, zostało jeszcze

Wiem co jem? – Być jak Mario Bros

Mario, ten italiański hydraulik, bohater kultowej gry komputerowej, miał w życiu jeden cel — uratować księżniczkę. Jeśli mam być szczery, to tej księżniczki nie jestem pewien, bo nigdy w życiu do końca gry nie dotrwałem. Jedyne czego jestem pewien to fakt, że Mario po drodze posiłkował się grzybkami. Biegał sobie i jak złapał takiego grzybka,

To mnie wkurza…

Tak, to mnie wkurza. Czasami zdarza mi się ćwiczyć na Jazdowie. To krótkie treningi, bo zazwyczaj wykorzystuję w ten sposób czas przed treningiem u Marka. Na Jazdowie znalazłem sobie miejsce na skwerze Strehla, zaraz za osiedlem domków fińskich. Na obrzeżach parku stoją dwa budynki będące pozostałością Szpitala Ujazdowskiego. W jednym z nich

Ponad półtora puda…

Długo czekałem na możliwość zrobienia tego wpisu. Dlaczego? Dlatego, że ustaliłem sobie taki cel. Zrzucić półtora puda* (czyli ok. 25 kg). I udało się, dziś rano wlazłem na wagę i okazało się, że cel numer 1 został osiągnięty. Teraz przede mną cel numer 2, czyli zejście do wagi dwucyfrowej, gdyż nadal mam jedynkę z przodu.

Procologia…

I znów może trochę nie na temat, ale o ciekawych książkach będzie. Otóż, kiedy niedawno byłem na seminarium poświęconym dziadoskiemu biczowi, wyszło, przy okazji, że prowadzący Andrzej „Kooniu” Jasztal poza tym, że jest miłośnikiem machania biczem, to jeszcze realizuje się w strzelaniu z procy. I to nie tej pasterskiej (tej dawidowej), ale takiej już bardziej  współczesnej,  czyli gumowej. Tu muszę wyjaśnić, że strzelanie z procy

Szurający w liściach

Miało być dziś mało tekstu, czyli taki wpis jaki lubi Danusia – łatwy do korekty. Ale wyszło jak wyszło i, i tak nie jest źle. Dziś się wybrałem na bieganie. Urlop, fajna pogoda (tj. nie leje) i tyle wystarczy, a mnie takie bieganie dobrze robi. Skorzystałem więc z okazji, że Danusia wybrała się

Pięć pytań do… Robert Wąs

Robert Wąs, dyrektor YMAA Polska (słowo dyrektor – trochę dziwne, pochodzi ze zbyt dosłownego tłumaczenia z angielskiego, ale już się jakoś utrwaliło). Znam go od… hmmmm, chyba pierwsze seminarium z nim to był rok 1999, w strasznie brudnej i strasznie wąskiej sali na ulicy Długiej. Wtedy praktycznie pierwszy raz zetknąłem się z Tai Chi w

Lubię grzebać II…

Mam coś wspólnego z kurą. Jakiś gen, czy co? Lubię grzebać… Nauczył mnie tego mój ojciec, kiedy w dzieciństwie ciągał mnie po różnych giełdach i bazarach, a tam w różnych „śmieciach” szukaliśmy okazji. Cała moja kolekcja resoraków, większość mały żołnierzyków i wiele innych rzeczy pochodziło z takich miejsc. Wolumen, Skra, Spójnia, Bazar na KOle czy

Wietnamska forma i powrót husarii

Nie jestem prawdziwym blogerem, z braku czasu na stukanie w klawisze, wpisy są opóźnione o dzień lub dwa. Z jednej strony tracą pewnie nieco na świeżości, ale z drugiej (mam nadzieję) zyskują na dystansie jaki się u mnie pojawia. Rozwiązanie to ma jeszcze tę zaletę, że czasami , z perspektywy czasu, dochodzę

Kielecki trening

Wyjaśnię na samym początku. Nie ćwiczyłem w stolicy polskiego przemysłu „scyzorniczyrzczego” (ależ trudne słowo wymyśliłem!!!). Pomysł na tytuł nasunął mi się w związku z wiatrem, który duł dziś tak, jakby się w Kielcach cały tamtejszy młyn kibiców powiesił… Dziś korzystając z dnia wolnego (od pracy, bo nie dane mi

Sąsiedzi

W budynku, w którym jest siedziba Akademii Yi Quan, znajdują się piwnice na wynajem. Nie są to jakieś tam, znane z blokowisk boksy dwa na trzy kroki, ale duże pomieszczenia z przeznaczeniem na działalność. Ktoś pomyślał i tak zaprojektował budynek. I w jednej takiej piwnicy mieści się właśnie salka Akademii. Nie duże to, z rurami

Magia dźwięków Heng i Haa

Ciąg dalszy mojego grzebania w sieci po zakupie książki „TAI-CHI CHUAN. Its Effects and Practical Application” (Tu można o niej przeczytać). Ale tym razem zacznę o innej książce. Jedną z pierwszych (większych wydawnictw) wydanych w Polsce, jeszcze w latach 90 zeszłego wieku (niby nie tak dawno, ale to już historia), była książka „Droga Tai Chi” autorstwa