Azja trawel – KO chadza własnymi ścieżkami

To będzie o tym, jak to opłaca się czasami zbaczać z utartych ścieżek. Rzecz się dzieje w Tajnanie, najstarszym mieście Tajwanu. Podobieństwo w nazwach jest jak najbardziej uzasadnione. Tajwan dzieli się na górny, środkowy i dolny. I stąd nazwy trzech stolic: Tajpej, Tajchoung i Tajnan. Tajnan to jest to miejsce, w którym

Wiem co jem? – Gaumardżos

Ostatnio ktoś mi zarzucił… „coraz mniej piszesz o Tai Chi”. Może i tak? Bo w zasadzie, co tu pisać? Ćwiczę i tak naprawdę niewiele się zmienia. W moim treningowym życiu nie ma jakichś objawień, błysków wiedzy. Mam nadzieję, że jest to praktyka małych kroczków. Bardziej pełzanie niż skakanie. Nie piszę też z innych

Wiem co jem? – Afryka, która sięgnęła bruku

Na zakończenie tunezyjskich relacji słów kilka o jedzeniu. Nie tym hotelowym, bo to, chociaż miało jakieś miejscowe akcenty, to jednak wszystko było pod turystę, który (niczym w „Rejsie”) lubi jeść te potrawy, które już kiedyś próbował. Jak ktoś chciał, to jednak w rogu sali, na niewielkim stoliczku, zawsze

Wiem co jem – smaki ściany wschodniej i okolic

I znów zahaczyłem o Białystok. Fajnie było spotkać się z Arkadiuszem i pogadać o kolorach (turkus, chłopie ten kolor, o którym ci mówiłem, to turkus). Pojechałem poćwiczyć z ludźmi Qi Gong. Pozdrawiam wszystkich, którym się chciało przyjść pomimo tego, że było -10, na zewnątrz oczywiście, nie na sali. Tak przy okazji, to o tym mówiłem

Wiem co jem? – morski wypas

Będąc na Yelonkach wstąpiłem do tamtejszego supermarketu. W latach 80. to był naprawdę sklep wielkopowierzchniowy. Największy w tej dzielnicy. Takie centrum kulturalne, gdzie spotykali się wszyscy okoliczni mieszkańcy. Potem oczywiście powstawały inne większe sklepy, a ten sklep trwał i zawsze trzymał niezły poziom. I to by było tyle z laurki, nie płacą mi wszak za

Wiem co jem? – Być jak Mario Bros

Mario, ten italiański hydraulik, bohater kultowej gry komputerowej, miał w życiu jeden cel — uratować księżniczkę. Jeśli mam być szczery, to tej księżniczki nie jestem pewien, bo nigdy w życiu do końca gry nie dotrwałem. Jedyne czego jestem pewien to fakt, że Mario po drodze posiłkował się grzybkami. Biegał sobie i jak złapał takiego grzybka,

Wiem co jem… – zapach arabeski

Miałem okazję, to wstąpiłem… Byłem w centrum Wawy, nie musiałem gnać na złamanie karku, więc chwilę połaziłem. To, ostatecznie, najbardziej warszawska część Warszawy. Jest tak gdyż w miarę nieźle przetrwała wojnę. Na pewno lepiej niż czasy powojenne, kiedy to ponad 40 nienaruszonych kamienic wyburzono pod budowę Pajaca Kultury. arabskie klimaty Tak

Wiem co jem ? – kurze flaki

W pamięci mam jeszcze kurę, którą dostaliśmy w chińskiej, wiejskiej knajpie. I choć alkoholem o mało nas nie zabili (choć skąd mogli wiedzieć, że jakakolwiek wódka Polakom może zaszkodzić?), to kura była wyśmienita. Jeszcze kilkanaście minut wcześniej chodziła sobie po zboczu góry i nagle bęc – pach i wylądowała na naszym stole. I to jest

Wiem co jem? – różności…

Nazbierało się. Przy ostatniej wizycie na Bakalarskiej upał mnie o mało nie zabił. Znów odczuwalna ponad 40 stopni. Qrcze, gdzie te wspaniałe lata, gdzie temperatura dochodziła do 26 stopni i wszyscy byli zadowoleni? Ja chyba mam przodków na północy, a nie w Turcji. Teraz, po tym jak islandzcy wikingowi wykopali albiońskie metroseksualne panienki z Mistrzostw

Wiem co jem… ? – Zielona mila

Tym razem pod hasłem – nie tylko Bakalarska. Ostatnio, wracając z arbajtu do domu, wstąpiliśmy z Danusią na mały bazarek mieszczący się na Tarchominie. Bazarek niestety umiera. Ceny dość wysokie – wszyscy sprzedawcy mają, mniej więcej, to samo. Większość pawiloników zamknięta. Jeszcze jako tako trzymają się warzywniaki – mają niezły towar, duży wybór choć, jak

Wiem co jem? – gorzki ogór…

Wybrałem się dziś z Danusią na Bakalarską. W zbożnym celu oczywiście, ale przy okazji zahaczyliśmy o wietnamskie delikatesy i bułgarski barek… mieliśmy jeszcze zajrzeć do ormiańskiej knajpki po fasolkę szparagową z zasypką, ale niestety minęliśmy się z panią, która tam zarządza. Po załatwieniu podstawowych sprawunków, kulinarną część wycieczki zaczęliśmy od bułgarskiego barku. Tam załapałem się

Wiem co jem – w duchu globalizacji…

I znów zaniosło mnie na Bakalarską. To wspaniała okazja, żeby spróbować rzeczy innych, niż te które można dostać w sklepach spod znaku robali lub płazów różnistych. A że pojechałem sam, to mogłem zaszaleć, nikt nie mówił „”co ty znów kupujesz!!!” (oczywiście co się odwlecze, to nie uciecze). Spacer zacząłem od bułgarskiego barku, od słonej buły

Pałeczki

Nie będzie o sztuce zabijania dwoma pałkami, choć na pewno w obliczu finału pucharu Polski na stadionie Narodowym sztuka dwóch pałek byłaby tu jak najbardziej na miejscu. Będzie o pałeczkach, takich dwóch bambusowych patyczkach do jedzenia. Mam wrażenie, że u nas w Polsce związek pałeczek z treningiem sztuk walk szczególnie mocno pojawił się w związku

Wiem co jem – Chińska kuchnia Polska…

Bieda ma to do siebie, że po pierwsze jest stanem powszechnym, po drugie jest bardzo egalitarna, po trzecie wymusza myślenie. Szczególnie w kuchni powoduje niesamowitą wręcz pomysłowość. Z głodu człowiek wszystko zje. Czasami wychodzą z tego wielkie rzeczy. Na ten przykład pizza, gołąbki, spaghetti, coq au vin czy portugalska zupa na czerstwym chlebie. To wszystko

Wiem co jem – moje własne Baozi

Przy okazji comiesięcznego popełniania przestępstwa byłem na Bakalarskiej. Żeby jeszcze to nie było tak daleko z Białołęki… No dobra, ale mus to mus. Wizyta na targowisku powoli staje się rutyną. Najpierw śniadanie w postaci mixtu (kto był ten wie), potem wizyta na kawie (w zasadzie nigdy kawy nie piję, ale ta w bułgarskim barku smakuje

Masala

To nie błąd, nie będzie o Masajach i ich długich włóczniach. Choć może przez moment, później. Będzie o czymś co odkryłem jakiś czas temu, a niedawno sobie przypomniałem. Ale po kolei, choć kolej to nie najlepsze słowo bo ani na czas ani z senesem toto nie jeździ, a ja tu chciałem poukładać jakąś historię. Otóż

Wiem co jem… ? część druga

Była okazja, więc wpadłem. Gdzie? A do wietnamskich delikatesów na Bakalarskiej. Mają tam multum różnych rzeczy, ale mnie najbardziej interesują te, które właściciele tego sklepu przygotowują do zjedzenia tak na bieżąco. I z tej oto okazji będzie następny odcinek z kategorii „Wiem co jem… ?” Tym razem wybór był olbrzymi. Zaordynowałem sobie bułkę na parze

Wiem co jem… ?

No nie do końca… a głupio się pytać. Na bazarku na Bakalarskiej będącym miniaturką stadionu znajdują się wietnamskie delikatesy. Teraz mam możliwość i okazję tam wpadać, tak więc troszeczkę myszkuję po półkach. Za pierwszym razem kupiłem takie coś…  No nie wiedziałem co to, bo to w żadnym ludzkim języku nie jest – niemiecki to też