Boiska dla wszystkich, dyplomy dla KO

Jednak można, czyli jeszcze jedno znalezione przeze mnie Adasię… Pokrótce – było to tak. Jesień tego roku mamy zarąbistą. Jeszcze gdyby słoneczko raczyło zachodzić dwie godzinki później, byłoby miodzio. To ostatnie, niestety, niemożliwe. Jak to powiedział klasyk (czyli jakiś tam -teles): – Praw natury pan nie zmienisz, nie bądź pan rura i nie pękaj.

Tego dnia miałem zakontraktowany trening Lao Jia z Janem Glińskim i jego grupą zaawansowaną. Mogę z nimi czasami ćwiczyć zapewne dzięki zaawansowanemu wiekowi, bo innego wyjaśnienia nie widzę. Ponieważ możliwość mam – to czasami korzystam. Oczekując na trening wybrałem się do Parku „Morskie Oko”. Po pierwsze znajduje się on blisko sali, na której odbywają się treningi, a po drugie miałem jeszcze jakieś 90 minut. Mogłem go zatem dobrze spożytkować.

tu czasami ćwiczymy

Park „Morskie Oko” oraz pałacyk Szustra już kiedyś opisywałem (zapraszam). Trochę się tam od moje ostatniej wizyty zmieniło. Miejscówka treningowa, którą czasami okupujemy z Marzenką, czyli ławeczka przy placu zabaw, była zajęta przez dwie szczebioczące młode mamusie. Nie chciałem się przy nich gibać i wysłuchiwać ich rozmów (RODO i te rzeczy).

morskie oko

Niestety miejsce przed pałacykiem, to chyba jeden z niewielu płaskich kawałków parku. Drugie miejsce, które czasami udeptuję, to niewielki pagórek u stóp pałacyku Szustra. Jednak na drzewie, które stoi w centralnym punkcie placyku, powieszono huśtawkę i ciągle kręcili się tam jacyś ludzie. Oczywiście park jest dla wszystkich i nie mam nic przeciwko takim inicjatywom. Nawet się cieszę, szczególnie że huśtawka to dwa sznurki i kawałek deski, a nie uświęcone unijnymi dekretami metalowe dinozaury.

Radość, radością – ja jednak musiałem znaleźć sobie kawałek trawnika. Jedyny, w miarę płaski placek trawy, mieścił obok ruchliwej ścieżki. Na formę Hao wystarczyło, ale sznurek spacerujących ludzi i rowerów, to nie jest to co lubię.

słoneczko jeszcze przez jakiś czas raczyło świecić

Wtedy przypomniało mi się o boisku szkoły, której to teren praktycznie przecina park na dwie części. Kiedyś Fundacja Dantian miała tam nawet treningi z mistrzem Ly (opisywałem je tu). W zasadzie to ja stałem jakieś 15 metrów od tego miejsca. Na boisku kilkoro dzieciaków grało w nogę. Qrcze, może jest otwarte? Może nikt mnie nie wygoni, albo nie uzna za zboczeńca?

idziemy wzdłuż kawałka ładnie pomalowanego muru

Poszedłem sprawdzić. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że bramka jest otwarta. Więcej – boisko jest miejscem, na które każdy może wejść i poćwiczyć. Pod pewnymi warunkami, czyli należało przeczytać regulamin i nie spożywać, nie niszczyć i nie włazić w godzinach uznanych za edukacyjne.

instrukcja obsługi boiska

Przeczytałem – spożywać i niszczyć nie miałem zamiaru, tak więc już po chwili mogłem się cieszyć równą jak stół powierzchnią boiska.

I fajnie, i to mi się podoba. Dlaczego takie boiska mają być zamknięte po godzinach? Powinny przyciągać dzieciaki, niech się tam ganiają, kopią piłkę (ku chwale Legii), a może i ktoś ze starszych (jak nie przymierzając – ja) też może sobie przyjść i z kumplem w gałę poharatać, albo trzecią chuojiao zrobić.

szkolne boiska

Dzieciaki okazały się kumate. Widząc moje powolne ruchy od razu wiedziały, że Tai Chi ćwiczę. Podumały chwilę i wróciły do kopania piłki. Takie otwarte boisko szkolne, to naprawdę warte pochwały.

Na treningu Fundacji był niemalże tłum (jak na ich realia). Dobrze mogłem poćwiczyć ich formę, bez oglądania się do tyłu – zawsze ktoś „kumaty” był w zasięgu wzroku. Szkoda tylko, że nie pilnują tak rygorystycznie zasady wspólnego wykonywania formy. Pomimo tego, że formę wykonuje się do muzyki, pod koniec były już dwa obozy przesunięte w fazie o jakieś pół ruchu.

miękka i gumowa powierzchnia, dziś na szczęście miałem dobre buty

Ten dzień był specjalny. Miało się bowiem odbyć wręczenie dyplomów za egzaminy, które odbyły się w Sulisławie. Egzamin zdałem, więc i mnie się jedna tekturka dostała. Ładna, z błyszczącymi domkami chińskich napisów i piękną trójwymiarową pieczątką (trochę za mocno przybitą, bo wypada, ale darowanemu koniu…). Fajne, dzięki jeszcze raz Jankowi, Marzence, Andrzejowi i reszcie. Wszystkim tym, którzy przyłożyli rękę do tego, żebym umiał tyle co umiem. Pomimo tego, że normalnie nikt by nie chciał takiego okazjonalnego ucznia jak ja w sekcji trzymać i cokolwiek mu przekazywać.

dyplomy dla KO

Dzięki Wam – oficjalnie. (Uwaga reklama… Jeśli szukacie Tai Chi na Mokotowie i Ochocie, to wbijajcie do Fundacji. Mówiłem to ja. KO – adept z białymi papierami).

grzecznościowy ukłon. Janek chyba nie oglądał „Wejścia smoka”, bo opuszcza wzrok

Pomimo stosowania zasady „klapa, rąsia, buźka, goździk”, rozdawanie certyfikatów chwilę trwało. Dużo osób wyszło z sali z żółtymi papierami (zawsze powtarzam, że Tai Chi uprawiają osoby, które niekoniecznie spełniają wszystkie normy społeczne) i niestety tym razem nie załapałem się na żadną korektę formy. Nic to, ćwicząc w grupie, wyłapałem jak ma wyglądać praca kolana w czasie odepchnięcia małpy. Zawsze to jakiś krok do przodu, choć w tym stylu małpy poruszają się do tyłu. „Step by step” – jak to mówił pewnie siwowłosy selekcjoner polskiej reprezentacji piłki nożnej. Zauważyłem już, że poprawki wynikające z takich obserwacji łatwiej zapadają w pamięć, niż to, co nam ticzer usiłuje, nieraz w sposób łopatologiczny, wyjaśnić. Tym cenniejsza jest dla mnie ta ostatnia lekcja.

musiałem się upewnić czy to na pewno mój, ale wzrok już nie ten. Za mało Qi Gongu oczu…

4 Replies to “Boiska dla wszystkich, dyplomy dla KO”

    1. Dzięki!

      Wolę myśleć że każdy trening jest taką cegiełką. Ale dyplomy są miłe. Co zrobić widocznie jestem próżny.

      Widzimy się w listopadzie w Krakowie?

  1. i nadejdzie ten czas, ze wszystkie cegielki rzucisz na stos, ktory zablysnie swiatlem WIEDZY. Oby jak najszybciej

A co Ty myślisz na ten temat? Dodaj komentarz